Ja vs. sesja

Szybko czas leci… Jeszcze nie dawno był koniec stycznia, a dziś jest ostatni dzień lutego… Krótki, ale wyczerpujący miesiąc. Mam wrażenie, że przydałyby mi się jakieś ferie, ale niestety, muszę zebrać siły i teraz już na poważnie dać z siebie wszystko…

Nie wiem, czy to jakieś fatum wisi nade mną, ale w każdej sesji muszę mieć coś nie zdanego… Mam nadzieję, że w następnej złamię tę tajemniczą klątwę. Tym razem nie powiodło mi się na egzaminie z gramatyki opisowej, taki wstyd, z ćwiczeń dostałam 4+, a egzaminu nie zdałam (brakło mi nie całe 3 punkty). Poprawę pisałam we wtorek, ale… nadal nie ma wyników. Co prawda jestem dobrej myśli i wydaje mi się, że zdałam, jednak wolę dostać te wyniki i mieć 100% pewność, że jest sens przygotowywanie się na zajęcia oraz rozplanowanie powtórek do egzaminu z PNJN, bo muszę nadrobić materiał z poprzedniego semestru, wszystko przez moje wszechobecne lenistwo…

Teoretycznie luty miał być takim odprężającym miesiącem… Na początku sesja, w lutym zaledwie jeden egzamin, napisać go i z głowy… Potem tydzień ferii… Potem kolejny tydzień, na który nie trzeba było się przygotowywać, bo przecież były pierwsze zajęcia i zadania dopiero wtedy mogli zadać… A tak… całomiesięczne myślenie o powtórce z egzaminu, wkuwanie i obawa, że moje dni na uczelni są policzone… Hmm… oczywiście nadal ta groźba nade mną wisi…

Przez to wszystko realizacja moich postanowień trochę się opuściła, ale trudno… Mam nadzieję, że od jutra się zmobilizuję. Udało mi się przeczytać 7 książek, łącznie 2719 stron. W tym trochę „klasyki literatury”: Fontane „Effi Briest” i Jane Austen „Mansfield Park”, co zabrało mi trochę czasu, jednak najdłużej „męczyłam się” z „Granicą” Zofii Nałkowskiej :) Chociaż przy tej książki, w porównaniu z pozostałymi, naprawdę się męczyłam.
Niestety nie udało mi się niczego narysować, cały czas jestem w trakcie zaczętego rysunku… Nie doszłam nawet do połowy, a już jestem niezadowolona z efektu… Trudno, może coś uda mi się poprawić (albo jeszcze bardziej zepsuć :)) i może druga połowa wyjdzie lepiej…

I w końcu podjęłam decyzję o zakupie nowego telefonu… Wybrałam model, obmacałam go w sklepie (= sprawdziłam, jak wszystko wygląda „w środku”) i zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia… Tym bardziej czuję ból, że na razie nie mam na niego kasy i prawdopodobnie muszę czekać do świąt… Niestety w marcu czeka mnie za dużo wydatków, szczególnie kupno biletów kwartalnych przeraża. To co na nie wydam, spokojnie by mi wystarczyło na telefon i jeszcze dość sporo by mi zostało. Pod tym względem, ciężkie jest życie biednego studenta :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s