Książki #7

Pora na kolejną odsłonę książek. W tym roku jakoś słabo mi idzie to czytanie :(

Stephen King „Cujo”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Któż z nas nie zna Stephena Kinga? To niesamowite, jak różnorodne tworzy powieści, co mogłam już zauważyć, chociaż do tej pory przeczytałam zaledwie kilka z nich. Moim ambitnym planem jest przeczytanie wszystkich (chociażby większość) jego dzieł, zobaczymy, czy mi się uda. Tym razem wybór w bibliotece padł na „Cujo”. Wybór nie był przypadkowy: czytałam, że podobno Stephen King pisał ją pod wpływem alkoholu i kokainy oraz nie pamięta, jak ją pisał. Zastanawiałam się, czy taka książka może być dobra… i wiecie co? Rozważam nad tym, czy samej nie pisać pod wpływem różnych substancji, jak tych wspomnianych powyżej.

Oczywiście żartuję. Nie zmienia to faktu, że „Cujo” jest najlepszą książką jaką czytałam, jeśli chodzi o twórczość Kinga. Żadne z jego dzieł, które dotychczas czytałam, a było kilka takich, które bardzo lubię, nie pochłonęły mnie tak jak „Cujo”. Mogłoby się wydawać, że książka o psie chorym na wściekliznę, to nic takiego. A to jest mistrzostwo. Oczywiście pies nie jest jedynym wątkiem, pojawia się to ich wiele, dzięki czemu książka nas całkowicie pochłonie.

Jedyną wadą „Cujo” było to, że… śnił mi się ten pies. Ale tak właściwie, czy to na pewno wada? Chociaż nie był to zbyt przyjemny sen, muszę powiedzieć, że im starsza jestem, tym mniej książek czy filmów potrafi wywrzeć na mnie takie wrażenie, żeby pojawiły się w moich snach. Pieskowi Cujo się to udało i myślę, że kiedyś do niego powrócę. 10/10

Czy to nie zadziwiające, jak bardzo można cierpieć, kiedy wszystko jest właściwie w porządku?

Cecelia Ahern „Gdybyś mnie teraz zobaczył”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Jedno mi przeszkadza w tej książce: tytuł. Może to kwestia interpretacji, ale moim zdaniem o wiele lepiej by pasowało do treści „Gdybyś mnie teraz zobaczyła”. Taka mała różnica, prawda? A tak wiele zmienia. Bo w tej powieści chodzi przede wszystkim o to, by Elizabeth zobaczyła Ivana. A nie odwrotnie.

Właściwie dopiero rozpoczynam przygodę z książkami Ahern, do tej pory przeczytałam tylko „P.S. Kocham Cię” oraz te dwie, o których dziś czytacie opinię. I o ile ta pierwsza wydawała mi się tak bardzo realistyczna (w sensie, że mogłoby się to wydarzyć naprawdę), tak „Gdybyś…” kompletnie zaskoczyła mnie elementami, które z całą pewnością nie mogą wydarzyć się w rzeczywistości. A może jestem po prostu człowiekiem zbyt małej wiary?

Od razu pokochałam tę książkę, ponieważ Ivan ukazuje Elizabeth, jak należy żyć, by cieszyć się każdą chwilą. Podczas gdy on ją tego uczy, my również „bierzemy” coś dla siebie. Po lekturze czułam się tak przepełniona emocjami i motywacją, by cieszyć się z wszystkiego, co posiadam. Do tego w jakimś stopniu podniosła mnie na duchu. Jestem pewna, że jeszcze kiedyś wrócę do tej powieści. Chociaż to romansidło, jest takie inne niż zwykle. I czyta się bardzo dobrze. Oraz przede wszystkim to coś więcej niż tylko romansidło. 8/10

Jest tyle pięknych rzeczy, które można dostrzec, jeżeli tylko umie się patrzeć. Życie jest rodzajem obrazu. Bardzo dziwnego, abstrakcyjnego obrazu. Można spojrzeć na niego, zobaczyć jedynie chaos i resztę życia spędzić w przekonaniu, że jest właśnie takie. Jeżeli jednak uważnie się przyjrzycie temu obrazowi, skoncentrujecie się i uruchomicie wyobraźnię, życie może stać się czymś więcej.

