Organizacyjne przemyślenia część 2

Dwa miesiące temu pisałam post o moich postanowieniach, obsesjach itp. To były przemyślenia na temat mojej kiepskiej organizacji własnego życia, które spisałam, żeby je sobie w głowie uporządkować. Jeśli go nie pamiętacie, zapraszam tutaj. Na szczęście ten post zmienił moje życie. Nie wyglądało to tak: ohh, napiszę coś, opublikuję i będę żyć, jak żyłam do tej pory. Wręcz przeciwnie. To był pierwszy krok, ku zmianie. Myślę, że na lepsze.

Przestałam tak bardzo siebie kontrolować. Nadal mam zapisaną listę rzeczy, które muszę kiedyś zrobić, ale bez określonego planu, kiedy. Szczególnie, że co chwilę wpada na tę listę coś nowego, czasem ważniejszego… Jednocześnie staram się każdego dnia coś zrobić. Nie ważne, co. No dobrze, mam takie 3 główne zadania, do których staram się zaglądać jak najczęściej. Zdecydowanie najważniejszym zadaniem są treningi i to, również dzięki ładnej pogodzie, udaje mi się ostatnio wyśmienicie. Nie narzekam na siebie, jeśli danego dnia nie zdążę zajrzeć do książki, nie zdążę zrobić tego, czy czegoś innego. Ważne, że idąc spać mogę wymienić przynajmniej dwie lub trzy rzeczy, które wykonałam danego dnia. Do tego na Habitice wciąż odhaczam wykonane zadania, więc sama widzę, że zawsze mogę postawić kilka „ptaszków”.

Zauważyłam, że dzięki temu jestem bardziej zadowolona z życia, z siebie, nie przejmuję się wiecznym brakiem czasu na te wszystkie zadania, które chciałabym/muszę wykonać. Dzięki temu nie jestem tak bardzo zestresowana, jeśli coś mi zajmie więcej czasu, niż myślałam, bo nie mam myśli: „O Jezu, a jeszcze muszę zrobić to i to”. No… nie muszę. A na zadania, które absolutnie muszę zrobić, zawsze się znajdzie czas. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Te ważniejsze nie koniecznie zajmują dużo czasu.

I dotarła do mnie pewna myśl. Miałam szczęśliwe dzieciństwo. Dziś mam wrażenie, że jako dziecko potrafiłam znaleźć czas na wszystko: spędzałam godziny na podwórku, grałam godzinami w gry komputerowe, czytałam godzinami książki. Czy miałam więcej czasu niż teraz? Nie. Dziś chodzę do pracy, ale wtedy chodziłam do szkoły. Godzinowo wychodzi mniej więcej to samo (błogosławione 3/4 etatu :)). Mogłabym powiedzieć, że dziś mam więcej czasu, bo przecież nie muszę odrabiać zadań domowych i się uczyć. Wtedy musiałam. Ale mam wrażenie, że potrafiłam na wszystko znaleźć czas, nie dlatego, że nie miałam żadnych obowiązków (poza zadaniami przecież musiałam robić zakupy, sprzątać w pokoju i domu, pozmywać naczynia itd.), po prostu… każdego dnia robiłam to, co chciałam. Jeśli miałam ochotę wyjść na dwór – robiłam to. Jeśli miałam ochotę przeczytać książkę, dlaczego nie? W żaden sposób nie kontrolowałam, jak spędzam czas, a przede wszystkim ile go poświęcam danej czynności. Nie planowałam, co będę robić. I postanowiłam do tego wrócić. Myślę, że warto. Bo… przecież nic nie muszę. Treningi ustawiłam na szczycie listy moich priorytetów, żeby się do nich jak najbardziej zmotywować i wykonywać je tak często, jak się da (nie zapominając o przerwach jednio- czy dwudniowych, których mięśnie potrzebują!), ale uprawiam sport, bo… to lubię. Lubię się rozciągać, lubię wymachiwać hantelkami, lubię jeździć na rolkach, a że ta przyjemność przynosi dodatkowe korzyści jak lepsze zdrowie, lepsze samopoczucie i fakt, że w końcu zauważam wiele swoich mięśni, jest czymś wspaniałym. Tak samo z pisaniem i nauką języków obcych: lubię to. A że dzięki temu rozwijam się w kierunkach, na których mi zależy, które chciałabym kiedyś wykorzystać, sprawiło, że to są jedne z moich najważniejszych zadań.

I tym pozytywnym akcentem kończę mój wywód. Od miesięcy zabieram się za tworzenie własnej wersji „Radość niedoskonałości” Veronici Chambers oraz „Bądź swoją siłą” Demi Lovato. Właściwie mam „Pamiętnik z Demi Lovato”, który chcę przeznaczyć na ten cel i który od miesięcy z wyrzutem patrzy na mnie, że jeszcze nic w nim nie zapisałam, ale powoli zbieram się do tego, by już zacząć coś w nim tworzyć. Mam nadzieję, że ten oraz poprzedni post są takim „wstępem” czy jak to nazwać :)

PS: Iza, nie gniewaj się, że jeszcze nic w nim nie zapisałam.

PS2: Nie mam rozdwojenia jaźni, spokojnie, pierwsze PS nie jest skierowane do mnie :)

xoxo

Inna_odInnych

Reklamy

2 thoughts on “Organizacyjne przemyślenia część 2

  1. Isabelle :)

    Hahaha, PS2 ‚rozpiernicza system i to totalnie’, cytując moją mentorkę xD
    Spoooko, wybaczam Ci :P
    O, jak ja lubię takie wpisy, chociaż do takiego podejścia typu ‚slow life’ baaardzo mi daleko :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s