Filmy #24

A teraz kilka nowości kinowych, w tym jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów w tym roku. Na samym dole zdjęcie, o którym wspomniałam ostatnio.

Tajemnice Manhattanu (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Opowieść o dziennikarzu, który musi rozwikłać pewną zagadkę, dla fanki kryminałów to film, który musi koniecznie zobaczyć. Porter jest znanym dziennikarzem, który 3 razy w tygodniu pojawia się w gazecie. Jako jeden z nielicznych ma jeszcze własną kolumnę, w której pisze o tragediach, jakie ostatnio wydarzyły się w Nowym Jorku. Szczególną sławę zdobył, gdy udało mu się odnaleźć dziewczynkę, której nie odnaleźli nawet najlepsi detektywi.

Dlatego Caroline zwraca się do niego z prośbą o pomoc. Jej mąż zginął w tajemniczych okolicznościach. Jednocześnie nowy szef Portera wymusza na nim, by zdobył wideo, które jego zdaniem posiada Caroline. Porter początkowo niechętnie pali się do tej „pracy”, ale zostaje do niej zmuszony.

Film oglądało się z przyjemnością. Wciągał praktycznie od początku, a im dalej, tym było ciekawiej. Chociaż czasami niektóre jego decyzje były denerwujące, obserwujemy, jak stopniowo, małymi kroczkami zbliża się do rozwiązania zagadki, które, przynajmniej dla mnie, było ogromnym zaskoczeniem. Wszystko zostało jasno wyjaśnione, więc po wyjściu z kina, poza małym szokiem, nie miałam uczucia, że coś mi się nie zgadzało.

Myślę, że „Tajemnice Manhattanu” mogę polecić fanom thrillerów i przede wszystkim kryminałów. 9/10

183 metry strachu (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Znacie Blake Lively? Oczywiście, że znacie. Nawet jeśli jej nazwisko nic Wam nie mówi, z pewnością kojarzycie Serenę van der Woodsen z serialu „Plotkara”. Właśnie dla niej zdecydowałam się pójść na ten film. Trafiła jej się dość trudna rola. Przez większość czasu widzimy tylko ją… no i rekina. Chociaż właściwie jej jest o wiele więcej. Czasami bywa tak, że gdy całość opiera się tylko na jednym bohaterze, film jest nudny. „183 metry strachu” na szczęście takie nie są. Wciągnęły mnie od samego początku i ani przez chwilę nie poczułam, że się nudzę. Wręcz przeciwnie.

Rzadko się zdarza, żeby w całym filmie pojawiło się raptem kilka postaci. Poza Nancy, główną bohaterką, widzimy raptem kilka, kilkanaście osób, w tym kilka z nich głównie na zdjęciach albo przelotnie. Ciekawy zabieg, że z tak niewielką ekipą aktorską, można stworzyć ciekawy i wciągający film. Ważniejsza jest fabuła, napięcie, od ilości ludzi gdzieś w tle.

Początkowo film skupia się na dziewczynie, która zamierza odnaleźć plażę, na której jej zmarła mama przed laty surfowała. Udaje jej się tam dostać i z chęcią wypływa do wody. Dzięki dwóm nieznajomym otrzymuje kilka rad i prawie cały dzień „łapie fale”. Początkowo widzimy taką sielankę, plaża, woda, słońce, ładne widoki… Wszystko się zmienia, gdy nieznajomi opuszczają wodę, Nancy za blisko podpływa do martwego walenia i zostaje zaatakowana przez rekina. Od tamtej pory podejmuje walkę o przetrwanie.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre sceny są nierealne, ale nawet to nie przeszkodziło mi w oglądaniu filmu. Były momenty, w których autentycznie się przestraszyłam (i mam nadzieję, że nikt nie zwrócił uwagi na moje dzikie podskoki w fotelu). Odradzam Wam jedzenie podczas filmu, bo były sceny, na które ledwo potrafiłam patrzeć i z pewnością skutecznie odbierają apetyt (chyba że krew Was nie rusza). Cieszyłam się, że jednak nie wzięłam popcornu, chociaż miałam na niego taką ochotę… I chociaż można domyślić się, jak film się skończy, to z jednej strony cieszę się, że właśnie tak się skończył. Chociaż może z drugiej strony byłby ciekawszy, gdyby zakończenie wyglądałoby inaczej? Na pewno byłby bardziej zaskakujący.