Cecelia Ahern „Dziękuję za wspomnienia”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

I kolejna książka z „elementem nadprzyrodzonym”. Chociaż rozpoczyna się od tragicznego wydarzenia, jest ona utrzymana w dość humorystycznym tonie. Było wiele scen, podczas których szeroko się do siebie uśmiechałam, a jeden fragment nawet odczytałam rodzicom, żeby i oni mogli się pośmiać. Poza tym, że to romans, ciekawie porusza tematy jak poronienie, żałoba, rozwód czy z takich pozytywnych: oddanie krwi. Szczególnie spodobały mi się relacje Joyce z jej ojcem, który był świetny. Między innymi dzięki niemu dochodziło do tak wielu zabawnych sytuacji.

Niestety czytałam ją po „Gdybyś mnie teraz zobaczył”, dlatego, że nie dorównuje tej powieści i po lekturze czułam jakiś… niedosyt. Prawdopodobnie odebrałabym to trochę inaczej, gdybym to ją przeczytała jaką pierwszą. Ale najważniejsze jest to, że dobrze się czyta i miło spędza się czas z bohaterami. 7/10

To miło być kimś ważnym, Gracie, ale jeszcze ważniejsze, żeby być kimś miłym.

Enahma „Szczęśliwe dni w piekle”


Przeczytaj

To jest dość… nietypowa sytuacja, nawet jak na mnie. „Szczęśliwe dni w piekle” nie są książką taką, jak powyższe. Nigdy nie została i nigdy nie zostanie wydana. Dlaczego? Bo to FanFiction Potterowskie, które zdobyło w Internecie nie mały rozgłos i myślę, że można uznać je za „klasykę gatunku”.

Gdy z kimś rozmawiam o książkach, często mówię, że w liceum prawie ich nie czytałam dla własnej przyjemności. Czy na pewno? Dopiero teraz dotarło do mnie, że opowiadania i fanfiction publikowane na blogach, fanfiction.net albo wattpad.com czy innym podobnym stronom również można uznać za książki. A właśnie w liceum czytałam ich najwięcej. Praktycznie czytałam tylko na blogach i głównie opowieści, które nie pojawią się w formie książki (najczęściej Potterowskie i o Panik, Tokio Hotel bądź innych zespołach). W niektórych przypadkach aż szkoda, że tak się nie stanie, bo naprawdę z chęcią postawiłabym je na półce obok moich ulubionych książek. „Szczęśliwe dni w piekle”, jak i kontynuacje, czyli „Przecinając Więzy” i „Poprzez Mury”, które również wezmę tu pod uwagę jako całość, z chęcią postawiłabym tuż obok „Harry’ego Pottera”. Zdecydowanie zasługują na to.

Na to FanFiction trafiłam przypadkiem ok. 10 lat temu. W maju postanowiłam je sobie odświeżyć. Jedno mnie przeraziło: Jak wiele fabuły zapomniałam. Pamiętałam tylko główny zarys, jak i emocje, które mi towarzyszyły. Tak mi wyciskało łzy z oczu, że zawsze o nim pamiętałam. Z drugiej strony cieszę się, że tak wiele wyleciało mi z głowy – odkrywanie fabuły na nowo było ogromną przyjemnością. Poniekąd czułam się, jakbym czytała to po raz pierwszy. Bo chociaż znałam kilka głównych wątków, wiele sytuacji wyleciało mi z głowy, więc mogły mnie zaskoczyć na nowo.

