Śląskie Targi Książki 2016 – relacja

Za ten wpis zabierałam się od dwóch tygodni. Tyle to trwało, że zaczęłam się zastanawiać, czy pisanie relacji o wydarzeniu sprzed połowy miesiąca ma w ogóle sens? Ale właściwie, dlaczego nie? Wkrótce odbędą się Targi Książki w Krakowie (z jednej strony kusi mnie, żeby jechać, ale portfel woła: nie! znów wydasz za dużo kasy!, półki w pokoju wołają: nie! nie masz tu już miejsca! Najpierw przeczytaj te 50 książek, które kupiłaś albo dostałaś w ostatnich miesiącach!, dlatego raczej mnie tam nie będzie), a mam nadzieję, że za rok odbędą się kolejne Śląskie Targi Książki.

Do tej pory to moje drugie Targi Książki. Pierwsze, które chyba były po prostu „Targami Książki w Katowicach” odbywały się jeszcze w Spodku. Poszłam tam tylko po to, żeby spotkać moją ulubioną pisarkę Ewę Białołęcką i do dziś miło wspominam tamte chwile. Teraz Targi Książki odbywają się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym (które znajduje się tuż obok Spodka) i dla mnie była to pierwsza okazja, żeby wejść do środka. Muszę powiedzieć, że podobało mi się, jak zostały zorganizowane te targi, jak to wszystko wyglądało.

W tym roku nie poszłam dla konkretnego autora, tylko dla samych Targów. Dzięki Wymianie Książek zorganizowanej przez Śląskich Blogerów Książkowych mogłam się pozbyć kilku niechcianych książek z domu. Moje półki odetchnęły z ulgą, kiedy udało mi się pozbyć sagi „Zmierzch”, a i ucieszyłam się, że jedna niechciana książka praktycznie od razu znalazła nowego właściciela. Chociaż nie wiem, czy książki, które wybrałam mi się spodobają, nie przejmuję się, bo… zawsze mogę te książki wymienić.

Na targach byłam tylko w jeden dzień z trzech. Wybrałam ten środkowy: sobotę, 1 października. Wydrukowałam sobie plan i zaznaczyłam, jakie spotkania mnie interesują (ze względu na ich tematykę), uwzględniając czas wolny dla przejrzenia stoisk. Zacznijmy od spotkań…

Najpierw poszłam na spotkanie z Agnieszką Krawczyk, ponieważ tematem spotkania miał być mini-warsztat pisarski i „rozmowa o tym, jak spełnić marzenia o byciu pisarką na cały etat i nie tylko.” Chociaż do tej pory nie znałam tej pisarki, wiem jedno: na pewno przeczytam jej książki. Do dziś to spotkanie chyba wspominam najlepiej. Pani Agnieszka okazała się pozytywną, ciepłą, z poczuciem humoru kobietą, która wesoło mówiła o swoich książkach i udało mi się wyłapać kilka rad dla początkujących (i nie tylko) pisarzy. Dodatkowym atutem spotkania były… babeczki (podobno własnoręcznie upieczone, ale nie pamiętam już, przez kogo: chyba przez kobiety, które prowadziły spotkanie), kawa, herbata… Taki poczęstunek z samego rana od razu nastawia pozytywnie.

Na kolejne spotkanie zaciągnęło mnie hasło: „szwedzka pisarka”. Co z tego, że nie miałam pojęcia, kim jest Catharina Ingelman-Sundberg oraz byłam pewna, że wywiad będzie w języku angielskim. Uczę się szwedzkiego, lubię ten język (chociaż moja znajomość jest znikoma), to z ciekawości chciałam usłyszeć fragment spotkania. Byłam na całym, ponieważ autorka odpowiadała na pytania w swoim ojczystym języku, więc to była doskonała okazja, żeby posłuchać sobie szwedzkiego. Tłumaczem była… pani magister, z którą miałam szwedzki przez 2 lata na studiach. Same pytania również były interesujące i zainteresowały mnie twórczością pani Cathariny. Podejrzewam, że kupiłabym jej książkę, gdyby nie wydawnictwo, ale o tym za chwilę…

Na kolejne spotkanie wybrałam się ze względu na tematykę podróżniczą. Dzięki książce Wojciecha Cejrowskiego pomyślałam, że spotkanie z innym podróżnikiem, tym razem Mieczysławem „Hajerem” Bieńkiem, może być interesujące. W tym przypadku informacja, że pan Mietek mieszka w Katowicach, jeszcze bardziej mnie zainteresowało. Kiedy spotkanie się kończyło, byłam trochę rozczarowana, że to już. Bieńka słuchało się z takim zainteresowaniem, że mogłabym tam spędzić kilka godzin. Szczególnie dlatego, ze jego opowieści były nie tylko ciekawe, można było się z nich wiele dowiedzieć o innych kulturach, ale również dlatego, że było w nich pełno humoru, więc co chwilę publiczność wybuchała śmiechem. Do tego nawiązania do śląskiej gwary, hmm… Muszę sięgnąć po jego książki, jeśli są one tak zabawne, jak jego opowieści na tym spotkaniu, z pewnością je pokocham.

