Ahoj, Kreciku!

Trasa wycieczki, źródło: itaka.pl

Wycieczka po kraju, w którym się nie szuka… :)

Decyzja, że pojadę do Czech na kilkudniową wycieczkę została podjęta spontanicznie. Najpierw w planach był Paryż – ale jak się okazało, zostało tylko jedno miejsce, a nie chciałam jechać sama do obcego kraju, nie znając języka. Ok, nie byłabym sama, bo przecież była to wycieczka z biura podróży, ale myślę, że wiecie o co mi chodzi. Dziś sobie myślę, że widocznie tak miało być i że chyba mam dobrego Anioła Stróża – na 99,9% nic by mi się nie stało w atakach terrorystycznych w Paryżu, ale sama świadomość bycia w względnie niewielkiej odległości od tych strasznych wydarzeń… brrr…

Skalne miasto

Ponieważ bardzo napaliłam się na jakąś wycieczkę i wzięłam sobie urlop w pracy, z rodzicami poszukiwałam czegoś innego z ofert last minute. Ostatecznie wybór padł na naszych południowych sąsiadów i uroczo nazwany program „Ahoj, Kreciku”. Tatę to nie zainteresowało, dlatego pojechałam tylko z mamą… Muszę powiedzieć, że potrzebowałam tego wyjazdu, oderwania się od rzeczywistości i aktywnego wypoczynku.

Pierwszym punktem wycieczki było Skalne Miasto niedaleko granicy polsko-czeskiej. Piękne widoki, pogoda dopisała, ciekawe skały z ciekawymi nazwami… Naprawdę fantastyczne miejsce. Trzeba się tylko przygotować na chodzenie, które zajmuje sporo czasu. Niestety ze względu na dzieci i przede wszystkim marudzących ludzi przeszliśmy tylko krótszą trasę. Ale już z mamą myślimy, żeby tam wrócić, przejść na spokojnie i obejrzeć wszystko oraz wybrać się na jezioro, po którym można popływać łódką. Niestety ta możliwość jest tylko do końca października, dlatego my się już nie załapaliśmy…

Kiedy widzę kości, po prostu… muszę zrobić zdjęcie :)

Drugiego dnia pojechaliśmy do Zoo. Miało być również safari (podobno największy park w Europie),ale niestety przez deszcz się nie odbyło. Przynajmniej mogliśmy pochodzić po zoo, które różni się tym, że wszystkie zwierzęta są za szybami. Wszystko fajnie, super, ale… patrząc na jakieś zwierzątko, które na nasz widok uciekło i tylko z daleka czujnie obserwowało albo na szympansy z takim smutnym wyrazem twarzy, aż się serce krajało.

Niby fajnie zobaczyć te zwierzęta z tak bliska, wiele z nich podchodziło do samych szyb (pantery czy coś kotowatego albo goryl), ale wychodząc z tego zoo miało się takie mieszane uczucia. Niestety widać, jak bardzo zwierzęta są tam nieszczęśliwe. Jedną zabawną sytuacją było to, że zobaczyłam zebrę, która stała tak nieruchomo, że przez dobrą minutę myślałam, że to tylko atrapa :D

Rynek w Jicinie :)

Jicin

Następnie pojechaliśmy do Jicina, czyli miasta Rumcajsa. Samo miasteczko było ładne, ale niestety główna atrakcja – warsztat szewski Rumcajsa był nieczynny.Przewodnik, żeby nam to wynagrodzić, zaproponował obejrzenie Pragi nocą. Tak czy siak mieliśmy iść na wieżę widokową, ale myślę, że wszyscy się cieszyliśmy, że zrobiliśmy to dzień wcześniej niż to było zaplanowane. Po pierwsze: nocą wszystko wygląda całkiem inaczej i był to przepiękny widok. Prawdopodobnie w dzień nie zachwyciłby nas tak bardzo. Po drugie: zwiedzanie Pragi następnego dnia było tak intensywne, że nie wyobrażaliśmy sobie, jak mogło być wciśnięte do tego programu to podziwianie widoków i wspinanie się na „Praską Wieżę Eiffla!”.

