Ring Frei!

I kolejny tydzień minął. Pełen nowości, zmian, a nawet bólu…

Ale od początku.

Wtorek był cudowny, bo był dniem wolnym. Środa wstępnie również miała być dniem wolnym, ale przełożyli mi zajęcia z piątku na środę, więc musiałam na nie pojechać. Jak dobrze, że dopiero na 15, więc zdążyłam rano wziąć prysznic i się przygotować. Niestety ta zmiana nie była ogólnie dobra dla moich planów – zapisałam się na piątek na wf. A bez przesady, jechać 1,5 godziny w jedną stronę na sam wf? Przepisałam się na poniedziałek, na… karate. Ale o tym wspomnę wkrótce.

Mimo że pani magister była miła i ba ja ją znam, to jednak czuję, że ten przedmiot będzie dla mnie masakrą. Nienawidzę polityki. A co tydzień będziemy musieli przygotowywać parę newsów, co się działo ostatnio w Niemczech. Raczej nie mogę wyjechać z informacją: np. „Ktoś tam wydał nowy album, a ktoś nowy singiel”. Czyli szykuje mi się szukanie newsów o polityce i jakiejś „poważnej” kulturze, cokolwiek to znaczy… Dobrze, że na jutro jeszcze nic nie musimy szykować, ufff.

W czwartek miałam tylko wstęp do językoznawstwa, ale pani doktor opowiedziała trochę o zajęciach organizacyjnych i zadała zadanie domowe, po czym mieliśmy godzinę wolną. Po niej miałam fonetykę z bardzo miłą panią doktor i po organizacyjnych zrobiła nam normalne zajęcia. Jestem z siebie dumna, że zrozumiałam, o czym one były, co ona mówiła i w końcu rozumiem co i jak (czego nie rozumiałam 2 lata temu) oraz rozumiem swoje notatki. Ok, nie rozumiem jednej sprawy, może stare notatki mi coś w tym pomogą? Hmm… zobaczę… =)

Piątek był dniem wolnym i prawdopodobnie każdy taki będzie. Jak miło mieć 3-dniowy weekend. Wczoraj miałam szkolenie BHP, na które się spóźniłam (cholerne autobusy) i rozczarowałam się: nie dostaliśmy kalendarzyków, a z samego rana w autobusie spotkałam koleżankę, która jest na pedagogice i taki kalendarzyk dostała! W zasadzie chyba wszyscy dostali, tylko „na co germanistom kalendarzyk?” ;/ A jest taki fajny! Szkolenie i tak ostatecznie będzie przez internet, ale babka trochę nawijała, więc przepadło mi PNJN. Później była łacina, na szczęście książka będzie ta sama, nie muszę kupować. Niestety wymyśliła jakieś prezentacje, które mamy zrobić, jak dobrze, że jest coś takiego jak twitter i znajome podesłały mi pomysły, o czym mogę napisać. Oby babka z łaciny zaakceptowała temat, a ja sama jeszcze muszę poszukać jakiś materiałów ;) Później miałam wstęp do literaturoznawstwa, ale na szczęście ucząca nas pani doktor się nie zjawiła, więc miałam dłuższe okienko, podczas którego poszłam z czterema dziewczynami na pizzę.

Zanim przejdę do wf, wspomnę tylko, że niestety nie wymigałam się od bycia starostą… Co prawda zgłosił się do tego Tomek, ale on trafił do grupy pierwszej, jednak to on będzie załatwiał ogólne sprawy. Ja, że jakimś cudem trafiłam do grupy drugiej (wg testu bardziej zaawansowanej i tym samym 2 razy mniej licznej) to zostałam wytypowana na starostę mojej grupy. No nic, jakoś muszę to przeżyć. Na szczęście to Tomek bawi się w zbieranie kasy na ubezpieczenie, oddawania listy osób obecnych do sekretariatu w razie nieobecności któregoś z wykładowców etc. I mam nadzieję, że tak będzie, a mnie nie zostanie zbyt wiele, a miejmy nadzieję, że nic, do roboty ;D