Podsumowując, mnie film bardzo przypadł do gustu. Bardzo spodobała mi się Blake i jej kreacja Nancy. Nie jestem znawczynią, ale wydaje mi się, że nieźle poradziła sobie z tą rolą. W każdym razie sprawiła że film mnie nie znudził, a tego się obawiałam. Jej fani po prostu muszą to obejrzeć. 8/10

Kobiety bez wstydu (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Zwiastun filmu zapowiadał się dość interesująco, więc razem z mamą wybrałyśmy się na film. Często pójście na polskie komedie to losowanie: trafisz na dobry film albo na zły. Jak jest z „Kobietami bez wstydu”? Hmm… tego nie da się tak jednoznacznie określić. Właściwie nie pasuje do żadnej z tych grup.

Fabuła zaczyna się ciekawie i dopóki cała historia się rozkręca, miałam naprawdę dobre odczucia względem filmu. Niestety gdzieś w połowie zaczyna się psuć. Pamiętam taki moment, w którym aż oczy mi się zamykały, chciałam szepnąć mamie, że zasypiam, odwracam się, a ona… siedzi z zamkniętymi oczami. Tak zaczęło wiać nudą i niestety było tak do samego końca filmu z przerwami na kilka ciekawszych scen.

Niestety fabuła i scenariusz na minus. Główny bohater… pod koniec filmu trochę irytuje, nie wiem czy to wina scenariusza czy Michała. Kilka postaci też było mdłych, właściwie wrzuconych do filmu bez większego celu i sensu. Naprawdę, to wystarczy, żeby wystawić niską ocenę. Ale tego nie zrobię. Ponieważ zebrało się kilka plusów, które wyróżniają tę komedię spośród innych polskich, niezbyt udanych komedii.

Zacznę od dwóch osób: Anny Dereszowskiej i Joanny Liszowskiej. One „wyciągnęły” ze swoich bohaterek wszystko, co tylko się dało. Sprawiły, że zarówno jasnowidzka Jadwiga, jak i głupiutka Alicja były wyrazistymi bohaterkami, od których nie można było oderwać wzroku. Nie tylko dlatego, że obie pięknie wyglądały. Ich postacie są zdecydowanym plusem w tym filmie. Gdyby scenariusz jeszcze bardziej się skupił na nich, zamiast wprowadzać tu kilka „niepotrzebnych” kobiet, byłoby znacznie ciekawiej.

Po drugie… było kilka naprawdę dobrych, zabawnych scen. Najbardziej mnie rozśmieszyła Alicja, która dzwoniąc z budki stwierdziła, że przecież policja i tak nie podsłuchuje budek telefonicznych. Zaraz po tym widzimy policjantów, którzy słyszeli tę rozmowę (oczywiście z podsłuchu) i się nabijali: „Podobno nie podsłuchujemy budek telefonicznych” :) To tylko jedna z kilku fajnych, zabawnych scen, które podnoszą jakość „Kobiet bez wstydu”.

I ostatnim elementem jest… sceneria. Często jest tak, że w filmie jest podana informacja, gdzie akcja się dzieje, ale nie jesteśmy w stanie samemu tego zauważyć. Tu pojawiły się dwa charakterystyczne miasta: Wiedeń i Kraków. Oczywiście pojawia się napis, gdzie akcja się dzieje, ale… to było zupełnie niepotrzebne. Chociaż Wiednia było nie wiele, był tak ukazany, że większość z nas zorientowałaby się, gdzie film był kręcony. A Kraków… tak dużo miasta w filmie jeszcze nigdy nie widziałam. Mnóstwo zdjęć z głównego rynku, wraz z pomnikiem Mickiewicza, ukazane charakterystyczne budowle z lotu ptaka, pojawił się nawet Wawel. Tak się zastanawiam, że chyba warto obejrzeć ten film dla samego Krakowa. Miasto zostało ukazane przecudownie, do tego stopnia, że z chęcią wybrałabym się na wycieczkę śladami bohaterów tego filmu i odwiedziła kilka charakterystycznych miejsc. Oby powstawało więcej filmów z tak cudownie ukazanym miastem.

