Filmy #27

Zapraszam na kolejną porcję filmów, które nadal można zobaczyć w kinach, jeśli chcecie :) (W każdym razie w kinie, do którego ja chodzę :))

Nerve (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Początkowo nie wiedziałam, czy pójść na „Nerve”, ale ostatecznie zdecydowałam się, bo trafiłam na jego pozytywną recenzję. Jeszcze tylko szybko sprawdziłam repertuar i okazało się, że z wszystkich wyświetlanych filmów ten wydawał się najciekawszy… Jak dobrze, że go zobaczyłam. Wyszłam z kina oczarowana. Zachwycona. Pozytywnie zaskoczona.

Film jest skierowany głównie do młodzieży i młodych dorosłych. Osób, które świetnie poruszają się w nowoczesnych mediach, smartfonach, aplikacjach i innych duperelach. „Nerve” nie jest niczym innym niż grą – gracze otrzymują wyzwania od widzów, jeśli je wykonają, dostają kasę, a jeśli poddadzą się albo im się nie uda, odpadają z gry. Początkowo jest to niewinna zabawa – pocałować nieznajomego, zaśpiewać piosenkę dla nieznajomej, przymierzyć sukienkę w sklepie… Wydaje się zabawne, niewinne, fajne, prawda? Ale później pojawiają się coraz bardziej niebezpieczne zadania, podczas których można stracić życie. I o ile te pierwsze oglądałam z uśmiechem, bo naprawdę mnie bawiły, to już w tych innych „podziwiamy” głupotę bohaterów, że w ogóle zdecydowali się zrobić coś tak głupiego. Dla kasy? Dla widzów? Po to, żeby dostać się do finału gry?

Jest to niewątpliwie ciekawy pomysł. Co gorsza, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby powstała taka gra i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby padały takie wyzwania, a inni próbowaliby je wykonać. Już teraz ludzie umierają, bo chcą sobie zrobić selfie w jakimś „fajnym” miejscu. Akcja toczy się szybko, wszystko dzieje się zaledwie w ciągu jednego dnia, podczas którego wiele spotyka główną bohaterkę. Czasami się zastanawiałam, czy to wszystko nie dzieje się za szybko. O ile polubiłam głównych bohaterów, w pewnym momencie chciałam powiedzieć Vee „Ty idiotko, co Ty robisz? To nic nie da!”

Całość naprawdę dobrze się oglądało. Ciekawie zrealizowano film, często pojawia się obraz z kamerki smartfonu czy komputera, zastosowano wiele różnych efektów. Głównych bohaterów polubiłam, nawet jeśli popełnili kilka błędów (i Dave Franco jako Ian. Kolejny aktor, którego ostatnio pokochałam :D). Pojawiało się również kilka elementów, które porządnie mnie zaskoczyły. Szczególnie pod koniec zbierałam szczękę z podłogi. Poza tym, co mi wpadło do głowy po obejrzeniu „Nerve”: widzimy, że prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko. Nawet jeśli są jakieś nieporozumienia i kłótnie, prawdziwi przyjaciele nas nie opuszczą. Po drugie: w Internecie nikt nie jest anonimowy. Polecam i jestem pewna, że na pewno do niego wrócę. 9/10

Bridget Jones 3 (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Któż z nas nie zna Bridget Jones? Zwariowana, prawie zawsze singielka, która nigdy potrafiła wybrać między jednym, a drugim mężczyzną. Kobieta, która nie potrafiła dotrzymać obietnic złożonych samej sobie, miała problem z nadwagą, nałogami i wciąż zaliczała wpadkę za wpadką. Dlatego tak wiele ludzi, w tym ja, ją pokochało. Zawsze była taka prawdziwa, a mimo wszystkich złych chwil, podnosiła się i szła dalej, zbytnio nie użalając się nad sobą.

