Ein neuer Tag beginnt, eine neue Hoffnung…

Nowy dzień się zaczyna, nowa nadzieja…

Zauważyłam, że ilekroć zakładam nowego bloga z czymś w rodzaju pamiętnika, pojawia się post z tym tytułem. Prawdopodobnie z dwóch powodów: Jednym z nich jest to, że ww. cytat pochodzi z mojej ulubionej piosenki „Ein neuer Tag”. A drugim? To moje motto. Jedno z wielu. Właśnie ten cytat mam zawieszony na tablicy korkowej nad biurkiem. Żeby codziennie go widzieć i wierzyć, że nawet jeśli dziś jest źle, jutro może być dobrze…

Długo zastanawiałam się nad napisaniem tego postu. Bo kogo to obchodzi? Może kogoś zainteresuje beznadziejny stan, w jakim się obecnie znajduje, a jeśli nie… to chyba samo pisanie powinno mi przynieść ulgę.

Powinno. Czy przyniesie? Zobaczę jak skończę;)

Czy mieliście w swoim życiu chandrę? Z pewnością. Uczucie beznadziei bądź totalnego lenistwa. Albo jednego i drugiego. Kiedy człowiekowi nic się nie chce, gapi się w dany punkt i nie wie, co ma zrobić. Raz na kilka miesięcy coś takiego mi się zdarza. Nie znalazłam dotąd żadnej reguły: kiedy. Chyba, gdy wyczerpią mi się baterie chęci i ambicji. Albo kiedy staje się w moim życiu coś takiego, co mnie wyprowadza z równowagi.

Chciałabym zwalić wszystko na mojego śp. psa. Ale nie mogę tak w 100%. Oczywiście jej choroba, a później śmierć była dla mnie czymś strasznym. Chyba mogę powiedzieć, że dość szybko się z tego wygrzebałam. Pierwszy tydzień strasznie mi jej brakowało, ale teraz rzadko o niej myślę. Tylko na spacerze dziś mnie tak coś tknęło, by ją wspomnieć. Nic dziwnego, jutro będzie równy miesiąc, odkąd odeszła…

Ale chandra złapała mnie trochę wcześniej. Może spowodowana jej chorobą? Nie wiem. Czas płynie tak szybko, że nawet nie wiem, kiedy zleciały wszystkie dni, a tak wolno, bo nie jestem w stanie przypomnieć sobie tego, jak się czułam na początku marca. Początkowo nie potrafiłam się za zabrać do nauki. Mam taką książkę, na podstawie której robię sobie kurs niemieckiego. Ponieważ poziom jest prosty, a chcę się bardziej skupić też na gramatyce, tematy gramatyczne z każdej lekcji odnajduję w moich dwóch repetytoriach i dokładnie wszystko analizuję, uczę się, robię masę ćwiczeń. Najstraszniejsze jest to, że nie zajrzałam do tego od… początku marca. I codziennie sobie powtarzam: „jutro, dziś już późno”, czy „od jutra znów do tego się zabiorę, dziś muszę zrobić coś innego”, ale jutro nadchodzi i kolejny raz wciskam sobie tę samą wymówkę.

Najtrudniej jest dotrzymać obietnic zadanej samej sobie, każdy z nas chyba tego doświadczył.

Poza nauką, do której nie zajrzałam od jakiegoś czasu, olałam również pisanie. Raczej nie jest to dla każdego tajemnicą, że chcę być pisarką. Dobra, to byłoby cudowne, póki co muszę wydać pierwszą książkę. Żeby ją wydać, muszę najpierw napisać. I piszę. Planuję bodajże 7 rozdziałów, jestem na drugim. Podobno początki są zawsze najtrudniejsze, ale teraz mam zastój w wenie. Usiadłam przed komputerem, włączyłam plik, przeczytałam kilka ostatnich zdań i dopisałam dwa. I koniec. Nie wiem, co dalej. Znaczy się, wiem, co dalej ma się wydarzyć (to ułatwienie w pisaniu czegoś na podstawie własnego życia), ale nie wiem jak to ująć w słowa, jakie szczegóły dopisać i takie tam inne rozterki każdej osoby, która cokolwiek pisze. Przy czym zaczynam się zastanawiać: „kogo to obchodzi?”.