Niestety wf było totalną masakrą i klęską. Początkowo cieszyłam się na karate, ale kilka minut z panem magistrem wystarczyło, że mam dość. Kazał nam się przebrać, a że się ćwiczy na bosaka, to było mi strasznie zimno. Trochę pogadał o sprawach organizacyjnych, a następnie przeszliśmy do ćwiczeń. MASAKRA. Potraficie zrobić pompki? Ja nawet nie potrafię damskich. A tam musieliśmy zrobić je na… pięściach… Wiecie, zwijacie dłoń w pięść i opieracie się na tych najdłuższych kościach w palcach i robicie pompki… Brrr… masakra. Żadna mi nie wyszła. Do tego przed i po ćwiczeniach jakieś ukłony, facet coś tam gadał po japońsku itp. czułam się, jakbym przyszła na spotkania jakiejś sekty. Po 40 minutach ćwiczeń miałam ochotę wyć z rozpaczy i od razu przeszła mi myśl o dogadanie się z innym prowadzącym wf, żeby do niego chodzić, a potem pan od karate wpisałby mi zaliczenie… Owszem, mogłabym iść pod wiatr i starać się przetrzymać te zajęcia, a nawet się czegoś nauczyć. Ale równie dobrze mogę iść z wiatrem i spróbować dostać się na coś, co nie będzie sprawiało, że będę miała ochoty wyć po zajęciach. Z jednej strony mam w sobie jakąś siłę walki i ambicję, z drugiej czuję, że mogę tego nie wytrzymać, załamać się i chyba w tej sytuacji lepiej skorzystać z rady Veronici Chambers zawartej w mojej ulubionej książce „Radość Niedoskonałości”: Ułatwiaj sobie życie. Poszukałam zajęć, na które mogłabym iść, pasujących mi do planu lekcji. Znalazło się ich 9, w środy i czwartki przed zajęciami oraz we wtorki po zajęciach. Do tego jedne, na które chodzi moja znajoma w tym samym czasie, co karate, ale mimo że potencjalnie miejsce jest, to niestety mogłabym na nie nie zdążyć… Ewentualnie pozostaje piątek, ale mam nadzieję, że w którejś z 9 grup znajdzie się dla mnie miejsce. Nawet jeśli w tym tygodniu będę musiała odbębnić drugi wf, a nawet odrobić, kiedy dopiszę się na jakiś, który „przegapię” w tym tygodniu. Nawet zajęcia w piątek wydają się być dużo bardziej atrakcyjniejsze od przeklętego karate.

Czas pokaże, co z tego wyjdzie, ale musi się udać. Dziś mam takie zakwasy (nie twierdzę, że po innym wf ich nie będę mieć – bo na pewno będą) szczególnie rąk i mięśni, które nigdy mnie nie bolały, że mam problem z podniesieniem i w ogóle jakimkolwiek ruchem rąk. Podniesienie kubka, by się napić kawy, było ogromnym bólem…

Kilka dni temu do podstrony „Hobby” dodałam „Rysunki”. Tam możecie obejrzeć moje prace. W niedzielę skończyłam jeden, więc jak zrobię zdjęcie, od razu dodam ;) Moim skromnym zdaniem moja najnowsza praca, mimo że daleko jej do doskonałości, jest najlepszą, którą narysowałam. Ciekawe czy dzisiaj będę w stanie unieść ołówek, by zacząć coś nowego :)

I wczoraj przypomniałam sobie, dlaczego październik jest cudownym miesiącem: premiery seriali. Wieczorem obejrzałam sobie najnowszy, jeszcze świeżutki i gorący odcinek „Przygód Merlina”. Kocham, kocham, kocham, odcinek cudowny i z niecierpliwością czekam na kolejny. Jeśli znajdę czas to wkrótce pojawią się nowości innych seriali, które oglądam na bieżąco :)

Reklamy

One thought on “Ring Frei!

  1. jelly

    heh karate rządzi :D swoja drogą wydaje sięto być bardzo ciekawe….ale nie chciałabym chodzić na zajęcia….jedynie sobie popatrzeć :) już widze jakbym była cała poobijana po upadkach brr a u mnie w mieście jest taka specjalna drużyna co występuje. MAsa małych dzieci :O są świetni :) niestety ja nigdy ze sportu dobra nie byłam :) trza się z tym pogodzic :) wiesz starosta możesz być ale możesz sobie olewać zadania i wtedy wybiorą kogoś innego :) chociaż myśle ,że byłabyś dobry starostą. U mnie każdy dba o włąsne ubezpieczenie. Nie wiem nawet czy moja kasa doszła na konto;/ moja uczlenia pod względem organizacyjnym to DNO.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s