What’s right in front of me?

Ostatnio o moim życiu mogę powiedzieć jedno: to nie jest mój najlepszy czas. W Nowy Rok wchodziłam z nadzieją, że teraz może być tylko lepiej. Jak to zwykle bywa – nie jest.Czuję się wyczerpana i wypalona. Zaczęłam się zastanawiać, co jest nie tak ze mną, z moim życiem. I doszłam do kilku ciekawych odkryć, którymi chcę się z wami podzielić.

Od kilku lat powtarzam, że robię wszystko, żeby tylko czuć się szczęśliwa. W każdym razie staram się robić to, co uważam, że mnie uszczęśliwi. Ale zdałam sobie boleśnie sprawę z tego, że chcąc zbyt wiele, popełniłam kilka błędów, które zaprowadziły mnie tu, gdzie jestem. Od kilku tygodni zastanawiam się, jak je naprawić i sprawić, by moje życie było lepsze.

Zbyt wiele chwil do stracenia ciągle masz,
przestań na niby żyć.

Postanowienia?

Jak już wspominałam, jestem uzależniona od postanowień. Wiecznie coś sobie postanawiam i rzadko udaje mi się ich dotrzymać. Z roku na rok przybywa ich na mojej liście, sądząc, że spokojnie sobie z tym wszystkim poradzę. Czy na pewno? Doszłam do wniosku, że postanowienia to szajs, którym nie warto się przejmować. No dobrze, przesadzam w drugą stronę. Wszystko zależy od tego w jaki sposób je sformułujemy. Czy naprawdę ważne jest, ile przeczytam książek w roku? Nie! Ważne jest, żeby czytać jak najczęściej – udało mi się wyrobić nawyk, że przed snem czytam min. pół godziny, a że to późna pora i jestem ostatnio przemęczona, często przysypiam nad książką. Ale liczy się, że codziennie przeczytam przynajmniej kilkanaście stron! Czy to ważne ile razy będę robiła to czy tamto? Nie! Ważne, żeby robić to regularnie, nawet jeśli miałoby to nam zająć kilkanaście minut. I oczywiście nie zapominajmy o jednym…

Za duże wymagania

Druga sprawa. Jak już wyżej wspomniałam, lista postanowień się wydłuża. I to jest błędem. Za dużo bym chciała w jednym momencie. Za dużo chciałabym złapać srok. A tak się nie da. I to sprawia, że jestem wyczerpana psychicznie. Bo cały czas w mojej głowie słyszę głosik, że powinnam zrobić to, tamto, siamto… Dziesięć różnych zadań każdego dnia, ale przecież lepiej skupić się na jednym, zrobić, skończyć i przejść do następnego, prawda? Wytłumaczcie to mnie, tej głupiej, naiwnej idiotce, która wierzy, że jest tak zorganizowana, że zdoła poradzić sobie z dziesięcioma różnymi zadaniami. A nie da rady. Ty to wiesz. Na całe szczęście ja też już to wiem.

Obsesja

Mój kolejny błąd. Wpadłam w obsesję obserwowania moich „wyników”. Każdego wieczoru odznaczałam, co robiłam danego dnia, nawet w przypadku błahych spraw. Śmieszne, prawda? Właściwie to nie. To jest żałosne. I o ile ok jest odhaczanie książek na LubimyCzytać.pl, ocenianie filmów na Filmweb.pl, zaznaczanie, kiedy odbyłaś trening – żeby sprawdzić, czy na pewno regularnie trenujesz, to w większości przypadków takie obsesyjne pilnowanie wyników jest chore. Ostatnio gdzieś przeczytałam, niestety nie pamiętam, gdzie, że nie warto skupiać się na wynikach, właściwie nie powinniśmy tego robić; powinniśmy się skupiać tylko i wyłącznie na tym, że coś robimy, na naszej pracy i wysiłkach, a efekty same się pojawią. Proste, prawda? Tylko tak trudno się do tego dostosować…

Uzależnienia

To kolejna rzecz, która odbiera mi energię. Długo byłam uzależniona od internetu. Właściwie nadal jestem, ale odkąd spędzam przed komputerem 8 godzin w pracy, mam dość komputera i przebywam na nim coraz mniej czasu. Właściwie to dobrze. Od kilku dni nie przeglądałam Facebooka i właściwie nie mam na to ochoty. Kiedyś nie przeżyłam dnia bez przejrzenia Pudelka, a teraz nie mogę przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz tam zajrzałam. Miesiąc temu? Około dziesięć lat temu uzależniłam się od Internetu. Wiecie dlaczego? Bo chciałam uciec przed własnym życiem. W jakimś sensie to mi się udało. Stałam się jedną z osób, które non stop przesiadywały na kompie, w własnym pokoju i poza rodziną rzadko kogoś widują. Życie płynie dalej, a ja nadal w tym pokoju, przed komputerem… Wiecznie nie zadowolona z siebie, z własnych „wyników”…

Zmieniany plan na dziś.
Twe marzenia, twoje sny.