Na szczęście trochę udało mi się dopisać do opowiadania, z którym chcę powrócić. Pisałam je na blogu, pierwszą wersję zaczęłam tworzyć, gdy skończyłam gimnazjum. To był… 2007 rok. Cieszcie się, że tego nie czytaliście (a jeśli ktoś czytał, bardzo przepraszam i wyrażam najgłębsze współczucie), to była MASAKRA. Katastrofa. Do dziś się zastanawiam, jak ludzie mogli to czytać i komentować: „fajne”. Pomysł i był fajny (dobra, większość), ale realizacja? Dziś nie potrafię przeczytać strony bez rozpoczęcia uderzania głową w biurko. Po roku usunęłam to badziewie (przy czym opowiadanie zachowałam sobie „na pamiątkę”). Dwa miesiące później założyłam nowy blog, pod trochę zmienionym adresem i zaczęłam pisać na nowo. Powinnam wcześniej wspomnieć, że całość jest na podstawie „Harry’ego Pottera”. O ile z pierwszą wersją skończyłam pierwszą część, z drugą udało mi się dotrwać do czwartej. Nie pisałam ciągle, bo to był brak weny, potem szkoła, szlabany, później nieudane studia i na początku roku 2011 zawiesiłam bloga. Od tamtej pory planuję powrót. Z trzecią, już ostateczną, wersją. Piszę, kiedy mam wenę. Ale i ostatnio mi jej brak. Chciałam wrócić na początku tego roku, teraz termin przesunęłam na lipiec (urodziny bloga), ale jeśli tak dalej będę mieć beznadziejną wenę, będę znów musiała to przesunąć.

Ktoś może napisać czy powiedzieć, że czytelnicy poczekają. Z doświadczenia wiem, że odchodzą równie szybko jak się pojawiają. Jeśli po moim powrocie wrócą do mnie dwie, trzy osoby z grona stałych czytelników, uznam to za sukces.

To są dwa najważniejsze dla mnie projekty pod względem pisania, nad którymi pracuję, czy raczej ostatnio staram się pracować. Jak na ironię losu, na nie nie mam weny. Włączając cholerny plik, po paru zdaniach pojawia się kompletna pustka w głowie. W obu przypadkach. A teraz sobie siedząc, naszło mnie i zaczęłam pisać. Rzecz jasna coś innego. Teraz mało ważnego. Jeśli je kiedykolwiek skończę, będę dla siebie pełna podziwu. Bo to, co się chce naprawdę doprowadzić do końca, najtrudniej jest zacząć. A to, co nie jest aż tak ważne, najłatwiej zacząć, a najtrudniej skończyć. Ileż to ja opowiadań zaczęłam, a nigdy ich nie skończyłam? Wielu z nich nigdy nie skończę. Jak będzie z tym? Zobaczymy. Chciałabym, żeby się udało, bo to ma być coś w kontynuacji mojego opowiadania o LaFee. Jeśli je skończę, pojawi się tu jako e-book… jeśli…

Poza moimi beznadziejnymi odchyłami, kiedy gapię się bezczynnie w monitor i zastanawiam się, co mam teraz zrobić, albo sprawdzając 10 razy pod rząd bloga, forum itp. z nadzieją, że ktoś coś napisał i będę mogła odpisać… są też i dobre wydarzenia w moim życiu;)

Ostatnio zaskoczyła mnie promocja w Rossmannie. Kupowałam maseczki Under 20 (lubię kosmetyki z tej serii) i postanowiłam wypróbować podkład. Ponieważ kosztowało to wszystko powyżej 15zł dostałam w prezencie ładną bransoletkę. Z jasnoróżowych kryształków i posrebrzaną zawieszką w kształcie serca, którą można odpiąć. Co prawda na zdjęciu przy promocji była całkiem inna (chwalili się, że z kryształkiem Swarovskiego), jednak bardziej podoba mi się ta, którą dostałam. Idealnie będzie pasować do jednej sukienki. O ile będę w niej chodzić. Na pewno raz ją włożę – na wesele kuzyna;)

