Muzyczne podsumowanie roku cz.2: albumy

We wtorek mogliście poznać najczęściej słuchanych artystów, dziś czas na drugą część podsumowania: albumy.

W niektórych przypadkach do liczby odtworzeń samego albumu dodałam również odtworzenia specjalnych wersji danego albumu oraz single, jeśli takie słuchałam jako „osobne albumy”.

Najczęściej odtwarzane albumy

01. Panik „Panik” (1346 odtworzeń)

To chyba mój ulubiony album w ogóle. Trudno spośród wszystkich albumów, które znam, wybrać ten jeden, jedyny, ale chyba właśnie ten zasługuje na to miano. Drugi i ostatni album zespołu. Do dziś pamiętam wyczekiwanie, radość z pierwszego singla, radość z całego albumu, a ponad miesiąc później druzgoczącą wiadomość: z zespołu odeszło 4 członków, co spowodowało jego rozpad. Moim zdaniem jest to bardzo niedoceniany album, na który naprawdę warto zwrócić uwagę. Mogłabym napisać pieśń pochwalną na jego temat, ale daruję to sobie i Wam. Dodam tylko, że z jednego utworu z tego albumu pochodzi moje motto życiowe (ok, jedno z wielu): Tut euch den Gefallen und scheißt auf die Anderen! (Róbcie to, co wam się podoba i pieprzcie innych)

02. Nevada Tan „Niemand hört dich” (1241 odtworzeń)

Debiut Panik, który został wydany pod inną nazwą. Nie będę Was zanudzać, dlaczego musieli zmienić nazwę, ani co oznacza „Nevada Tan”. Darzę ten album ogromnym sentymentem. Jest to nie tylko zbiór dwunastu świetnych utworów, wśród których znajduje się mój absolutnie ulubiony numer „Ein neuer Tag”. To jest muzyka, która w pewnym sensie uratowała mi życie. Która pomagała mi poradzić sobie z moimi emocjami, w dużej mierze dzięki temu, że czułam się, jakby chłopcy śpiewali o mnie. Do dziś słuchając tytułowego „Niemand hört dich” mam wrażenie, że w utworze opisali moją historię. Świetny krążek, polecam.

03. David Garrett „Rock Symphonies” (838 odtworzeń)

W części pierwszej podsumowania opisałam Wam, jak poznałam Davida. To właśnie z tego albumu pochodzi „Smells Like Teen Spirit”, które mnie oczarowało. Album składa się z 15 równie dobrych, o ile nie (częściowo) lepszych kompozycji. Nie wiem czy bardziej kocham zagrane na skrzypcach kompozycje typu „November Rain” czy rockowa wariacja utworu Beethovena zatytułowana „The 5th”. Jakby tego było mało, David pokusił się również o połączenie utworu U2 z Vivaldim. Odważny album, w którym muzyka rockowa przeplata się z klasyką. Ale tu odwaga się opłaciła: ludzie pokochali muzykę Davida. Dzięki niemu David wspiął się na 1 miejsce list przebojów (prawdopodobnie jest to jedyny muzyk klasyczny, któremu to się udało) i spędził tam w sumie 72 tygodnie. A sukces dopełniły 2 nagrody Echo Pop, te najbardziej komercyjne Echo, w kategoriach „Artysta roku” oraz „Najlepsze DVD”. Muzykę Davida pokochałam i ja. I to właśnie w takim wydaniu lubię go najbardziej, aczkolwiek, cokolwiek zagra David, słucha się tego z przyjemnością.

04. Halestorm „The Strange Case of…” (674 odtworzeń)

Halestorm poznałam dzięki komuś na forum polskiego Fanclubu LaFee. Wybaczcie, ale wyleciało mi z głowy, kto polecał nam muzykę tego zespołu. Za pierwszym razem przesłuchałam pobieżnie i szybko o nich zapomniałam. Dopiero jakiś czas później przesłuchałam ponownie, sięgnęłam po cały album i… się zakochałam. „The Strange…” jest drugim albumem zespołu. Znalazł się tak wysoko w rankingu, ponieważ: to naprawdę świetna płyta; pojawiła się, kiedy już scrobblowałam na last.fm i nie ma co ukrywać: jak to często była z nowościami czy coś, co właśnie poznałam i pokochałam, słuchałam jej cały czas. I przez 3 lata od jej wydania często wracam do niej bądź pojedynczych utworów. Świetny zespół z świetną wokalistką i w pełni zasłużenie otrzymali Grammy za pierwszy utwór z tego albumu. I mam nadzieję, że to nie było ostatnie, szczególnie, że nowy krążek (już niedługo!) zapowiada się świetnie.

