Bye, Bye…

Za równy tydzień rozpocznie się październik. Dla mnie oznacza to kolejną zmianę w moim życiu: rozpoczęcie studiów. Znów. Z jednej strony nie potrafię się doczekać, a  z drugiej przeraża mnie, że ten dzień zbliża się tak nieubłaganie.

Najbardziej frustruje mnie brak planu lekcji, na który chyba czekam najbardziej. Chciałabym już wiedzieć, jak będą wyglądały moje dni, psychicznie się przygotować, na którą godzinę będę wstawać na autobus, a o której dopiero będę w domu. Nie mówiąc o tym, że chciałabym wybrać sobie wf, który oczywiście będzie dopasowany do planu zajęć, a z którego nadal nie podano, kiedy i o której mają odbywać się kolejne zajęcia…

Każdy, kto wybiera się na studia może powiedzieć, że właśnie przeżył swoje najdłuższe wakacje. Moje życie tak się potoczyło, że moje wakacje trwały w sumie ponad 1,5 roku. Patrząc wstecz, mam wrażenie, że zmarnowałam wiele czasu. Niestety to uczucie jest mi doskonale znane od wielu lat.

Cały czas bezskutecznie poszukiwałam pracy, o co teraz jest cholernie trudno. Gdzieś tam udało mi się załapać na kilka tygodni. Po wielu wydrukowanych CV, kilku rozmowach kwalifikacyjnych, a później ciszy ze strony ewentualnego pracodawcy można stracić wiarę w siebie i własne kwalifikacje. Nie, żebym czuła, że kiedykolwiek miałam jakiekolwiek… :)

Jednak jest jedna pocieszająca myśl. Patrząc na te moje „wakacje” nie mogę powiedzieć, że kompletnie nic nie zrobiłam, nic nie osiągnęłam. Zarobiłam całą kwotę, jaką potrzebowałam na kurs niemieckiego i go ukończyłam. Dodatkowo jestem z siebie dumna, że mimo choroby czy zwykłego lenistwa, nie opuściłam żadnych zajęć. Po prostu ruszałam swój leniwy tyłek i jechałam na lekcje… Poza tym udało mi się przetłumaczyć książkę, z czego również jestem dumna. Mimo że zdaję sobie sprawę z tego, że moje tłumaczenie jest totalnie beznadziejne, ale mimo to dokonałam tego. I dłuższe teksty po niemiecku już nie przerażają mnie tak, jak kiedyś. Wiąże się to również z tym, że nawet przeczytałam jedną książkę w języku niemieckim i wiele z niej zrozumiałam. I trzecią taką najważniejszą rzeczą jest prawo jazdy. Ukończyłam kurs, zdałam egzamin. I mam prawko, mimo że nadal nie potrafię parkować i ogółem jestem dość kiepskim, początkującym kierowcą. Ale to miłe uczucie wiedzieć, że mogę pożyczyć samochód od rodziców i pojechać np. do biblioteki czy sklepu, zamiast tłuc się autobusem…

Może to się wydawać nie wiele, ale lepsze to, niż nic :) W szczególności, że każda z tych rzeczy zajmowała mi tygodnie czy miesiące pracy. Owszem, nadchodzą myśli: co chciałam zrobić, a czego nie zrobiłam, jednak… to nie są zające, nie uciekną. Książkę napiszę. Opowiadanie, nad którym pracowałam, również. Myślę, mam nadzieję, że inne plany również zrealizuję prędzej czy później…

Dopadło mnie paskudnie przeziębienie. Objawy się zmieniają co chwilę. Raz czuję się tak źle, że cały dzień leżę w łóżku, innym razem jest o tyle lepiej, że jestem w stanie posprzątać cały dom, a nawet z niego wyjść. Strasznie irytuje mnie to, że jak jeden objaw np. kaszel przechodzi, to zaczyna się drugi np. katar. I tak w kółko. Mam nadzieję, że minie w ciągu kilku najbliższych dni przejdzie jednocześnie ciesząc się, że choroba przyszła teraz, a nie w październiku. I mam nadzieję, że później nie dopadnie mnie kolejna. Ale i jest jedna jej zaleta: w ciągu ostatniego tygodnia przeczytałam 3 książki. Mam nadzieję, że do piątku uda mi się przeczytać kolejne 2, tak co będę mogła jeszcze iść do biblioteki ;)

Ostatnio pisałam o spotkaniu z koleżankami. Czułam się lepiej, więc na nie poszłam, było fantastycznie! I zastanawiam się, dlaczego tak rzadko się spotykamy. Już mam pomysł, żeby się spotkać w przerwie świątecznej, mam nadzieję, że dziewczyny będą mieć wolne popołudnie ;)

Jeszcze tydzień… 7 dni i bye, bye, wakacje… Niby tak dużo, ale z pewnością miną tak szybko, że obudzę się w niedzielę i stwierdzę: „O ku*wa, już jutro muszę jechać na uczelnię!” I 3 godziny dziennie w autobusie…

Reklamy

2 thoughts on “Bye, Bye…

  1. jelly

    Ja też nie mam jeszcze planu -,- nie wiem czemu tak się z tym ociągaja. Też bym chciała wiedzieć ile godzin czeka mnie siedzenia na uczelni i czasu spędzonego poza rodzinnym miastem .Mam wątpliwości czy dobrze wybrałam. Chwilami załuje. Czuje ,że będe bezrobotna i nieszczęsliwa.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s