Wywiad z LaFee

Witam,

dziś koniecznie chciałam coś dodać tu, ale nie miałam większego pomysłu, co. Ponieważ nie chcę się żalić/chwalić, co tam ostatnio u mnie się wydarzyło, czy opisywać świąt… postanowiłam dodać wywiad z LaFee, który przetłumaczyłam już kilka czy kilkanaście dni temu. Do tej pory tłumaczenie było dostępne tylko na forum Polskiego Fanclubu, a żeby tam cokolwiek przeczytać, trzeba być zalogowanym.

Wywiad został opublikowany w październiku 2011

.

Wolna

To, że zmiana otoczenia wokół artysty może dobrze zrobić, widać u LaFee. Z nowym brzmieniem, nowym zespołem i nowym stylem pewna siebie LaFee powróciła po dwu i pół latach, i powrót dobrze jej wychodzi.
Już w czerwcu 2011 EMI wydało nowy singiel LaFee „Ich bin”. Pod koniec sierpnia w końcu nastąpiła premiera albumu pod tytułem „Frei”.
Nowa muzyka LaFee otworzyła się na więcej popu, stała się nowocześniejsza i przedstawia więcej możliwości charyzmatycznego głosu.
Jako LaFee wystartowała w 2006 roku ze swoim pierwszym albumem, nikt nie spodziewał się tak ogromnego sukcesu, którego oczekiwała wówczas 15-letnia piosenkarka. Wiele sukcesów na listach, wiele nagród i wyróżnień towarzyszyły LaFee w karierze. W styczniu 2009 roku ukazał się album LaFee „Ring Frei”. Był ostatnim albumem z jej długoletnim zespołem producenckim, ponieważ po tym LaFee zakończyła współpracę.
Mania wielkości? Nie, tylko skromne życzenie zaangażowanej artystki, by na poważnie nagrać własny projekt i go przedstawić do wysłuchania.

Producenci nie mieli nic przeciwko, kiedy ich artystka po odkryciu rozwinęła się od debiutantki do gwiazdy. Natomiast wielu producentów nie widzi tego tak chętnie, kiedy ich artysta w czasie swojej kariery rozwija się w silną osobowość i przywiązuje wagę na swoją tożsamość i autentyczność, a nawet – cóż za bezczelność – chce wnieść swoje pomysły w własny projekt.
Niestety dziś jeszcze często są układy między mało znaczącymi artystami a dużymi, wszystkowiedzącymi producentami ze swoim wyczuciem hitów – może z pozostałością z „złotych” czasów. Nie jestem już na czasie. I tak samo LaFee zdecydowała sercem, by iść nową, własną drogą.

.
Mieliśmy okazję przeprowadzić miłą rozmowę.

.

Xound: Jak doszło do zmiany LaFee i do długiej przerwy?

LaFee: Było kilka przyczyn. Rozstrzygającym powodem było to, że mój kontrakt już się skończył. Ponieważ od prawie czterech lat pracowałam i prawie zawsze byłam w podróży, chciałam dać sobie szansę, by zastanowić się, jak to ma być dalej. Po prostu odcięłam się od tego i tym samym od presji. Byłam świadoma, że śpiewanie i robienie muzyki jest moją wymarzoną pracą. Jednak w tym czasie nie wiedziałam, kiedy będę dalej to robić, czy w ogóle powinnam to kontynuować, a jeśli tak, jak powinnam to robić. Potrzebowałam po prostu trochę czasu dla siebie, żeby trochę nadrobić to, z czego w ostatnich latach trochę zrezygnowałam. Spędzałam dużo czasu z rodziną i wiele zrobiłam z moimi przyjaciółmi.
Dodatkowo jestem wdzięczna za czas, w którym mogłam się wyłączyć. Naprawdę mogłam się zrelaksować, nie mając żadnych terminów.
Przerwa dobrze mi zrobiła. Całkowicie zmieniłam swój zespół i wniosłam wiele nowego do projektu. Dziś mam o wiele więcej możliwości, żeby siebie do tego wnieść, niż jak to było możliwe w starym układzie.