05. LaFee „Jetzt erst recht” (668 odtworzeń)

Jetzt erst recht ich bin ich und ich gehe meinen Weg… Długo nie mogłam się zdecydować, który album uważam za lepszy: „Jetzt erst recht” czy „LaFee”. Zajęło mi to lata, by w końcu stwierdzić, biorąc pod uwagę również reedycje obu płyt, że JER uważam za lepsze. Szkoda tylko, że w przypadku utworów z orkiestrą, postawiono na nagrania „na żywo”. O ile „Sterben für dich” wyszło przecudownie, to niestety „Der Regen fällt” można uznać za „mały” koszmarek. Tak jak w przypadku Panik, mogłabym napisać pieśń pochwalną, ale pozostawię to na inny raz…

06. LaFee „LaFee” (649 odtworzeń)

…tak samo i tu będę się streszczać. Może dodam tylko to, że w przypadku tego albumu, jak i powyższego, jak i na dobrą sprawę każdego, który LaFee wydała do tej pory, dla mnie największą zaletą są teksty: wiele z nich opowiada o tym, co czuję albo kiedyś czułam. A dla mnie to ważne, by móc utożsamiać się z tekstami ulubionych utworów, płyt, artystów.

07. Margaret „Add the Blonde” (638 odtworzeń)

Właśnie sobie uświadomiłam, że Margaret jest jedyną Polką na tej liście. A komu przyszło do głowy po usłyszeniu „Thank You Very Much”, że ona w ogóle jest Polką? Ha, chyba nikomu. Margaret mnie oczarowała swoją lekkością i świeżością. Już trochę pisałam o niej w części pierwszej, więc w zasadzie nie będę się powtarzać. Tak dużo razy przesłuchałam ten album, że chcę więcej jej utworów i mam nadzieję, że nie będę musiała długo na nie czekać.

08. David Garrett „Music” (619 odtworzeń)

Kolejny wspaniały album Davida, na którym zostały umieszczone nietypowe covery znanych i lubianych utworów. Album słucha się z przyjemnością, wiele kompozycji mnie oczarowało i co tu więcej mówić: musicie przesłuchać.

09. Oomph! „GlaubeLiebeTod” (549 odtworzeń)

Opisując zespół wspomniałam, że uważam ten album za najlepszy album zespołu. Wydany w 2006 roku zawiera w wersji podstawowej 12 świetnych utworów, których tematyka dotyczy, jak tytuł na to wskazuje: wiary, miłości i śmierci. Odważne i prowokujące teksty, za które byli oskarżani o bluźnierstwo (bo jak można śpiewać, że „Bóg jest królem popu”?) i w których trzeba potrafić dojrzeć drugie dno. Świetny muzycznie, świetny wokalnie, świetny tekstowo, nawet teledyski do singli promujących krążek są świetne (z wyjątkiem jednego), a ten do „Gott ist ein Popstar” dodatkowo pomaga zrozumieć, o czym tak naprawdę jest ta „bluźniercza” piosenka. Takie Oomph! lubię najbardziej.

10. Tokio Hotel „Kings of Suburbia” (505 odtworzeń)

Tokio Hotel: zespół o wielu twarzach. W ciągu 10 lat mogliśmy zauważyć przemianę, jaką przeszli i nie tylko wizerunkową, ale przede wszystkim muzyczną. Przesłuchując „Kings of Suburbia”, ostatni album zespołu, trudno uwierzyć, że to Ci sami, którzy podążali przez monsun i krzyczeli o tym, żeby ich ratować, co świetnie ukazuje akcja polskich fanów. Mnie samej było trudno uwierzyć, że wydali coś takiego. Z początku nie spodobało mi się to, ale przesłuchałam kilka razy, zaczęło mnie to wciągać i wpadłam w fazę. Przez jakiś czas słuchałam wręcz bez przerwy i chociaż sama do końca nie mogę w to uwierzyć, ten album naprawdę mi się podoba.

