Albumy #1

Długo zapowiadałam, ale jakoś tak wyszło, że do tej pory nie opublikowałam nic o albumach. Żeby było zabawniej, dwie pierwsze opinie ‚wiszą’ w szkicach od połowy września, a następny od… stycznia albo lutego. Zapraszam do lektury i mam nadzieję, że opinie wam się spodobają, niezależnie od tego czy się rozpisałam, czy tylko ograniczyłam się do kilku zdań :)

Ed Sheeran „X” (2014)

Zobacz na Wikipedii

Ed jest jedną z moich „sierpniowych miłości”. Poznałam go lata temu dzięki teledyskowi do „Lego House”, ale nie zainteresowałam się bardziej twórczością Eda. Dopiero przypadkiem usłyszane „I See Fire” przekonało mnie do tego, żeby bliżej zapoznać się z jego muzyką. Wybór padł na „X”.

Nie słucham radia. Znaczy się, słucham, ale takiego, który muzykę na antenie ogranicza do rocka, metalu i sporadycznie reggae, więc na pewno nie usłyszymy tam Eda. Właśnie dlatego ominął mnie szał na Eda, który podobno trwał (nadal trwa) w rozgłośniach radiowych. Czasem tylko trafiałam na artyków o nim na AAM, recenzję albo tweety… Sięgając po płytę, właściwie nie wiedziałam, jakiej muzyki się po niej spodziewać. Miałam nadzieję, że spodoba mi się na niej coś, tak jak spodobało mi się „I See Fire”.

Płyta przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Już po pierwszym przesłuchaniu krążka byłam… oczarowana. Muzyka Eda zawładnęła mną całkowicie i nie potrafiłam się od niej uwolnić. Praktycznie codziennie musiałam włączyć przynajmniej jeden utwór, to jak uzależnienie. No cóż, zielona okładka do czegoś zobowiązuje… Uwielbiam akustyczne utwory, przyjemne dla ucha, wywołujące emocje np. wzruszenie, nawet jeśli nie do końca wiem, o czym jest utwór, takie, przy których się rozpływam. „X” jest albumem, który składa się prawie w całości z tego typu utworów. Jeśli przesłuchaliście 2-3 piosenki z tego albumu i wam się spodobały, na 99% spodoba wam się cały krążek albo jego większość.

Muzycznie wszystko jest ok, jak już mówiłam, rozpływam się przy słuchaniu tej płyty, ale niestety… teksty trochę mnie rozczarowały. Częściowo przez to, że ostatnio zapoznałam się z dwoma albumami z naprawdę fantastycznymi tekstami, które mną całkowicie zawładnęły, więc większość tekstów wypada przy nich blado. Poza tym trzeba przyznać, że teksty na „X” są dobre, ale nic więcej. Większość jest o miłości, często opowiadają jakąś konkretną historię. Znalazły się takie, jak „The Man”, „Afire Love” czy „Even My Dad Does Sometimes”, które wyróżniają się na tle reszty i potrafią wywołać emocje u słuchacza, poruszyć go. „Afire Love” porusza nawet jeśli się nie zna kontekstu, który… właściwie można wyczytać. W „The Man” trochę niepokojąca jest trzecia zwrotka, w której Ed obawia się, że zmarnuje talent i dołączy do „Klubu 27”. Jak już wspomniałam, teksty są dobre i na tle dzisiejszej muzyki granej w radiu wypadają lepiej niż przyzwoicie, ale w ich przypadku nie żałuję, że nie znam tak dobrze angielskiego, żeby je rozumieć w całości podczas słuchania albumu. 5/5

Najlepsze wspomnienie z tym albumem: 8 rano, rolki i Ed Sheeran w słuchawkach. Polecam w przyszłe wakacje :)

Moje ulubione utwory: „I’m a Mess”, „Photograph”, „Bloodstream”, „I See Fire”, „Take It Back”

Oomph! „XXV” (2015)

Zobacz na Wikipedii

Każdy, kto zna mnie trochę dłużej, doskonale wie, że Oomph! jest jednym z moich trzech ulubionych zespołów. Moja przygoda z ich muzyką zaczęła się na przełomie 2005/2006 roku dzięki utworom jak „Gott ist ein Popstar” i „Das letzte Streichholz”. Album „GlaubeLiebeTod”, z którego pochodziły oba utwory, długo uważałam za ich najlepszy album.

Po przesłuchaniu całej dyskografii zespołu bałam się, że Dero, Flux i Crap nie będą w stanie nagrać czegoś tak dobrego, tak genialnego jak „GlaubeLiebeTod”, które zawładnęło mną całkowicie, nie tylko muzycznie, wokalnie, ale również tekstowo. Długo uważałam, że lata 2004 – 2008 były ich najlepszym czasem, nie tylko pod względem komercyjnym, ale przede wszystkim artystycznym. Album z 2012 roku, który jest dobrym albumem, ale „dobry” to zdecydowanie za mało w przypadku tego zespołu, utwierdził mnie tylko w tym przekonaniu. 3 lata fani czekali na nowy album zespołu. Z jednej strony ucieszyłam się, że w końcu wydadzą coś nowego, z drugiej… bałam się, że się rozczaruję. Właściwie byłam tego pewna.

