Wiosna…

Pory roku mają na nas wpływ. Chyba każdy z was może to potwierdzić.

Najczęściej mówi się o wiosennej i letniej dawce energii, kiedy to świeci słońce, spędzamy więcej czasu na dworze, jest cieplej itp. O jesieni i zimie mówi się, że dopada człowieka chandra, zniechęcenie i senność. Że to są te „złe” pory roku.

Patrząc na moje życie, od kilku lat zaobserwowałam coś innego. I zastanawiam się, czy naprawdę jestem inna, bo na mnie te pory roku mają wręcz odwrotny wpływ.

Zaczynając od początku roku. Środek zimy, mamy nowy rok… Byłabym chora, gdybym nie zrobiła sobie postanowień czy czegoś w tym stylu. Po zrobieniu całej listy, wstępnym rozplanowaniu, jak się za to zabrać itp. Mam wiele energii i ochoty, która trwa przez następne kilka czy nawet kilkanaście tygodni, żeby realizować małymi kroczkami to, co sobie zaplanowałam. Jestem domatorem, uwielbiam spędzać czas w domu, więc z ciepłego i przytulnego pokoju, zaopatrzona w gorącą herbatę mogę spoglądać na śnieg i zimno za oknem, ciesząc się, tu jest ciepło i mogę w spokoju sobie coś robić. Poza tym robi się prędzej ciemno, a ja lubię robić w ciemności różne rzeczy: pisać notatki do albumów, które zamierzam zrecenzować, czytać książkę, rysować – najlepiej przy zapalonej świeczce, czy nawet się uczyć i siedzieć nad zadaniami z niemieckiego, słuchając Jah Jah w AntyRadiu…

Potem nadchodzi wiosna i teoretycznie wszystko budzi się do życia, robi się radośniej itp… ale… nie dla mnie. Tracę ochotę na cokolwiek, wszystkie moje zadania zostają rzucone w kąt i muszę się zmuszać, by coś konkretnego zrobić, po czym ostatecznie nie robię 75% rzeczy, które bym chciała zrobić… Łapie mnie jakaś chandra, dołek i ogólne zniechęcenie. Czuję się totalnie zmęczona, a teoretycznie nie powinnam, no bo czym? Kiedy chodziłam do szkoły, to mogło być powodem. Nauka i tego typu sprawy. Teraz miałam tylko kurs i jestem cholernie szczęśliwa, że w czwartek mam ostatnie zajęcia. Jestem zmęczona jazdami, które muszę skończyć, po czym 29 maja mam egzamin. Chciałabym, żeby udało mi się zdać za pierwszym razem. Nie dlatego, że chcę już samej jeździć samochodem i mieć ten cholerny dokument. Nawet nie też dlatego, że nie mogę sobie pozwolić finansowo na zdawanie dziesięć razy. Po prostu chcę mieć to z głowy. Chcę już mieć to za sobą i w końcu mieć święty spokój od wszystkich kursów. Nie mówiąc o tym, że się stresuję, co również mnie wykańcza psychicznie.

Zawsze na wiosnę mam, mówiąc kolokwialnie, wszystko w dupie. I czasami potrafię usiąść gdzieś i gapić się  w ścianę przez szmat czasu. Bo kompletnie nic mi się nie chce.

Potem nadchodzi lato. Jeśli gdzieś wyjadę, chociażby do babci na tydzień, wracam niezwykle wypoczęta. W czerwcu moi rodzice wyjeżdżają w góry i wymyśliłam kilka argumentów, dlaczego nie powinnam jechać. Oczywiście mamie udało się każdy z nich obalić. I doszło do mnie, że potrzebuję tego wyjazdu. Jedynie boję się, że coś mi przeszkodzi i to nie wypali.

Ale w lato, po tym jak przejdzie mi ta wiosenna chandra, czuję się inaczej. Nadal nie mam super, ogromnego poweru, ale ze zmuszeniem się do czegokolwiek jest dużo łatwiej.

Później nadchodzi senna jesień, kojarzona z chandrą i depresją. Robi się chłodniej, świeczka i herbata wracają w 100% do łask i zastępują colę czy inne chłodne napoje. Ja, przyzwyczajona jeszcze do szkolnego rozkładu roku, nabieram na kolejne tygodnie nowej energii i wykonywanie nawet najcięższych planów, idzie mi z łatwością. Jeśli mam cel, potrafię skupić się na nim w 100% i go zrealizować. Jeśli tracę znów siły, to raczej tylko na okres świąteczny, kiedy znów wypoczywam i rozpoczyna się nowy rok, i kolejne postanowienia…

Oczywiście na nasz nastrój wpływają nie tylko pory roku, pogoda itp. W naszym życiu zdarzają się momenty, które mogą pogłębić oddziaływanie pór na nas, a inne mogą je osłabić.

Jednak mój plan wygląda tak, a nie inaczej. I mam nadzieję, że moja chandra wkrótce mi przejdzie. Jeśli nic nie zniszczy moich planów, względem wyjazdu, mam nadzieję, że Sromowce Wyżne albo inna okoliczna miejscowość pomogą mi się z nią rozprawić i nabrać energii, której potrzebuję.

Reklamy

2 thoughts on “Wiosna…

  1. Fizzz

    Wiosny i jesieni nie lubię najbardziej. Tak samo jak Ty w wiosnę tracę energię i zapał do wszystkiego. Już tylko leniwie czekam na lato. Wtedy jakoś odżywam. Na jesieni średnio, ale jeszcze w miarę, ujdzie. Zimę bardzo lubię, jest tak ładnie, zimno mi nie przeszkadza. Wtedy wpadam już w wir szkolnej pracy i wszystko łatwo mogę za sobą pogodzić (czego nie mogę powiedzieć teraz, kiedy moje oceny się pogorszyły, a recenzji od dawna żadnej nie napisałem; korzystam tylko z gotowych).
    No i wierzę, że zdasz szybko zdasz egzamin na prawko, a niemiecki nie będzie Cię już przytłaczał ;)

    Odpowiedz
  2. KASIA

    Nie wspominałaś mi na gg ,że masz egzamin 29 :) będe trzymała kciuki :) co do pór roku mam podobny stosunek ..uwielbiam zimę,kiedy siedze w domu a za oknem pada śnieg ;) Kiedy mialam próbne matury to wypijałam gorąca czekoladę i to poprawiało mi humor w 100 % . W wakacje nie wiem co będe robiła, a ty masz w tym roku powtórkę z poprzednich wakacji?

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s