Xound: Czy twój stary zespół producencki i management chcieli dalej pracować jak wcześniej?
LaFee: Sądzę, że jeśli byłeś kopalnią złota – i nie uważam tego za coś złego -, zawsze chcesz dalej robić to samo. Oczywiście, jeśli wszystko dobrze idzie i dobrze zarabiasz pieniądze, naturalnie jest to głupie, jeśli ktoś jak ja, kto lata super funkcjonuje, mówi: Chcę spróbować także czegoś innego i z nowym zespołem zrobić coś nowego. Mój stary management z pewnością nie był z tego zadowolony.
Z drugiej strony powinniśmy wszyscy być także realistami. To nie jest nic nadzwyczajnego, że pewnie rzeczy się kończą. Naprawdę trzy lata współpracowaliśmy odnosząc sukcesy, co było także fajne. To nie jest tak, że rozeszliśmy po awanturze – sądzę, że wszyscy członkowie wyjaśnili sobie dużo. To znaczy, wszystko przebiegło naprawdę prosto.
Xound: Jeśli zaczyna się profesjonalny projekt, jak ty z 15 latami, jest oczywiste, że konieczne jest wsparcie doświadczonych tekściarzy i muzyków. W czasie kariery LaFee miałem osobiste przeczucie, że bardziej można zaufać tobie niż ostatecznie twoi producenci sobie na to pozwolili. Jak ty to widziałaś?

LaFee: Do tej pory jeszcze nikt nie zadał mi takiego pytania. Byłam bardzo wdzięczna, że miałam kogoś, kto mnie bierze za rękę i pokazuje, jak funkcjonuje ten biznes.
Jako dziecko zaczęłam i nie miałam pojęcia o show-biznesie, dlatego byłam już w nim w wieku 15, 16 czy 17 lat. Jednak zauważasz kiedyś, że stajesz się starszy i chciałbyś po prostu wnieść o wiele więcej, co już nie pasuje. Kiedy poruszałam ten temat, po prostu nie wywołałam pozytywnego oddźwięku. Reakcje były bardziej: Oh, musimy jeszcze o tym porozmawiać. To było dla mnie bardzo trudne.
Xound: Jako producent powinno się bardziej cieszyć, jeśli artysta dorasta, rozkwita i rozwija się w mocną osobowość.
LaFee: O tym mogę powiedzieć bardzo mało, ostatnio pozbyłam się wielu z dawnych ludzi. Ciągle dobrze rozumiem się z moim ówczesnym managerem i producentem, ale na układ, w którym znajduje się mój manager a także jednocześnie producent i odkrywca, nie mogłabym sobie dziś już pozwolić.
Jednak nie znaczy to, że żałuję biegu wydarzeń, wręcz przeciwnie. Wszystko, co tu przeżyłam, sprawiło, czym teraz jestem. To jest dobre, zdobywać różne doświadczenia, w przeciwnym razie niczego się o tym nie nauczy. Stoję za tym, co się zdarzyło, jednak przemiana jest tak samo ważna.
Xound: Tak, bezruch jest śmiercią dla kreatywnych ludzi.
LaFee: Zgadza się.
Xound: Nowy album nazywa się „Frei”, singiel nosi tytuł „Ich bin”. Czy jest to trochę gra słów, która oddaje: „Jestem wolna”?