Trylogia rozpoczyna się w Koszmarnym Dworze, siedzibie Lorda Voldemorta. Severus Snape przybywa na wezwanie Czarnego Pana i ze zgrozą odkrywa, że Harry został pojmany. Stara się uratować chłopca, ale to powoduje, że Voldemort w końcu odkrywa, że Severus jest szpiegiem. Od tamtej pory Severus i Harry – którzy do tej pory darzyli siebie ogromną nienawiścią – są torturowani i zmuszeni do spędzenia czasu w jednej celi. To sprawia, że między nimi rodzi się szczególna więź…

Co mogłabym napisać? Genialne. Po prostu genialne. Niesamowite. Niewiarygodne. Cudowne. Świetne. Nadzwyczajne. Genialne. Naprawdę. Już od początku, gdy poznajemy Severusa, który gorączkowo, wręcz w panice, zastanawia się, jak uratować Harry’ego, lektura wciąga. Praktycznie od pierwszych słów. Później jest coraz ciekawiej i chociaż duża część odbywa się w celi oraz skupia na rozmowach Harry’ego z Severusem, nie mogłam się oderwać. A to tylko pierwsza część… Nie zdradzę Wam, co działo się dalej, z nadzieją, że sami to przeczytacie. Podczas czytania moje serce krwawiło, nie mogłam patrzeć, jak w praktycznie każdej części cierpią – z różnych powodów, raz fizycznie, raz emocjonalnie, ale cierpią. A ja cierpiałam razem z nimi. To po prostu emocjonalnie wgniata i trudno się po tym pozbierać. Nie raz płakałam, kiedy nie czytałam, myślałam o tym, co się wydarzyło i co może się wydarzyć w życiu obu bohaterów. Naprawdę rzadko cokolwiek, jakakolwiek książka, jakikolwiek film wzbudza we mnie tyle emocji. Właśnie dlatego tego się nie zapomina – jasne, można zapomnieć 3/4 fabuły, szczegóły, większość wydarzeń – ale nie można zapomnieć emocji, jakie „Szczęśliwe dni w piekle” wywołały. Nigdy ich nie zapomniałam i właśnie dlatego wróciłam do tego Fanfiction po tylu latach. Jestem pewna, że za kolejne kilka lat, wrócę do niego jeszcze raz.

Tego co czuję w stosunku do trylogii Enahmy, nie są w stanie wyrazić żadne słowa. Jeśli choć trochę lubisz Harry’ego Pottera i świat wykreowany przez J. K. Rowling, MUSISZ przeczytać „Szczęśliwe dni w piekle”. 10/10 ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Na szczęście do tej trylogii mogłam powrócić. Żałuję tylko, że jest kilka fanfiction (jedno Potterowskie, inne o Tokio Hotel, podejrzewam, że jakbym dłużej o tym myślała, przypomniałabym sobie jeszcze kilka), do których również chciałabym wrócić, jednak… niestety blogi od dawna nie istnieją, autorki zapadły się pod ziemią, a ich teksty przepadły :(

Reklamy

5 thoughts on “Książki #7

  1. Ania

    No to zobaczmy czy ten komentarz opublikuje się tak jak należy…

    Zaciekawiły mnie „Szczęśliwe dni w piekle”, ale obecnie bardziej zależy mi na przeczytaniu „Isabelli Potter” :D

    Odpowiedz
        1. Inna_odInnych Autor wpisu

          Uważam, że jest to dobre i jestem z mojego dzieła naprawdę dumna :) Szczególnie, że piszę je trzeci raz :D

          Oooo! Zapamiętał! Publikuje się! Ufff

          Odpowiedz
  2. Rblfleur

    Kinga znam tylko z nazwiska. Chciałam wziąć się wreszcie za którąś z jego książek, ale na razie nie mam chęci, żeby z takiego gatunku coś przeczytać. Omg, ty też czytałaś opowiadania z TH? No to High5! xD Ja ostatnio czytałam opowieści o Sailor Moon, ponieważ jakoś nowa wersja SM Crystal jakoś do tego zachęciła.

    Zapraszam do siebie na nowy post.
    http://www.Rebelle-K.blog.pl

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s