Muszę coś zmienić w swoim życiu. Skupić się na sobie i tym, czego naprawdę chcę. Przestać obsesyjnie myśleć o wynikach, a wyznaczyć sobie kilka najważniejszych zadań i to im poświęcić jak najwięcej czasu. Przestać mieć wyrzuty sumienia, że znów z czymś nie zdążyłam, czegoś nie zrobiłam. Dbać o siebie i wewnętrzną równowagę. Zacząć żyć: wolno, bez wiecznej pogoni, bez nieustającej walki z czasem, którą i tak zawsze przegrywam; korzystać z życia i czerpać z niego tyle przyjemności, ile tylko jest możliwe. Życie powinno być przyjemnością, więc jeśli tylko mamy taką możliwość, nie odbierajmy jej sobie, a dodawajmy tyle, ile tylko możemy.

3 tygodnie temu założyłam kartę Unlimited w Cinema City. Nie spodziewałam się, że za 504 zł za rok rok, można kupić tyle przyjemności: cieszę się jak głupia, za każdym razem, kiedy idę do kina. Nie tylko dlatego, że w końcu mogę oglądać najnowsze filmy, a jak wiadomo, w kinie ogląda się je znacznie inaczej. Droga do kina zajmuje mi pół godziny samochodem, a ja uwielbiam prowadzić samochód, nawet jeśli zdarzy się jakaś stresująca sytuacja na drodze. Wychodzę z domu, z mojego pokoju, co wpływa na mnie pozytywnie. I spotykam się z ludźmi, mogę się do nich uśmiechnąć, a oni odwzajemniają uśmiech. To takie fantastyczne, prawda? A czasem zdarzy się ktoś, kto zagada mnie o wrażenia z filmu, jak to wczoraj zrobiła pewna pani po obejrzeniu „Excentryków”. I jestem zadowolona z zakupu tej karty głównie dlatego, że mam motywację, by wyjść z domu, do ludzi. A jeśli chodzi o motywację do innych rzeczy… no cóż, tego muszę się nauczyć. Każdego dnia uczymy się nowych rzeczy, każdego dnia musimy się z czymś zmierzyć. A ja muszę się ogarnąć i wyluzować.

I pamiętajmy: E = MC² (Efekty = Motywacja Ciężka praca²), a my powinniśmy się skupiać tylko na drugiej części równania. Wtedy E samo przyjdzie.

Am I brave enough?
Am I strong enough?
To follow the desire
That burns from within
To push away my fear
To stand where I’m afraid
I am through with this
Cuz I am more than this
I promise to myself
Alone and no one else
My flame is rising higher

Ale mnie natchnęło… :) Właściwie napisałam ten tekst, by uporządkować swoje myśli. I być może uświadomić sobie coś, co jeszcze nie do końca do mnie dotarło. Co myślicie o tym, co napisałam? Jak Wy „żyjecie”? Dajcie znać.

Cytaty pochodzą z utworów: „Tu” (Ewa Farna) i „I’m the fire” (Halestorm)

Reklamy

2 thoughts on “What’s right in front of me?

  1. Isabelle :)

    Ciekawy tekst, daje do myślenia :) Też jestem na etapie przekształcania swojego życia…
    Hmm, a jak się ma punkt „Obsesja” do Habitiki czy jak jej tam? :D

    Odpowiedz
    1. Inna_odInnych Autor wpisu

      Zależy od podejścia do Habitici :) Muszę ją trochę przeorganizować, żeby nie wpasowywała się w „obsesję”, sama w sobie może motywować do działania, ale nie musi być obsesyjnym odhaczaniem zadań, jak to ma w przypadku moich durnych wydrukowanych tabelek w segregatorze :)
      Cieszę się, że tekst się podoba i daje do myślenia :) Ostatnio sporo o tym myślałam, jak się przeżywa jakiś dołek, to się o wielu rzeczach myśli i czasem takie mądrości przychodzą do głowy. Szczególnie, kiedy się czuje, że trzeba coś zmienić :)

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s