Podsumowanie roku 2015

Kolejny rok się zakończył, pora go podsumować. Tym razem w trochę innej formie, nad którą pracowałam przez 12 miesięcy, czyli najważniejsze wydarzenia z danego miesiąca. Zapraszam:

Styczeń

Nowy rok zaczął się bardzo ciężko. Nawet powitałam go pisząc pracę dyplomową. Cały styczeń był bardzo wyczerpujący, nauka, studia, praca… Jako sukces mogę uznać końcową ocenę z przedmiotu „tłumaczenia”, dostałam 4+. To wyróżnienie, mało kto zyskał tak wysoką ocenę, ba, najwyższą (ponieważ 5 nikt nie dostał) sprawiło, że uwierzyłam w to, że może będzie ze mnie dobry tłumacz :)
Poza tym styczeń to pasmo małych sukcesów, jakimi są zaliczone kolokwia, oraz porażek, jakimi są te niezaliczone kolokwia.
Pod koniec stycznia rozpoczęłam dietę bez pszenicy, czyli eksperyment, czy zanieczyszczenia mojej cery wywołane są jedzeniem produktów z pszenicą…

Luty

Luty przyniósł „mały” sukces: zdaną sesję. Wszystko zdałam jeszcze przed feriami, z czego bardzo się cieszyłam. Po feriach „załatwiłam” tylko sprawę z pracą dyplomową, dzięki czemu dostałam ostatni wpis. Poza tym zrobiłam mały remont bloga, zrobiłam porządek z podstronami i wprowadziłam zmiany. A co do mojej diety bez pszenicy… nie wytrwałam nawet dwóch tygodni :)

Marzec

W marcu nastąpiła zmiana szablonu na blogu. Poza tym ostatni semestr rozpoczął się na całego, więc nauka, nauka, nauka… I mój mały sukces: pierwszy raz pojechałam samochodem na uczelnię, chociaż bałam się nie trafię. Dziś, jak sobie pomyślę o tym strachu, to mam ochotę się śmiać z samej siebie :)

Kwiecień

W kwietniu zainwestowałam w kilka roślinek, ot, zapragnęłam mieć coś na parapecie. Wybór padł na bratka i jaskra oraz parę ziół. Myślę, że ich zakup był dobrym pomysłem, bo w pewnym momencie były one jedyną rzeczą, którą poprawiały mi nastrój. Miałam totalną chandrę wiosenną (normalnie dopada mnie w marcu, w tym roku przesunęła się na kwiecień), wpadłam w depresyjny nastrój, do tego byłam bardzo zestresowana („zostały tylko 2 miesiące na napisanie pracy dyplomowej!!!”) do tego rozpoczęła się moja 2-miesięczna przerwa w treningach (jedyne, na co mogłam się zdobyć, to spacer). A ładnie kwitnący żółty bratek czy czerwony jaskier naprawdę poprawiały mi nastrój. Kwestia koloru czy może fakt, że nie zabiłam ich w ciągu tygodnia?

Maj

Coraz bliżej sesja, coraz więcej stresu… Brak treningów nie tylko odbił się na tym, że właściwie porzuciłam zdrowe odżywianie się, byłam coraz bardziej zestresowana, piłam coraz więcej kawy, to jeszcze się przeziębiłam. Jakoś udało mi się wziąć za siebie i ostro zabrać się do pisania pracy, chociaż miałam zarówno wzloty jak i upadki. Do tego padł mi Jaskier (te cholerne szkodniki ;() więc właściwie nie nacieszyłam się długo pięknym, czerwonym kwiatem. Bratek jeszcze się trzymał, ale i tak wiedziałam, że na niego przyjdzie pora… te same objawy, tylko rozwijały się trochę wolniej. Stwierdziłam, że nie ma sensu ratować go za wszelką cenę, bo w wakacje zasadzę roślinki na nowo, wszystkie z nasion, żeby jakiegoś paskudztwa nie przynieść ze sklepu.
A z takich pozytywnych wydarzeń? Zdecydowanie koncert Kamila Bednarka. Zakupiłam jego płytę i nie tylko mi ją podpisał, lecz kiedy powiedziałam jak to fajnie prowadzi się samochód przy jego muzyce, bo człowiek się tak nie irytuje i nie wkurza na innych kierowców, to on… uśmiechnął się i mnie przytulił. Przez dobre kilka tygodni to wspomnienie poprawiało mi nastrój. Ba, nadal się uśmiecham na to wspomnienie i cieszę się z tego bardziej niż z autografu :)

