November Rain…

November Rain

Długo się nie odzywałam… Co kilka dni chciałam coś napisać, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Czy to brak weny, czy najczęściej czasu.
Minął już cały listopad. Mimo że w tym roku był przyjemny, nadal jest ciepło, rzadko kiedy pada deszcz (tylko raz przemokłam do suchej nitki ;)), to ja załapałam jakiegoś małego dołka, z którego próbuję się teraz wydostać. A może właśnie z niego wychodzę… czas pokaże ;)

W ciągu tego miesiąca wydarzyło się wiele rzeczy. Jednym z najważniejszych wydarzeń był koncert zespołu Closterkeller. Mój pierwszy koncert w klubie. Było niesamowicie. Genialnie. Zajebiście. Świetnie się bawiłam, mimo że nie znałam większości utworów i udało mi się zrobić zdjęcia z wszystkimi członkami zespołu oraz otrzymać ich autografy w książeczce do ich płyty „Bordeaux”. Miałam ogromną ochotę pojechać na jeszcze jeden ich koncert w mojej okolicy, ale niestety poprzez brak kasy musiałam zrezygnować :( Ale pewnie będą kolejne trasy koncertowe i kolejne okazje :)

Przez cały miesiąc zmagałam się z problemami uczuciowymi. Praktycznie mówiąc nagle w moim sercu zapanował taki mętlik, że ja już sama nie wiedziałam, co i do kogo czuję. Okropne uczucie. Sama sobie też jestem winna, narobiłam sobie trochę nadziei, bez żadnych większych podstaw, ale patrząc na to z perspektywy czasu, to w sumie nawet dobrze, że nic z tego nie wyszło. Przeżyłam krótkie zauroczenie, które minęło. Przynajmniej jeden facet odpada z moich myśli… Niestety pozostało dwóch. W pierwszym zakochałam się na początku 2009 roku i pod koniec wakacji myślałam, że mi przeszło… Nie dawno w autobusie go spotkałam. Początkowo nawet go nie poznałam, zmienił się. Zawsze uważałam go za przystojnego chłopaka, ale teraz zrobiło się z niego prawdziwe ciacho… I kiedy mi spojrzał prosto w oczy, dzięki czemu go poznałam, to wszystko wróciło. Dziś można to uznać za miłość platoniczną, nie wiem jaki on jest teraz, widzę po sobie, że ja w ciągu 3 lat bardzo się zmieniłam, on pewnie też. Nie mówiąc o tym, że w ogóle słabo się znaliśmy. Ale jakoś nie potrafię przestać o nim myśleć i wypatrywać z nadzieją, że znów go spotkam… Myślałam, że mi przeszło za pomocą faceta, o którym raczej już wspominałam. Ze względu na to, że ma dziewczynę i to zajebistą laskę i razem tak zajebiście wyglądają, wiem, że nie mam szans. Nawet nie chcę czegoś specjalnego. To, czego najbardziej chciałam, chcę, póki co otrzymuję. Kumplujemy się, rozmawiamy na różne tematy, spędzamy razem czas… Wiele razy zadaję sobie pytanie, dlaczego on mnie lubi? Dlaczego chce ze mną przebywać? A widzę, i myślę, że w tym przypadku mi się nie wydaje, że w jakiś sposób mu na mnie, hmm, zależy? W każdym razie jeśli chodzi o dziewczyny z naszej grupy, to chyba ze mną jest tak najbliżej. On i jego przesympatyczna dziewczyna. I to jest naprawdę miłe, a jego zachowanie w stosunku do mnie sprawia, że jestem szczęśliwa. I nic więcej mi nie potrzeba. Chciałabym, żeby tak było jak najdłużej. Za każdym razem, kiedy się zakochiwałam, nawet tego nie otrzymywałam. Zawsze byłam obcą, dziwną, zakochaną laską. A tym razem jest całkiem inaczej i uważam, że już otrzymałam bardzo dużo i w zupełności mi to wystarczy :)

