Pierwszy dzień…

Mówią, że pierwszy dzień zawsze jest najgorszy i najtrudniejszy. Nowa sytuacja, nowe otoczenie, nowi ludzie… Jednak tym razem nie dla mnie. Cieszę się, że 2 lata temu poszłam na studia, mimo że ostatnio mi się nie udało. Dziś wracając w to miejsce czułam się pewniej. Wiedziałam jak i czym dojechać na uczelnię. Doskonale wiedziałam, kiedy jest mój przystanek, a potem gdzie iść. I nie mam tu na myśli samego dojścia na wydział, który jest widoczny z przystanku, ale już w środku, jak się poruszać.

Dzień zaczął się od spotkania organizacyjnego, gdzie zauważyłam parę zmian. Dyrektorką instytutu została pani doktor habilitowana, która dawniej była opiekunką mojego roku. Czyli nadal jest opiekunką, tym razem 3 roku. Wicedyrektorem został doktor, który uczył mnie historii literatury niemieckiej. Niestety w tym roku nie będzie mnie uczyć, a szkoda, bo go naprawdę lubiłam. Mimo że nie wiele wynosiłam z jego zajęć, gdyż nie wiele rozumiałam, co mówi, ale jest sympatycznym człowiekiem i zrobiło mi się smutno, kiedy na planie zauważyłam brak jego nazwiska. A byłam wręcz pewna, że on na pewno będzie mnie uczyć… I co? Jak zwykle nie można niczego być pewnym.

Na zajęciach spotkam się ponownie z tą samą panią z łaciny, ale to nawet dobrze. Prawdopodobnie, a mam taką nadzieję, będziemy mieć te same książki. Jeden wydatek mniej. Poza tym wstępu do literaturoznawstwa będzie mnie uczyć pani doktor, która uczyła mnie gramatyki. Nie wiem czy dobrze, czy źle. To dwa inne przedmioty i trudno powiedzieć, jak będzie teraz. Poza tym spotkam się z tą samą panią profesor z historii literatury niemieckiej, dawniej miałam z nią tylko wykłady, teraz zarówno wykłady jak i ćwiczenia. Po ćwiczeniach nie wiem, czego się spodziewać. I ostatnia, tym razem pani magister, uczyła mnie wstępu do literaturoznawstwa, a teraz będzie uczyć kultury i historii obszaru niemieckiego. Pamiętam, że była miła. I jedne zajęcia z nią na temat literatury zainspirowała mnie do książki. Tfu, dwóch. Mam nadzieję, że kiedyś je napiszę… Poza tym pozostała ostatnia pani magister, która uczyłaby mnie prawie tego samego, również słuchania ze słuchu, ale tym razem bez fonetyki. Jednak nie wiem na 100% czy będzie mnie uczyć, jest to zależne od tego, w której znajdę się grupie…

Napisaliśmy test, którego początek nie był specjalnie trudny, ale im dalsze zadanie, tym gorzej. Nie starałam się go nawet napisać jakoś świetnie. Prawdę mówiąc, chciałam sprawdzić siebie samą i wypełniłam go na spokojnie, bez stresu, opuszczając niektóre zadania, kiedy nie wiedziałam, co wpisać… Po teście przeszliśmy do innej sali, gdzie już tylko ludzie z mojego kierunku spotkali się z naszą opiekunką. Wyjaśniła nam wiele rzeczy o mało nie przyprawiając mnie o zawał serca. Wspominała o lektoratach, które będą w drugim semestrze i powiedziała, że będą z języka angielskiego – wtedy mi dosłownie serce stanęło, ponieważ napaliłam się na szwedzki – ale na szczęście od razu dodała „oraz szwedzkiego”, na co poczułam niesamowitą ulgę. Każdy z nas będzie mógł sobie wybrać język, na który będzie chcieć chodzić, przy czym ona polecała szwedzki. Jestem ciekawa, ile osób, które wytrwają do II semestru pójdzie na szwedzki. Ja, moja koleżanka Patrycja na pewno. Nowo poznana Monika chyba też wyraziła taką chęć. Angielski może być kuszący – gdyby były zajęcia z panią, którą wręcz uwielbiam, a wiem, że nadal tam naucza – jednak… no wolę szwedzki. Poza tym zerowe szanse, że angol byłby od podstaw, a na takowy chcę iść. I pójdę. Na jakiś kurs, kiedy będę mieć czas i kiedy będzie mnie na to stać.

Niestety wkopałam się z jedną rzeczą, a mianowicie tym, że założyłam grupowego maila i forum, o czym poinformowałam wszystkich w tym opiekunkę, przez co stwierdziła, że jestem już kandydatem na starostę (osobę, która ma wszystko załatwiać). Nie, nie i jeszcze raz nie. Ja się do tego nie nadaję. Oby ktoś inny zechciał przyjąć to „stanowisko”. Na szczęście Pati coś o tym wspominała, więc mogę jej towarzyszyć, ale tylko przysłuchując się, jak tam załatwia sprawy. Wiem, że się powtarzam, ale ja naprawdę się do tego nie nadają. Stresują mnie takie rzeczy, przez co się jąkam, mam problemy z wypowiedzią, nie mówiąc o tym, jak mój głos zaczyna śmiesznie brzmieć. Masakra. Mój angaż w nasze sprawy kończą się tylko i wyłącznie na założeniu maila, forum i oczywiście bycie administratorem forum – z czym również mogę się podzielić.

Na szczęście ten tydzień nie zapowiada się strasznie, jutro jest ogólna inauguracja, więc mam wolne, a w środę nie ma pani profesor, a że tylko i wyłącznie z nią mamy zajęcia w środy, dzięki czemu, również mam wolne. Żyć, nie umierać. Jedynie czwartek nie zapowiada się już tak różowo. Ale pierwsze zajęcia, to też nie będzie źle ;) W środę zamierzam pojechać do Krakowa spotkać się z Klaudią ;) Nie potrafię się doczekać :) A  jutro jadę umyć babci okna… Nie chce mi się, ale w końcu trzeba to zrobić…

Reklamy

2 thoughts on “Pierwszy dzień…

  1. jelly

    Nie dziwie Ci się,że nie chcesz być starostą. Musisz być odpowiedzalna ,że x osób zostanie o wszystkim poinformowana. Sama wole słuchać niż latać załatwiać i się dowiadywać :) ah te studiaaa

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s