LaFee: Gra słów jest bardziej przypadkiem, przy czym oddaje już moje nowe uczucia. „Wolna” – przede wszystkim jestem wolna od wszystkich, szczególnie od presji i mogę się poczuć jako artystka i to na poważnie. To nie był długi czas, w którym możliwości nie były mi dane. „Jestem” oznacza, że nie jestem taka, i sądzę, także można zauważyć, jeśli się słucha albo ogląda, już „zdalnie sterowana”. Także stare rzeczy szły prosto z serca – w przeciwnym razie nie potrafiłabym robić tego dalej – jednak nowe mają inną energię. I jestem z tego dumna.
Xound: Już jest różnicą, czy przesłanie wypłynęło z twojego serca, czy tobie ktoś – także takie idealne – wcisnął.
LaFee: Oczywiście!
Xound: Po tym jak stało się to dla ciebie ostateczne, by iść nową drogą, jak ty i twoi nowi producenci się spotkaliście?
LaFee: Na nowej drodze było dla mnie najważniejszą podstawą, zadbać o jasność przy moich starych współpracownikach i zespole. Tak się rozeszliśmy – wszystko było w pełni okay. Przeprowadziłam wiele rozmów z różnymi producentami, i pracowaliśmy nad demo, żeby móc z różnymi muzycznymi elementami eksperymentować. Trwało to bardzo długo, ale sądzę, że taki proces potrzebuje swojego czasu. Opłacało się, ponieważ nowym zespołem producenckim z Peterem Hoffmannem na czele, został zespół, który w ostateczności ja sobie wybrałam, i to znaczy dla mnie bardzo wiele. Peter Hoffmann jest ogromnym profesjonalistą i – dokładnie jak ja – perfekcjonistą. Peter dokładnie wie, co robi. Do tego dochodzi, że inni ludzie z zespołu są bardzo młodzi, co idealnie pasowało.
Xound: Jaka była praca z nową ekipą?

LaFee: Dla mnie to było w pełni inne uczucie, pracować w nowym układzie. Byłam brana na poważnie jako artystka i również naprawdę wspierana. Na album napisałam nawet całkowicie sama cztery teksty piosenek, co było dla mnie nieopisanym uczuciem. Napisałam to, co przyszło z mojego serca.
Na moim nowym tatuażu jest: „Music is love in the search for a word” (Muzyka jest miłością w poszukiwaniu słów), i dokładnie to odczułam w studiu. Czasami siedziałam tam do nocy i pracowałam nad tekstami. Połączyłam określone części i na koniec chciałam jeszcze to udoskonalić itd. Pierwszy raz poczułam się artystką. To było piękne uczucie dla mnie.
Xound: Jak długo trwała praca nad nowym albumem?
LaFee: Poszukiwania producenta zaczęłam w marcu ubiegłego roku i trwało do września. Potem zaczęliśmy pisać kolejne piosenki i produkować album, co trwało do stycznia.
Xound: W tym pisanie piosenek jest rzeczywiście szybkie.
LaFee: W porównaniu do wcześniejszych trwało to jednak bardzo dużo czasu. Może leży to w tym, że jestem w połowie Greczynką. Szybko się niepokoję, jeśli coś trwa za długo, ciągle mam zapał, i wtedy pięć czy sześć miesięcy jest naprawdę długo. Wcześniej nagrywałam album w tydzień, co nie dawało możliwości dodać jeszcze coś nowego i przerobić – nagrywanie i cześć! Jednak jeśli spojrzeć wstecz, miesiące w studiu minęły szybko, i muszę przyznać, że było trochę smutno, kiedy nagraliśmy ostatnią piosenkę.
Xound: Czy jesteś zdenerwowana, gdy przychodzi coś nowego?
LaFee: Wielu pyta mnie nawet, czy się boję. Dla mnie jest jasne, że „Ich bin” po dwu i pół latach przerwy nie znajdzie się na pierwszym miejscu list przebojów. Naturalnie jestem zdenerwowana. Jednak dla mnie jest ważne, że jako artystka znalazłam w sobie spokój. Oczywiście życzę sobie, żeby „Frei” odniosło sukces, jednak jeśli nie, wiem, że przez lata zebrałam ważne doświadczenia, których nikt mi nie może odebrać, i że zrobiłam po prostu wspaniały album. Jeśli sam album nie odniesie sukcesu, może życie będzie toczyło się tak samo dobrze. Dla mnie ważne jest to, żeby nie mieć tej presji.
Xound: Nie można zapomnieć, że już odniosłaś wielki sukces.
LaFee: Zgadza się, tygodniami byłam na szczytach list przebojów, mam za sobą już duże trasy koncertowe od Paryża do Austrii i od Austrii do Hiszpanii, pomimo tego wielu ludzi mnie pyta: „Co zrobisz, jeśli to nie zadziała? To będzie okropne…”
Jasne jest to, że to nie jest końcem świata. Możliwy sukces nie jest przyczyną, dla której robi się to wszystko. Jeśli jest się muzykiem i coś się powiedziało, nie może być inaczej.
Także ja przeżyłam, że będąc na szczytach list przebojów zarabia się dobre pieniądze, mam przepiękny dom, jeżdżę moim wymarzonym samochodem (śmiech) i właściwie nic mi nie brakuje. I mimo to nadchodzą czasami czasy, w których nie idzie mi dobrze. Sądzę, że jest to ludzkie, ale niestety wielu ludzi, którzy są popularni, nie mówią o tym otwarcie. Szkoda, ponieważ to należy do życia.
Tym bardziej najważniejsze jest to, że można z tym, co się robi, identyfikować i wychodzi to prosto z serca.