I postanowiłam trochę oderwać się od mojej obietnicy, że przeczytam wszystkie książki w domu. Nie no, nadal zamierzam to robić, ale… nagle otrzymałam ochoty na przypomnienie sobie „Przygód Trzech Detektywów”, które ciągle wypożyczałam kiedyś w bibliotece. Przez całą podstawówkę i gimnazjum pochłaniałam masę książek. W liceum przestałam czytać. Pochłonął mnie wirtualny świat bardziej od fikcyjnego, zrodziła się pasja do muzyki, miałam również szkołę i nawet nie wyrabiałam z czytaniem lektur. To było jedyne moje tak prawdziwe hobby w życiu, które odcisnęło swoje piętno na mnie. Gdybym kiedyś nie czytała, czy kiedykolwiek wpadłabym na to, że mogę napisać coś samej? Czy kiedykolwiek zaczęłabym wymyślać własne światy, bohaterów, których losy chciałabym spisać? Czy kiedykolwiek pojawiłoby się we mnie marzenie: „Chcę być pisarką”? Wątpię. Nigdy nie żałowałam, że tyle czytałam. Żałuję, że przez ostatnie lata prawie nic nie czytałam. Chcę do tego powrócić. Dlaczego jednym z moich postanowień jest przeczytanie min. 50 książek. Kiedyś rocznie czytałam ich 200. A przez rok czy dwa dobiło to do 300… Raczej już nigdy nie dobiję do takiej liczby. Ale z 50-100 byłabym zadowolona.

Książki z domu przeczytam. Tylko postanowiłam zrobić małą równowagę: kilka książek z domu, kilka z biblioteki.

Tak, w końcu wybrałam się do biblioteki, do której jestem zapisana od przedszkola. Dzięki której miałam możliwość przeczytania tylu książek. Nie byłam tam 2 lata i tak wiele się pozmieniało. A do dziś mam w pamięci dawny wygląd wypożyczalni. Jeden pokój, w którym na półkach były ułożone książki. Od razu po lewej był regał z książkami dla młodzieży, a po prawej dla dzieci. Przy biurku bibliotekarki stały ostatnio oddane książki, w których najchętniej grzebałam. Ścian w ogóle nie było widać, a na podłodze leżał ciemnoczerwony dywan. Może dlatego, że oceniam to przez pryzmat dzieciństwa, ale to miało dla mnie magię., klimat. Bibliotekarki doskonale mnie znały, a ja ich. Później pojawiałam się coraz rzadziej. Ostatni raz byłam tam 2 lata temu oddać książki. W tym czasie biblioteka była remontowana, więc oddawałam je w innym miejscu. Wróciłam wczoraj i aż nie mogłam uwierzyć, jak to wszystko się zmieniło. Było trochę ponuro (i magicznie!), a teraz jest jasno (i nowocześnie). Brak dywanów, tylko jasne kafelki. Dział dla dorosłych w miejscu, gdzie było wszystko, dla młodzieży i nastolatków, gdzie było pomieszczenie obok. Po prostu zburzono ścianę. Jak dla mnie jest zbyt nowocześnie, moja ukochana biblioteka utraciła swój urok, magię. Najgorsze jest to, że teraz są całkiem inne bibliotekarki. Wchodząc wydawało mi się, że widzę znajomą, która pracowała tam od kilku lat. Po buszowaniu między półkami siedziała już inna. I teraz nie wiem, czy tylko mi się przywidziało, czy w tym czasie się zmieniły… oby to drugie, lepiej bym się czuła, gdyby świadkiem mojego comebacku był ktoś, kto mnie zna i kto wie, ile ja kiedyś czytałam. I co. Jak częstym gościem tam byłam i że w końcu się „nawróciłam”…

Prawie 1500 słów… Sama nie wiedziałam, że tak się rozpiszę. Jeśli ktoś przeczytał całość: podziwiam i dziękuję.