Tego dnia byłam jeszcze na dwóch spotkaniach: z Anną Kańtoch i Romualdem Pawlakiem oraz z Sekcją Literacką Śląskiego Klubu Fantastyki, do której również należy Anna Kańtoch, dlatego też oba spotkania trochę mieszają mi się w jedno. Aaa no i dlatego, że tematyka była podobna: o pisaniu, tworzeniu, gdzie szukać wsparcia… a jakby inaczej. Myślę, że tematyka spotkań, które mnie zainteresowały Was nie dziwi. Chyba powinnam więcej pisać zamiast chodzić na takie spotkania, ale… muszę przyznać, że z każdego wyniosłam jakieś cenne rady. W każdym razie nie był to czas zmarnowany.

I teraz jeszcze słów kilka, co do samych stoisk. Wiadomo, Targi Książki to świetna okazja, żeby zyskać dużo książek w niższych cenach. Naprawdę mnóstwo wydawnictw wprowadziło świetne okazje i przeceny: książki za 10 czy 15 zł albo 3 książki w cenie 2. Było mnóstwo antykwariatów czy księgarni, które również sprzedawały książki w niższych cenach. W ten sposób do kolekcji zyskałam dwa pierwsze kryminały Rowling (tfu, przepraszam, Roberta Galbraitha :)) i kilka innych książek. Jedynie na kontynuację trylogii Millennium wydałam 20 zł, najdroższa książka, jaką tam kupiłam! I byłam w siódmym niebie (a może piekle?), kiedy na jednym stoisku zauważyłam książkę Marilyna Mansona! Czekała na mnie!
Niestety nie wszystkie wydawnictwa tak to widzą. Byłam… zniesmaczona, kiedy zauważyłam, że wydawnictwo sprzedaje książki w okładkowych cenach albo jedyny rabat, na jaki ich stać to ok. 7 zł (okładkowa cena wynosiła 35 zł, w „promocji” można było ją kupić za  27 zł). Niestety było kilka takich stoisk. Serio? Na więcej was nie stać? Na Targach Książki!? To już zamówienie książki w internecie taniej mi wyjdzie, nawet jeśli muszę do tego doliczyć przesyłkę. Dlatego też nie kupiłam książki Cathariny. Fakt, że mogłabym od razu dostać autograf, ale kupienie książki po okładkowej cenie na Targach Książki nie wchodzi w grę. Det är inte kul!

Podsumowując: spędzenie dnia na Śląskich Targach Książki było fantastycznym pomysłem. Poznałam kilku autorów, z których twórczością na pewno kiedyś zapoznam się bliżej. Wyniosłam również kilka rad i wskazówek, co do pisania, które, mam nadzieję, uda mi się zastosować w życiu. I mam nadzieję, że mnie zmotywują. Oczywiście przyniosłam do domu kilkanaście książek (i postanawiam sobie, ze przez kilka najbliższych miesięcy nie kupię ŻADNEJ książki – z wyjątkiem Harry’ego Pottera, którego właściwie już kupiłam i jakiś prezentów książkowych). I chociaż do Krakowa się nie wybieram, wiem jedno: na przyszłoroczne Śląskie Targi Książki, a mam nadzieję, że się znów odbędą – było tyle ludzi, że muszą się odbyć, nie ma innego wyjścia – NA PEWNO się wybiorę.

Po spotkaniu z szwedzką pisarką poszłam przywitać się z panią magister. Nie mam pewności, czy mnie poznała, ale przyszła też pani profesor, z którą miałam zajęcia na ostatnim roku, która recenzowała moją pracę i potem się u niej broniłam. W jej przypadku mam 100% pewność, że mnie nie rozpoznała i jeśli mi poświęciła chociaż jedną myśl, pewnie taką w stylu: chyba to była moja studentka, ale jej nie pamiętam :)

A tu jeszcze moje zdobycze książkowe:

Reklamy

2 thoughts on “Śląskie Targi Książki 2016 – relacja

  1. Isabelle142 :)

    A ja miałam się wybrać na krakowskie targi, ale prawdopodobnie w ten weekend będziemy wracać do domu, bo to przed samymi Wszystkimi Świętymi :(

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s