Xound: Obok muzycznego rozwinięcia się zmieniłaś się także wizualnie. Jak do tego doszło?
LaFee: Sądzę, że z biegiem czasu to jest normalne. Nie zmienia się tylko gust muzyczny, także zmienia się wygląd. Wcześniej nosiłam szerokie spodnie, nie przypominam sobie czasów, w których chodziłam w rurkach czy zwariowanych butach.
Przy starym projekcie LaFee byłam trochę ograniczona i nie mogłam się tak bardzo bawić. Dlatego chciałam sobie wziąć tę wolność.
Christina w życiu prywatnym chodzi bardzo wyluzowana. Właśnie próbowałam zrobić dobry mix z „Elegancji” i „Christiny”, wymieszałam wszystko, na co miałam ochotę. Nie chciałam wrócić po dwu i pół roku z dokładnie starym stylem, tak samo tatuażem itd. Dla mnie to było ważne, zwracać uwagę, ale na mój sposób, taki jaką jestem. Przy tym na początku był pomysł z afro. Dla mnie jest ważne, by wszystkim pokazać: „Jestem tu”. Powrót udał się przy pomocy mediów, wielu miało ochotę wziąć w tym udział i nas wesprzeć.
Xound: LaFee także zawsze była obecna na żywo. Jak to wygląda z twoją trasą?
LaFee: Właśnie rusza planowanie. Zacznie się wczesną zimą, przy czym nie mam jeszcze wszystkich terminów.
Xound: Zakładam, że wystąpisz z nowym zespołem.
LaFee: Tak, mam nowy zespół. Także to jest nową szczęśliwą sytuacją: nie dostaję przedstawionego mi zespołu, lecz mogę pracować z muzykami, na których mam ochotę. To sprawia radość!
Xound: Dla młodych zespołów nie jest dziś łatwe się tego podjąć, a ty także jesteś jeszcze bardzo młoda. Co chciałabyś doradzić innym młodym muzykom na tej drodze?
LaFee: Z pewnością jest to trudne dawać ogólne rady, ponieważ każdy debiutant ma inne otoczenie. Jednak moim zdaniem jest ważne i każdemu chciałabym doradzić, żeby rodzina albo inni ludzie wiedzieli o tej decyzji, zanim podpisze się jakiś kontrakt.
Jeśli idzie się do tego tylko, żeby zarabiać dużo pieniędzy, jest się na niewłaściwym miejscu. Musisz już wnieść swoją miłość do muzyki i być gotowym, tryskać energią, samemu przez pierwszy rok może nic nie zarobisz. Jeśli idzie ci tylko o pieniądze, ludzie to zauważą w tobie i potem nie będą mieć na ciebie ochoty. Ale jeśli chodzi o twoje serce i twoją pasję, to jest super. Jeśli muzyka jest twoją miłością, ciągle idziesz dalej, czy jako LaFee w telewizji czy jako Christina Klein w jakimś małym klubie.
Xound: Dziękuję za rozmowę

.

Autor: Hagü Schmitz 
Źródło: Xound.com, tłumaczenie: Inna_odInnych
Zdjęcia: Jens Koch, zalinkowane z Xound.com
Przepraszam za ewentualne błędy :)
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s