Czerwiec

Stres, stres, stres. Koniec semestru i sesja. Jakimś cudem udało mi się wszystko zaliczyć i to w pierwszym terminie. Miałam problem tylko z jednym egzaminem, ponieważ termin zerówkowy oblałam, ale tydzień później dałam radę i go zdać. Przez prawie cały miesiąc musiałam się uczyć. Poza tym wybrałam się (znów) na koncert Kamila Bednarka, a pod koniec miesiąca zaczęłam robić gruntowne porządki w moim pokoju :)
I pod koniec miesiąca założyłam konto na Habitica.com (w czerwcu był to jeszcze HabitRPG.com). Nadal jestem w szoku, że to tak bardzo motywuje do działania. Coś fantastycznego!

Lipiec

Praca dyplomowa została oddana w terminie, wszystko zostało zaliczone w czerwcu, więc początek miesiąca przyniósł ostatni egzamin na studiach: obrona pracy dyplomowej. Mnóstwo stresu, ale udało mi się zdać na 4. Ogromny sukces, jak dla mnie i ogromna ulga. Udało mi się skończyć studia mimo tylu wątpliwości i obawy, że tego nie dokonam.
Resztę lipca przeznaczyłam na wakacje. Znalazło się tu trochę czasu na leniuchowanie (w końcu miałam czas na czytanie książek i pierwszy raz od roku włączyłam The Sims 3), ale i „pracę”: Dokończyłam porządki w moim pokoju, zasiałam roślinki na nowo, założyłam bloga z opowiadaniem o Isabelli Potter i zrobiłam remont na tym blogu. Również wróciłam do treningów i zrobiłam wiele rzeczy, które odkładałam od dawna. Oraz kupiłam tablet o którym marzyłam od miesięcy.
I w końcu poznałam osobiście Izę, którą poznałam na LubimyCzytac.pl! :)

Sierpień

Pamiętacie jeszcze te upały? Mimo to udało mi się zacząć jeździć regularnie na rolkach. Po prostu wstawałam wcześniej i jeździłam rano.
Opublikowałam pierwszy post Isabelli Potter, zgodnie z planem, chociaż… na początku nie wyglądało to tak, jak chciałam, ponieważ padł mi system. Udało mi się zainstalować nowy: Linux Debian 8 Jessie i to tak, że nie straciłam żadnych danych. To moje największe osiągnięcie informatyczne w całym moim życiu! :)

Wrzesień

Ten miesiąc przyniósł nowości w moim życiu. Znalazłam pracę i już w połowie miesiąca ją rozpoczęłam. Początkowo jako 3-miesięczny staż. Poza tym zapisałam się na kurs języka angielskiego i tym samym dotrzymałam obietnicy sprzed kilkunastu miesięcy: „Jeśli znajdę pracę, zapiszę się na ten kurs” :) A że praca oznacza pieniądze to w końcu założyłam sobie konto bankowe, o czym marzyłam od dłuższego czasu, yeah :)

Październik

Miesiąc pracy, podczas którego udało mi się wiele nauczyć. Niestety miałam mieszane uczucia, co do tej pracy. Początkowo się stresowałam, jak już przestałam odczuwać stres i zaczynałam myśleć, że mogę dać sobie radę, to z jednej strony chciałam tam zostać, a z drugiej docierało do mnie, że chyba nie lubię tej pracy i się do niej nie nadaję, w tym sensie, że się męczę. Boże, te rozmowy telefoniczne!
Poza tym rozpoczęłam kurs angielskiego i to była świetna decyzja! Fajna grupa, fajna nauczycielka, motywacja do nauki. Fajnie się tak wyrwać raz w tygodniu na te lekcje :)

Listopad

W tym miesiącu zrobiłam sobie urlop i pojechałam na wycieczkę objazdową po Czechach. Do dziś z uśmiechem wspominam te kilka dni wypoczynku. Następnie spotkałam się z przyjaciółką, której nie widziałam od bardzo długiego czasu. Niestety w listopadzie zaniedbałam swoje treningi, co miało związek z wycieczką oraz przeziębieniem, jakie mnie dopadło i… aż do końca roku nie wróciłam do treningów :(
Poza tym dorwała mnie straszna faza na Eda Sheerana i właściwie trwa ona do dziś, do tego stopnia, że obejrzałam wszystkie filmiki z jego kanału na YouTube ;) Poza tym wygrałam jego książkę w konkursie ;)