Właśnie dzięki tym kilku zaletom, a szczególnie ostatniej, spokojnie mogę postawić ocenę 6/10

Legion samobójców (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Nie jestem fanką komiksów, filmów o superbohaterach (z wyjątkiem Batmana), a więc i początkowo nie byłam zainteresowana „Legionem samobójców”. jednakże intensywne promowanie tego filmu, pojawiające się zdjęcia, zwiastuny i cała ta otoczka jakoś mnie zachęciła do pójścia na seans. Nie tylko mnie – w kinie było mnóstwo osób.

Właściwie nie bardzo interesowałam się fabułą, więc zaskoczyło mnie, że akcja dzieje się po „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”. Większości bohaterów też nie znałam. Właściwie chyba wiedziałam tylko skąd się wziął Joker… a i Batman, który epizodycznie (tylko w retrospekcjach) pojawił się w tym filmie. Co mnie czyni złą fanką Batmana, bo Deadshota czy Harley Quinn też powinnam kojarzyć. Ale mniejsza o moją komiksowo-filmową ignorancję.

Właściwie odkrywanie tych bohaterów „na nowo” było w pewien sposób ciekawe. Skupiono się głównie na trzech: Deadshocie, Harley i Diablo, przedstawiono ich historię, dzięki czemu lepiej mogłam zrozumieć ich historię, poczuć do nich sympatię i widzieć w nich coś więcej niż tylko „złych szaleńców”. Cała reszta została potraktowana po macoszemu, więc właściwie nadal nie wiem, skąd się wzięli. I chyba właśnie tę trójkę uważam za najlepszych bohaterów z całego filmu i *spoiler* cholernie żałuję, że Diablo umarł.

Film promowano głównie na Jaredzie Leto i jego kreacji Jokera. Prawdę mówiąc, mnie nie zachwycił. Oczywiście starał się, ale brakuje mu do Jacka NIcholsona czy w szczególności Heatha Ledgera. Fakt, scenariusz nie pozwolił mu na wiele, ale Margot Robbie w roli Harley była tak świetna, że Leto i jego Joker byli tylko tłem dla jej postaci, uzupełnieniem, byśmy mogli ją w pełni zrozumieć. Może w kontynuacji pokaże więcej? W tym momencie nie ma się czym zachwycać.

Wspomniałam już o Batmanie i Supermanie, że to tak jakby kontynuacja… Niestety wady tego pierwszego filmu się powielają: Dużo walk, czasami są one aż męczące. Do tego tu mamy takiego… stereotypowego głównego przeciwnika, który wzbudza nasze zainteresowanie tylko z samego początku, potem jest już taki mdły, nudny, nie robiący wrażenia.

I chociaż cieszę się, że obejrzałam ten film, bo pokochałam Harley, Deadshota czy Diablo i cieszyłam się, że mogłam ich zobaczyć w takich kreacjach, to cały film jest jednak taki jak ich główny przeciwnik: mdły, nudny, nie robiący wrażenia. Nawet trójka tak fantastycznych postaci nie zdołała uratować mnie przed pojawiającą się przez połowę filmu nudą, która ogarniała mnie na seansie. 5/10

Reklamy

4 thoughts on “Filmy #24

  1. Isabelle :)

    A Anita skrytykowała „Tajemnice…” od góry do dołu. Książka jej się niesamowicie podobała, a film zrobił z niej ponoć totalną sieczkę.
    Kraków! <3 Wobec tego muszę kiedyś obejrzeć "Kobiety bez wstydu" :)

    Odpowiedz
    1. Inna_odInnych Autor wpisu

      Nie znam książki, więc nie mogłam porównać :) Oczywiście o tym, że to jest na podstawie książki dowiedziałam się po obejrzeniu filmu :D
      Haha, tylko nie zaśnij :) Ale jak już mówiłam, Kraków piękny.

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s