Kilka dni temu byłam na imprezie, nazwanej balem, którą pierwszy rok germanistyki organizuje dla wszystkich roczników oraz wykładowców. W tym roku tylko jeden wykładowca zawitał na imprezie. Ciekawe, dlaczego reszta nie przyszła… Ale ogółem zabawa była bardzo udana, świetnie spędziłam czas z ludźmi z mojej grupy i ogółem roku, porozmawiałam nawet z paroma innymi osobami, z którymi już np. studiowałam… Było świetnie ;) A dziś nie poszłam na zajęcia. Znaczy się, dwóch na pewno nie było, nikt nie wiedział co z trzecimi, ale pewnie nikt bądź prawie nikt na nie nie przyszedł ;) Jeszcze trochę i polubię imprezowanie… ;)
Ale niestety nie chcę wiedzieć, ile w sumie wydałam kasy. Z pewnością bardzo dużo, a ja ostatnio jestem biedna jak mysz kościelna. Nawet zaświtał mi w głowie fantastyczny pomysł, by wrócić na ‚stare śmieci’, jeśli mnie zechcą, czyli wykładanie towaru z supermarkecie na nocne zmiany, ale boję się, że zawalę naukę. I tak cholernie trudno mi się czasem zmotywować do nauki, już oblałam jednego kolosa i jedną niezapowiedzianą kartkówkę, więc jakoś muszę przebidować i oszczędzać… Wszystkiego mieć nie można, a jednak nauka jest najważniejsza… A ja znam siebie i wiem, że jestem w stanie wziąć na siebie za dużo obowiązków itp., a potem wszystko po kolei zawalić…

I właśnie z tego powodu zastanawiam się nad lektoratami w drugim semestrze. Początkowo było mówione, że możemy sobie wybrać szwedzki albo angielski. Oczywiście idę na ten pierwszy, bardzo polubiłam szwedzki i się chcę go nauczyć. Jednak okazało się, że możemy chodzić aż na dwa lektoraty i podano nam listę kilku języków. Wśród nich jest również rosyjski, którego również chcę się nauczyć – a przynajmniej czytać i pisać. I to mnie tak kusi. Bardzo kusi. Ale boję się, że wezmę na siebie za dużo i znów wszystko zawalę…

Za miesiąc sylwester… Dostałam zaproszenie od P., faceta o którym wyżej pisałam. On i jego dziewczyna planują jechać do Wrocławia. Z jednej strony chciałabym jechać z nimi, ale wiadomo, nie mam kasy. Aż w końcu wpadłam na najprostszy, najgenialniejszy i najbardziej oczywisty pomysł, co powinnam zrobić i jak naprawdę powinnam spędzić tę noc. Nie z nim, mimo że jestem w nim zakochana, tylko z osobą, którą kocham i pewnie się nie mylę, że z wzajemnością, czyli moją przyjaciółką ;) Marzy mi się babska noc w cieplutkim domu, nie ważne czy u mnie czy u niej, z grzańcem i jakimś dobrym ciachem, i z nie gwiazdkami grającymi szajs na Wrocławskim Rynku, tylko z jakąś porządną muzyką, którą obie lubimy. I jestem zdziwiona, że wcześniej mi to nie przyszło do głowy :) Mam nadzieję, że się uda…

Troszkę się rozpisałam. Nie mogę uwierzyć, że praktycznie połowa semestru już jest za mną. Jeszcze dwa miesiące i sesja. Myślę, że jeśli się postaram, to dam sobie radę, tylko muszę się kopnąć w moje cztery literki i ruszyć się do nauki ;) I tak najgorszy będzie ten tydzień. Mam 4 kolokwia, masę nauki i nie wiem czy uczyć się na wszystkie 4, czy np. jedno olać i potem uczyć się na poprawę… hmm…

Reklamy

One thought on “November Rain…

  1. Zuziio

    Znam kilka piosenek (chyba) z ‚Uno” i nie są złe ;) Może nie takmocne, jak te na „AI”, bardziej popowe. Ale całkiem ok. Można posłuchać.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s