Grudzień

Co się wydarzyło w ostatnim miesiącu? Hmm… Zakończyłam staż i otrzymałam umowę na 3 miesiące. Ponieważ w tym tygodniu zaczęłam pracować sama (G., którą mam zastąpić, urodziła i wiadomo, poszła na urlop macierzyński) spadły na mnie wszystkie jej obowiązki, więc znów zaczęłam się stresować pracą. Stresowałam się jeszcze bardziej, ponieważ G. myśląc, że ma jeszcze czas, nie zostawiła wyraźnych instrukcji, co z czym robić, więc musiałam się jakoś sama w tym połapać. Ale że wczoraj miałam dość dobry dzień, to może w przyszłym roku nie będzie tam tak źle?
Jak już wyżej wspomniałam, olałam treningi. Przynajmniej chodziłam regularnie na spacer, a pogoda sprzyjała. Właściwie te spacery są dobrą oznaką – dzięki nim widzę, że moje ciało potrzebuje ruchu ;)
A dziś, w ostatni dzień roku, ścięłam włosy. Na krótko, jak miałam ponad 5 lat temu. Moje 35-40-centymetrowe pasma wyślę w nowym roku do fundacji Rak’n’Roll, żeby mogli wykorzystać je w peruce dla kobiet chorych na raka. Nie ma to jak skończyć/zacząć rok dobrym uczynkiem :)

Nie byłabym sobą, gdybym nie robiła postanowień noworocznych. Ponad rok temu zaszalałam i zrobiłam postanowienia na 15 miesięcy. Jak mi poszło? Mogło być gorzej…

Dwóch postanowień nie spełniłam nawet w 50%, co uważam za osobistą porażkę. No cóż, mogło być gorzej :)

9 postanowień z 17 spełniłam w 50-99%. Czyli powiedzmy, że w trochę więcej niż w połowie. Z jednej strony to pewne rozczarowanie, ale z drugiej lepsze 50% niż nic… :)

5 postanowień spełniłam w 100%, tak jak sobie zaplanowałam, a nawet lepiej niż planowałam. Myślę, że to dobry wynik, w każdym razie jak na mnie. Tylko z jednym postanowieniem udało mi się zaszaleć i osiągnęłam 3 razy wyższy wynik niż planowałam, ale właściwie… to taka pierdołka…

Ale z takich najważniejszych: W ciągu 15 miesięcy…
Przeczytałam 72 książki.
Napisałam ponad 160 stron (w Wordzie) mojej twórczości. No dobrze, nie do końca. Bo jak poprawiałam wcześniej napisany tekst, to zazwyczaj liczyłam 2 poprawione strony jako 1 napisaną :)
Przesłuchałam 79 albumów, niestety wynik, który chciałam osiągnąć, był wyższy.
194 razy poświęcałam czas aktywności fizycznej: jeżdżenie na rolkach, treningi w domu, spacer, a nawet pływanie. Chociaż właściwie to było bardziej zjeżdżanie z zjeżdżalni niż pływanie :)

I wspomniałam o Habitice… W pół roku osiągnęłam w tej grze 50 poziom, 51 osiągnięć serii oraz 121 doskonałych dni :) Ciekawe jak mi pójdzie w przyszłym roku :)

Od nowego roku wprowadzam trochę inny system (właściwie można się śmiać z postanowień, ale mnie motywują, a wszystko, co motywuje jest dobre) i pierwszą grupę postanowień i celów ustaliłam na 12 tygodni. Po tym czasie robię sobie tydzień wolnego, w czasie którego ustalę postanowienia na kolejne 12 tygodni… mogą zostać te same, mogę je zmienić… czas pokaże ;) Ale, jak zwykle, jestem pełna optymizmu i motywacji. Ciekawe na jak długo :)

2016 będzie moim rokiem! Co prawda już mówiłam to też w 2013, 2014 i 2015 roku, ale hej… kiedyś musi się to udać!

To tyle z mojego podsumowania roku. Nie ma co dłużej o tym pisać i Was zanudzać (ktoś to w ogóle przeczytał?). Ale nie jest to ostatnie podsumowanie. W styczniu postaram się przygotować dla Was kilka kolejnych, ale będę się skupiać na najlepszych przeczytanych książkach, obejrzanych filmach, przesłuchanych płyt itd. w mijającym roku… :)

I na sam koniec, życzę Wam wszystkim, aby nowy rok był wspaniałym czasem, w którym będziecie szczęśliwi i spełnicie swoje marzenia! Niech to będzie nasz rok! Kiedyś musi się udać, więc dlaczego nie miałoby się udać w ciągu najbliższych 12 miesięcy? :)

Reklamy

One thought on “Podsumowanie roku 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s