Praga nocą:)

Na moście Karola

Dzień trzeci, a więc Pragę, zaczęliśmy od minikolejek. Teoretycznie atrakcja głównie dla dzieci, ale właściwie ja również jestem dużym dzieckiem i mnie zachwyciły. Wybudowana cała Praga z jeżdżącymi pociągami, samochodzikami, ludźmi stojącymi w określonych miejscach. Coś pięknego. Była też wystawa lalek porcelanowych, Na moście Karola taki pokój, ale osobiście mnie te lalki przerażały :) Potem zwiedzaliśmy Pragę… Nie będę się rozpisywać o oczywistych punktach jak katedra czy most Karola… Dla mnie, jako germanisty, ważne było zobaczenie domu Franza Kafki (wstyd się przyznać, ale zdążyłam zapomnieć, że on urodził się w Pradze. Dopiero wszędzie pojawiające się pamiątki mi o tym przypomniały ;)). Nawet zrobiłam sobie zdjęcie na jego tle :)

Dom Franza Kafki :)

IQlandia – ja latam :)

Wieczorem była wycieczka do AquaParku z której zrezygnowała większość grupy. Też nie miałam ochoty jechać. Po całodniowym chodzeniu po Pradze nogi mi odpadały, bolał mnie brzuch (‚kobiece dni’, też nie miały się kiedy pojawić, jak w dzień, w którym był zaplanowany basen!) i w ogóle byłam zmęczona i nie miałam nastroju. Jednak pomyślałam sobie, że rezygnować z tego punktu byłoby głupio, więc po połknięciu czegoś przeciwbólowego i zaopatrzeniu się w tampony (jeden z najlepszych wynalazków!) pojechałam. I to był strzał w dziesiątkę! Woda, masaże itp. świetnie podziałały na zmęczone i obolałe mięśnie, tak, że szybko zapomniałam o bólu. Cała masa zjeżdżalni sprawiła świetną rozrywkę. Najbardziej podobała mi się taka w ciemności, która mierzyła czas oraz takie na „pontonach” czy jakby to nazwać. Były takie dwuosobowe, to często zjeżdżałam z mamą. Dwie godziny wspaniałej rozrywki, warto było jechać i aż chciałoby się tam wrócić.

 IQlandia – ja latam :DOstatniego dnia pojechaliśmy do Liberca. Właściwie obejrzeliśmy głównie rynek, a przedtem spędziliśmy 3 godziny w IQlandii. Z jednej strony fajna
sprawa, o ile ktoś lubi takie rzeczy. Można było dotykać różnych rzeczy, próbować itp., ale trochę się bałam, że coś popsuję, haha :D W sumie wystarczyły mnie i mamie nie całe dwie godziny na zapoznanie się z wszystkim, co tam było. Potem poszłyśmy tam coś zjeść,  a pozostały czas spędziłyśmy…  grając w chińczyka :D Były takie stolikoplansze z  dużymi pionkami i kostką do gry, to zabijałyśmy tak nudę. Niektóre dzieciaki przychodziły obserwować, jak gramy, haha.

Pamiątki z Czech: kapcie z Lidla i tacka z Tesco, haha :)

Cztery dni spędzone na wycieczce, podczas których zwiedziłam i zobaczyłam masę rzeczy. Jednocześnie oderwałam się od rzeczywistości i wypoczęłam. Jako że czeski język nas śmieszy, nie raz stałyśmy z mamą i głupio się z czegoś śmiałyśmy. Np. lek na wzdęcia nazywał się „Nadymani”. No błagam, jak się nie roześmiać? :) Była też inna sytuacja, chciałyśmy trafić do Tesco, było ciemno, jakiś młody chłopak idzie (tak w moim wieku) i my z mamą z taką ostrożnością… ja sobie myślę, co za podejrzany typek, serce mi stanęło jak nas zagadnął… A on po prostu widział, że jesteśmy zagubione i zapytał, czy może nam w czymś pomóc. Szybko się dogadaliśmy, że chodzi o Tesco i wskazał nam drogę :)

Pamiątki: zakładki do książki (z zoo i Pragi) oraz bransoletka z kamieniami jak np. kwarc, koral, ametyst, perła, kryształ górski itd.

Troszkę się rozpisałam… dziękuję każdemu, kto przeczytał tekst. A jeśli tego nie zrobiliście, ale chociaż obejrzeliście zdjęcia… również dziękuję :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s