Reklamy

4 thoughts on “Ein neuer Tag beginnt, eine neue Hoffnung…

  1. Lily

    No to teraz ja się rozpiszę ;)
    Kto w swoim życiu nie miał chandry, tego podziwiam, wielbię niczym boga i obieram na własne, osobiste guru. Chyba nie da się tego uniknąć. Sama tego często doświadczam, czasem nawet zbyt często… Najlepszym lekarstwem na to są, moim zdaniem, muzyka i książki. Nie ma to jak w takich chwilach przenieść się w odległy, nierealny świat, w którym jedynym zmartwieniem jest to, co stanie się z głównym bohaterem. Mam nadzieję, że Twoja chandra przejdzie wkrótce. I odzyskasz wenę i chęci do nauki ;)
    Co do „Zdradzonej…” mam nadzieję, że z tym pójdzie Ci jak najlepiej. Już jestem niesamowicie ciekawa tej książki i nie mogę się doczekać, aż ją skończysz, a ja ją dostanę w swoje łapy. oczywiście już wydaną. W pięknej okładce. I oczywiście koniecznie z autografem z dedykacją ;DD
    Haha chciałabym przeczytać tą pierwotną wersję Isabelli. To musiało być ciekawe ;D Jestem na prawdę ciekawa twoich początków. Ale na pewno nie były tak masakryczne jak moje wypociny…;p
    Rozumiem jak to jest jak się nie ma chęci czy czasu na pisanie. Sama chciałabym zacząć coś kiedyś pisać. Tak dla siebie. Ja w przeciwieństwie do Ciebie nawet nie marzę o tym żeby zostać pisarką bo i tak nic z tego by nie było. Nie potrafię dobrze pisać. Chociaż pomysłów by mi raczej nie brakowało. ;) Na razie wiele rzeczy układam w głowie. A czy to kiedyś przeleję na papier? Zobaczy się ;) Na pewno się o tym pierwsza dowiesz ;p
    Ja na szczęście nie mam problemu z czytaniem książek. Roczna ilość na pewno dobrze setkę przekroczy ;) Niestety ostatnio trochę czasu an to nie mam. Ale staram się czytać na nudniejszych lekcjach i na przerwach żeby ten czas spędzony w szkole nie był aż tak zmarnowany ;p Na pewno sobie to odbiję po egzaminach. xD
    No chyba by było na tyle ;) Tez się nieźle rozpisałam ;p

    Odpowiedz
  2. Baśka

    Tak, masz rację. Czasami po prostu trzeba stać z boku i się nie wtrącać. Cały czas mam wyrzuty sumienia po tym co zrobiłam… I oczywiście zaraz uaktualnię sobie linki. ;)
    Oj, chyba każdy ma jakieś załamania w życiu. Czasami coś nam nie wychodzi, coś się wydarzy i wtedy nie można być szczęśliwym. Ostatnio też przechodzę jakieś załamanie, co chyba widać po moich postach na blogu, nie wiem co się ze mną dzieje, co mam robić, myśleć. Mam nadzieję, że to minie, bo mam dosyć tego, że rano po prostu nie chce mi się wstawać z łóżka, bo nie mam żadnej motywacji, tak samo z nauką, a do tego dochodzi zmęczenie, po nieprzespanych nocach, które przepłakałam, albo przeleżałam gapiąc się w sufit i walcząc z wyrzutami sumienia. Do tego cały czas coś mi nie wychodzi – to z przyjaciółką, to ze szkołą, to z rodzicami, albo z moimi planami – np.: niedawno odwołali mi (znowu!) występ (chodzę na kółko taneczne), bo coś im tam nie pasowało i mieli gdzieś, że ćwiczyliśmy, staraliśmy się i naprawdę chcieliśmy wystąpić. Tak, czasami mam ochotę po prostu siąść i się rozpłakać. To jest okropne.
    Co do pisania – ostatnio też mi nic nie wychodzi. Wiersze, opowiadania, notki na bloga, wypracowania do szkoły. Kompletny brak weny, zupełnie jak u Ciebie. Btw. jeżeli wrócisz na swojego bloga z opowiadaniem to oczywiście proszę o adres. ;) I życzę powrotu weny.
    Ja też zawsze dużo czytałam, potrafiłam przeczytać trzy książki w tydzień i to wcale nie należący do tych najłatwiejszych i prostych (pamiętam taki okres mojego życia, gdy przez tydzień przeczytałam trzy książki Barbary Rosiek i do tego „Karuzela Uczuć” – Jodi Picoult – mocno zafascynowały mnie te książki, ale musiałam sobie darować czytanie tego typu rzeczy na dosyć długi czas, bo najzwyczajniej w świecie miałam po nich ogromnego doła). Ale teraz też czytam dużo mniej nie kiedyś, jestem tak zmęczona, że nie rozumiem o czym opowiada książka, albo muszę czytać jedno zdanie po parę razy żeby je zrozumieć.
    No, to teraz i ja się rozpisałam! Przepraszam, ale czasami tak mam. ;)