Niestety dość słabo pamiętam pierwsze dwie części, dawno ich nie oglądałam, ale pamiętam, że zawsze świetnie się bawiłam podczas ich oglądania i jak tylko pojawiła się informacja o trzeciej części, od razu wpisałam ją na listę filmów, na które na pewno pójdę do kina. Do tego zachęcał jeszcze bardziej zabawny zwiastun i Ed Sheeran, którego baaardzo polubiłam rok temu. Jego rola była epizodyczna, oczywiście, ale sceny z nim były bardzo zabawne. I kiedy usłyszałam od mamy „Kto to jest?”, przestałam się dziwić reakcji Bridget i jej przyjaciółki Mirandy, która tak mnie rozbawiła. Oczywiście moja mama zna muzykę Eda ale do tej pory nie wiedziała, jak on wygląda :)

Ale wróćmy do Bridget. Niestety z żalem muszę powiedzieć, że to już nie ta sama, dobra, „stara” Bridget (chociaż jest właściwie starsza niż w dwóch poprzednich filmach). Niestety podejrzewam, że główna wina leży w aktorce… Wszyscy wiemy, że „metody upiększające i odmładzające”, które zafundowała sobie Renée Zellweger, sprawiły, że aktorka wygląda o wiele gorzej i straciła to „coś”, co miała w sobie. Odbiło się to również na bohaterce, która straciła swój urok i oglądanie jej na ekranie nie było aż taką przyjemnością, jak do tej pory.

Na szczęście film o Bridget, mimo braku tego uroku, ma w sobie wiele zalet. Mamy całą masę innych bohaterów, szczególnie polubiłam Mirandę i Jacka. W tej części nie ma Daniela i wzmianka o jego postaci pojawia się kilka razy, świetnym pomysłem było utworzenie z niej klamry kompozycyjnej – jeśli widzieliście ten film, pewnie będziecie wiedzieć, o czym piszę. I Emma Thompson jako pani ginekolog, która jest postacią drugoplanową, była tak świetna, że zdecydowanie wymieniłabym ją jako najlepszą postać z „Bridget Jones 3”. Jest genialna! Boże, aż chciałabym mieć taką panią ginekolog.

Chyba wyszło mi trochę chaotycznie… Jeśli nadal nie wiecie, czy zobaczyć nową Bridget Jones, to polecam, w szczególności, jeśli lubicie dwie poprzednie części. Mimo kilku wad (pod koniec filmu są momenty, w których trochę nuży, ale na szczęście nie są one zbyt długie), jest to przede wszystkim naprawdę zabawny film z wieloma zabawnymi scenami i dialogami. Dawno nie śmiałam się aż tak bardzo na filmie. Co chwilę cała sala kinowa wybuchała śmiechem. O „Bridget Jones 3” można powiedzieć wiele, ale najważniejsze: jest to jeden z najzabawniejszych filmów 2016 roku. 7/10

Plan Maggie (2015)

Zobacz na Filmweb.pl

O tym filmie wypowiem się krótko. „Plan Maggie” to historia dziewczyny, która szybko nudzi się mężczyznami, ale postanawia mieć dziecko. Namawia kolegę, by oddał jej trochę spermy, żeby zajść w ciążę, ale w tym samym momencie poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje. Problem pojawia się, gdy po 3 latach i on jej się nudzi, więc wymyśla intrygę, żeby John wrócił do swojej byłej.

Historia zapowiadała się w miarę ciekawie, ale niestety nie wykorzystano w pełni jego potencjału. Bohaterowie nie zachwycają, zaczynając od infantylnej Maggie, która z początku jest urocza, ale potem zaczyna męczyć. John ani Georgette również nie zbudzają w widzu ciepłych uczuć. Wszystkie postacie wydawały mi się takie… papierowe. Bez wyrazu. Po skończeniu się filmu od razu się o nich zapomina.