Uwielbiam się mylić, jeśli chodzi o tego typu sprawy…

„XXV” jest albumem szczególnym: 25 lat temu zespół podpisał swój pierwszy kontrakt płytowy (Oomph! został założony w 1989, a debiut wydany w 1992), rocznica, na którą warto zwrócić uwagę i którą warto uświetnić nową płytą. Wystarczył mi fragment pierwszego utworu, żeby wiedzieć jedno: to jest dobry album. Po przesłuchaniu całości byłam pod tak wielkim wrażeniem, że właściwie do dziś zbieram szczękę z podłogi, która spada mi za każdym razem, kiedy włączam „XXV”. Zespół udowodnił, że nie bez powodu są już na scenie 25 lat. Pokazali, że są świetnymi artystami, doświadczonymi, dojrzałymi, którzy tworzą świetną muzykę.

Obok tego albumu nie da się przejść obojętnie. Tutaj wszystko jest na najwyższym poziomie. Świetna, genialna muzyka, która uzależnia. Dero bawi się swoim głosem, co brzmi niesamowicie. To, co on tutaj robi… Wzrusza, bawi… Już od dawna uwielbiam jego głos, śpiew, ale tutaj przeszedł samego siebie. I teksty… Jak ja się cieszę, że znam na tyle dobrze niemiecki, żeby rozumieć je podczas słuchania. Są świetne, genialne, poruszające… Uwielbiam „Jetzt oder nie” zadedykowane fanom, „Mary Bell” opowiadającą przerażającą historię, bajkowe i poruszające „”Nicht von dieser Welt”, emocjonalne „Unter diesem Mond”, prowokujące, ale jakie prawdziwe „Zielscheibe” i smutną, poruszającą opowieść w balladzie „Leis ganz leis”, którą widzę oczami wyobraźni za każdym razem kiedy ją słucham.

Leis, ganz leis, so sanft wie der Wind
Leis, ganz leis kommt der Tod
(Cicho, całkowicie cicho, tak delikatnie jak wiatr
cicho, całkowicie cicho nadchodzi śmierć)

Muzyka, głos Dero wraz z chórkami, które czasem się pojawią, teksty… tworzą harmonię, sprawiają, że album jest magiczny, poruszający, genialny i całkowicie pochłania słuchacza. Potrzebowałam trzech tygodni, żeby przyznać, że „XXV” przebija moje ukochane i ulubione „GlaubeLiebeTod”. Najnowsze dzieło Oomph! jest najlepszym albumem w ich karierze. Poprzeczkę postawili jeszcze wyżej niż kiedykolwiek wcześniej, ale tym razem wierzę, że mogą nas jeszcze nie raz zaskoczyć. W tym roku im się to skutecznie udało. Nagrali nie tylko ich najlepszy album. „XXV” jest zdecydowanie jednym z najlepszych albumów 2015 roku. Co prawda zostało jeszcze trochę czasu, ale chyba już teraz mogę powiedzieć, że moim zdaniem to najlepszy album tego roku. Dla fanów ciężkiego brzmienia jest to pozycja obowiązkowa. Dla całej reszty, przynajmniej ballady („Unter diesem Mond” i „Leis ganz leis”). Nie ma, że boli, bo po niemiecku. Dla tych nie znających języka naszych sąsiadów, na tekstowo są dość dobre tłumaczenia. Chociaż oceniam w skali do 5, ten album wykracza poza nią. 6/5 ♥♥♥

Moje ulubione utwory: „Leis ganz leis”, „Jetzt oder nie”, „Jede Reise hat ein Ende”, „Unter diesem Mond”, „Nicht von dieser Welt”, „Spieler”, „Zielscheibe”

Marilyn Manson „The Pale Emperor” (2015)

zobacz na en.Wikipedia.org

Zespół Marilyn Manson miał swoje wzloty i upadki. Wielu pewnie zastanawiało się, czy zespół na czele z charakterystycznym Brianem na czele potrafi nagrać jeszcze coś dobrego.  Album „Born Villain” z 2012 roku raczej nie przekonał słuchaczy, chociaż ja osobiście bardzo go lubię. Singiel „No Reflection” (nominowany do Grammy) był małym krokiem do pokazaniu światu: „Hej, ja jeszcze potrafię!”, co świetnie pokazuje na „The Pale Emperor”. Album powala na kolana. Jest GENIALNY. Zdecydowanie jeden z najlepszych albumów Marilyna Mansona, jeden z najlepszych albumów 2015 roku. Teksty również są intrygujące i niepokojące. Mają w sobie „to coś” i wiele z nich wzbudza emocje. I nic więcej nie trzeba dodawać – po prostu trzeba go przesłuchać i obowiązkowo musi trafić do mojej kolekcji płyt. 5+/5 

Ulubione utwory: Ojojoj. Każdy utwór jest bardzo dobry, więc wybrać te najlepsze z najlepszych nie jest łatwo. Hmm…. „Third Day Of A Seven Day Binge” i akustyczna wersja „Day 3„, „The Mephistopheles Of Los Angeles” i akustyczna wersja „Fated, Faithful, Fatal” oraz „Warship My Wreck„.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s