    Odpowiedz
  3. Billowa

    Przeczytałam całość ;p Wiesz, strasznie Cię podziwiam. Za te głupie 1500słów, które potrafiłaś napisać. Za to, że nie boisz się napisać tego wszystkiego w internecie. I uświadomiłaś mi jak bardzo się zmieniłam. Kiedyś też pisała (może jeszcze to pamiętasz) ale teraz się zagubiłam. Sama nie wiem kiedy. I nie mam bladego pojęcia jak do tego wrócić. Też chciałam być pisarką, ale w moim przypadku to raczej nie możliwe. Dlatego będę trzymać kciuki za Ciebie. Wierzę, że Ci się uda i jeszcze kiedyś wyślesz mi książkę z autografem ;p
    Strasznie mi przykro z powodu twojego psa. Wiem jak to stracić kogoś kogo się kocha, nawet jeśli to „zwykły” czworonóg. I życzę ci powodzenia z książkami. Gdybym ja chciała przeczytać wszystkie z mojego domu to chyba do końca życia nie dałabym rady ;/
    Trzymaj się, Inna ;D Wszystko kiedyś się ułoży, w końcu „Ein neuer Tag beginnt, eine neue Hoffnung”

    Odpowiedz
  4. Baśka

    Pierwszy raz widzę taki portal wodrpress. Właściwie nawet nie wiedziałam, że istnieje taki portal blogowy.
    Właśnie ja już sobie obiecałam, że drugi raz nie popełnię takiego błędu. Już kiedyś powiedziałam sobie, że jestem tylko człowiekiem i zawsze zdarzy mi się popełnić jakiś błąd, ale najważniejsze to nie powtarzać go w przyszłości.
    Oh, jak najbardziej korzystna obsesja! Ja też mam nadzieję, że mi przejdzie. Nie wiem co mi się stało – zawsze umiałam myśleć pozytywnie, owszem miałam jakieś tam małe załamania, ale nie trwało to dłużej niż tydzień, a teraz… Teraz już sobie po prostu z tym nie radzę. Złamali mnie. I nie wiem jak mam się podnieść. A ja jak się rozpłacze tak na dobre to nie mogę przestać. Pamiętam jak ostatnio płakałam tak „porządnie – po jakimś czasie już ledwo łapałam oddech, a osoba, która była świadkiem moich łez była naprawdę ostro przerażona, więc sama nie wiem czy na mnie to dobrze działa.
    Też mam swoje stare wiersze, czy opowiadania i rzeczywiście – większość jest straszna, ale nigdy ich nie wyrzucę. Mam do nich niesamowity sentyment. A Twoje opowiadania już przejrzałam i zaczynam czytać „Klątwę Zielonych Oczu”, bo zespołu i wokalistki o których piszesz nie znam. ;) Jasne, że trening czyni mistrza! Widać to po starych opowiadaniach w porównaniu z tym co piszę teraz.
    Tak, ona napisała „Pamiętnik Narkomanki”. Ja tam bardzo emocjonalnie reaguję na niektóre książki, piosenki, filmy, a nawet na obrazy czy zdjęcia. Muszę przeczytać tą „Radość Niedoskonałości”! Już kiedyś mi o tej książce pisałaś i jestem naprawdę ciekawa. Mam nadzieję, że będzie w bibliotece.
    Nie ma za co, naprawdę lubię czytać to co napiszesz. :)
    Dziękuję – ja jestem zakochana w tym szablonie. ;)

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s