Początek jest ciekawy i wciągający, ale w pewnym momencie wszystko się psuje. „Plan Maggie” nudzi. W drugiej połowie filmu, przez większość scen myślałam, że mógłby się już skończyć. Prawdę mówiąc nie polecam. Jest tak przeciętny, że szkoda czasu na jego oglądanie. Tak samo jak mnie szkoda czasu, by napisać o nim coś więcej. Jeśli macie ochotę na obejrzenie filmu, po prostu wybierzcie coś innego.  5/10

Sługi Boże (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Nie od razu byłam zainteresowana „Sługami Bożymi”, ale ostatecznie coś mnie zachęciło. Być może to był przede wszystkim Bartłomiej Topa, którego lubię, aczkolwiek nie potrafię powiedzieć, dlaczego. A może po prostu zaciekawił mnie opis, zapowiadający kryminał i thriller? W każdym razie zobaczyłam i nadal mam mieszane uczucia.

Jeśli chodzi o Bartłomieja – jestem nim zachwycona. Bardzo spodobał mi się jako komisarz Warski i mam wrażenie, że jako aktor wycisnął ze scenariusza tyle, ile tylko się dało. Zdecydowanie najlepsza postać z filmu, ba, tylko za niego oceniam ten film o 2-3 gwiazdki wyżej, niż pewnie oceniłabym normalnie. Właściwie dla mnie cały ten film to przede wszystkim komisarz Warski.

Niestety nie jestem zachwycona innymi aktorami. Poza komisarzem Warskim, głównymi bohaterami są Ana Wittesch (Julia Kijowska) i Joanna Stanisz (Małgorzata Foremniak). Przy czym bardziej drażniła mnie gra aktorek. Julii do tej pory nie znałam i na początku myślałam, że może zatrudnili jakąś aktorkę mieszkającą w Niemczech, dlatego jej polski jest taki… dziwny. Niestety, kiedy były sceny, kiedy mówiła głównie po niemiecku, odkryłam, że ona w ogóle mówi dziwnie. Jej sposób mówienia od pewnego momentu irytował, co odbierało przyjemność oglądania filmu i sympatię do tej bohaterki. Właściwie ona od początku jej nie wzbudza. Co do Gosi Foremniak, zaczęło się dobrze, ale od pewnego momentu (bodajże to była scena gwałtu) jej bohaterka zaczęła irytować. I tu trudno mi powiedzieć, na ile to wina scenariusza, na ile Gosi. Coś mi po prostu nie pasowało (nie mówiąc już o tym, że nie wierzę w to, żeby zgwałcona kobieta jeszcze tego samego wieczoru poszła do łóżka z facetem, który ją „uratował”. WTF?). Szkoda, że spośród trzech postaci, które były najważniejsze, tylko na jedną patrzyło się z przyjemnością.

Jeśli chodzi o fabułę, to ona jest… dziwna. Pełna luk, niejasności, dziwnych tajemnic, wrzucone kilka rzeczy, każde „z innej parafii” (akurat to powiedzenie idealnie pasuje do fabuły :)), a potem jakby na siłę próbowano je ze sobą połączyć. Rzadko zauważam takie rzeczy w filmach, a właściwie rzadko mi one przeszkadzają, co oznacza, że skoro zwróciłam na to taką uwagę, to jest źle. Bardzo źle.

Mimo wielu wad film mi się podobał. Nie jest to może pozycja, do której  chciałoby się wracać (chociaż kto wie, może zechcę obejrzeć Bartłomieja Topę w tej roli jeszcze raz :)), ale nie wyszłam z kina z poczuciem straty czasu. Od pierwszych minut wciągnęłam się w fabułę, nawet jeśli jest dziurawa jak szwajcarski ser. Po prostu ma coś w sobie. A i jeszcze jedna zaleta na koniec, a właściwie dwie: dobre zdjęcia, które nadały filmowi pewnego, mrocznego klimatu oraz ładnie ukazany Wrocław. Co prawda mnie nie zachwyciło tak, jak ukazanie Krakowa w „Kobiety bez wstydu”, ale wpływ na to może mieć fakt, że po prostu nie znam Wrocławia i nigdy tam nie byłam. Jednak pewne miejsca zostały ładnie ukazane i nawet chciałabym je „odwiedzić”. 7/10

Reklamy

One thought on “Filmy #27

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s