Zobacz listę 20 albumów najczęściej odsłuchiwanych na last.fm

Marzec 2014 – Marzec 2015


01. Tokio Hotel „Kings of Suburbia” 
(505 odtworzeń)

02. Margaret „Add the Blonde” (496 odtworzeń)

03. Porcelain Black „Mannequin Factory” (329 odtworzeń)

Porcelain… To za sprawą tej płyty pojawiła się w rankingu najczęściej słuchanych artystów. Muzyka z tego albumu jest dość nietypowa. Miejscami słychać, że artystka inspirowała się Marilynem Mansonem, a miejscami Britney Spears. Ostatecznie wyszedł dość ciekawy miks, który nie każdemu się spodoba. Mnie jednak uzależnił i nie potrafiłam przestać słuchać kilku utworów, więc robiłam to praktycznie bez przerwy. Chociaż tak gigantyczna styczniowa faza mi przeszła, nadal lubię od czasu do czasu włączyć jej utwory.

04. Panik „Panik” (327 odtworzeń)

05. Adel Tawil „Lieder” (315 odtworzeń)

Kojarzycie boysband The Boyz? Ja jestem trochę za młoda, by go pamiętać. Znacie świetny duet Ich + Ich? I jak myślicie, co łączy oba zespoły? Oczywiście Adel Tawil. Utalentowany piosenkarz, muzyk, kompozytor, producent… W 2013 roku zdecydował się wydać w końcu swój pierwszy solowy album, który jest bardzo udanym i bardzo dobrym popowym krążkiem. Zaczynając od uzależniającego singla, tytułowego utworu „Lieder”, który strasznie wciąga i którego tekst jest niezłą zagadką. Słuchając „Kartenhaus” często się wzruszam, a kilka innych utworów nieźle mnie wciągnęło. Nic dziwnego, że Adel osiągnął ogromny sukces dzięki temu albumowi. A dzięki dobrej sprzedaży albumu przez kilka miesięcy został nominowany do Echo jako „Artysta roku” zarówno w 2014, jak i w tym. Niestety nie otrzymał statuetki w tej kategorii, ale rok temu został wyróżniony jako „debiut roku”.

06. David Garrett „David vs. Paganini” (293 odtworzeń)

O mojej miłości do Davida już pisałam. Ten album nie jest crossoverem jak „Rock Symphonies” czy „Music”. Jest to zbiór utworów klasycznych Paganiniego, artystów, którymi Paganini się inspirował i artystów, którzy inspirowali się Paganinim. I nie tylko. Krążek powstał głównie na potrzeby filmu „Uczeń diabła”, w którym David zagrał głównego bohatera, ale jednocześnie nie jest typowym soundtrackiem, w każdym razie tak mówił David. W sumie to nie jest ważne. Najważniejsze jest to, że ten album jest świetny i słuchanie go to prawdziwa przyjemność. I może kogoś zaciekawi, że w jednym z utworów zaśpiewała… Nicole Scherzinger

07. Bednarek „Jestem…” (283 odtworzeń)

Prawdę mówiąc zaskoczyło mnie, że ten album znalazł się w tym rankingu. Zaczynając od tego, że zaskoczyło mnie, że on mi się spodobał. W zasadzie nie słucham reggae, a jeśli nie mam dobrego nastroju, ta muzyka potrafi mnie irytować. Od występu Kamila w „Mam Talent” darzę go sympatią (i jego głos, w którym można się zakochać), ale jego dokonania z zespołem SGM do mnie nie trafiły. Sięgnęłam po „Jestem…” i cóż… jestem oczarowana. Od dwóch czy trzech tygodni słucham tego albumu bez przerwy i nie potrafię przestać.

08. Nevada Tan „Niemand hört dich” (281 odtworzeń)

09. Marilyn Manson „The Pale Emperor” (258 odtworzeń)

W pierwszej części podsumowania pisałam zarówno o mojej miłości do tego wspaniałego artysty jak i miłości do jego najnowszego albumu. Ten krążek jest tak wspaniały, zarówno muzycznie jak i tekstowo, niepokojący, działający na wyobraźnię, że po prostu nie ma słów, którymi mogłabym opisać, co czuję, kiedy go słucham.

10. John Williams „Harry Potter and the Philosopher’s Stone” (244 odtworzeń)

To zdecydowanie największe zaskoczenie w tym rankingu. Harry Potter pojawił się tutaj, ponieważ od jakiegoś czasu częściej pracuję nad moim Fan Fiction na podstawie tego wspaniałego cyklu, a kiedy tylko nad nim pracuję, sięgam właśnie po ten soundtrack: ta świetna muzyka pomaga mi się bardziej skoncentrować na tekście oraz przenieść się w świat Pottera, co jest dla mnie bardzo cenne.  Poza tym to naprawdę świetny album, który słucha się z przyjemnością i który mogą polubić nie tylko fani Harry’ego Pottera.

Zobacz listę 20 najczęściej słuchanych albumów w ciągu ostatnich 12 miesięcy

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s