Batushka, Bölzer, Behemoth – relacja z koncertu

Tego samego dnia, w którym byłam na Targach Książki (1.10.2016), odbył się długo (przeze mnie) wyczekiwany koncert Behemotha. Ogłoszony został w kwietniu, jeśli dobrze pamiętam, a już pod koniec lipca zaopatrzyłam się w bilet. Spodziewałam się dobrej muzyki i dobrej zabawy, jak 3 lata wcześniej… i czy tak było? Hmm… Tak, bawiłam się świetnie. Ale niestety łażenie przez cały dzień po Targach Książki, a potem 3-godzinny koncert to nie był dobry pomysł…

Pod klub przybyłam jakieś 1,5 godziny przez tym, jak w ogóle zaczęli wpuszczać. Tylko dlatego, że gdy Targi się skończyły, to było za mało czasu, by pójść na seans do kina, a nie opłacało mi się jechać do domu i zaraz potem wracać do Katowic. Nie miałam co ze sobą zrobić, a i chciałam znaleźć się blisko sceny, więc się udałam pod klub. Ku mojemu zaskoczeniu (i uldze) nie byłam pierwsza. Dzięki temu poznałam kilka osób.

Pierwsze atrakcje zaczęły się tak naprawdę o 18… Przyszło „kółko różańcowe”, jak ich nazywam i zaczęli… odprawiać różaniec przed klubem. Pojawiło się trochę wyzwisk ze strony fanów czekających na wejście do klubu, ale na ogół cała sytuacja raczej śmieszyła wszystkich. Szczególnie, że było kilka osób, które podchodziły do „kółka różańcowego” i zaczęło robić sobie zdjęcia na ich tle. Ogólnie rzecz biorąc było dojść spokojnie (chociaż kółko mogło się poczuć trochę osaczone, kiedy tak ludzie przychodzili robić fotki, ale… po co tam w ogóle przychodziło?), jednak i tak przed 19 przyjechała policja. Najpierw pierwsza (i wtedy ludzie zaczęli znów rzucać wyzwiskami, a ochrona klubu starała się ich uspokoić). Jak już zaczęli wpuszczać do klubu, pojawiły się jeszcze 3 wozy policyjne. Zastanawiałyśmy się (ja i osoby, które poznałam w trakcie czekania), czy iść na Batushkę czy może zostać przed klubem i zobaczyć, co się będzie działo (tutaj możecie zobaczyć film nagrany i zmontowany przez „kółko różańcowe”). Miałam okazję wejść jako jedna z pierwszych do klubu, więc skorzystałam z tej okazji.

Z powodu naciągniętego mięśnia postanowiłam wejść na balkon. Bałam się, że pod sceną tak ludzie będą się cisnąć na przód, że będę umierać z bólu, jak ktoś mi przywali w ten bolący mięsień (na plecach, więc ryzyko było ogromne). I patrząc na to wszystko z góry cieszyłam się, że ją wybrałam. Stałam blisko sceny i na wszystko miałam widok z innej perspektywy. To było coś innego niż stać bezpośrednio pod sceną, ale jednocześnie nadal koncert był niesamowitym przeżyciem. Prawdę mówiąc podczas następnych koncertów będę mieć dylemat, które miejsce wybrać. Za górą dużo przemawia fakt, że było tam mało ludzi, więc nikt na mnie nie napierał z tyłu, miałam świeże powietrze i świetną widoczność.

Batushka rozpoczęła swój występ o ok. 19:30. Nie wiem, ile ludzi ochrona zdążyła wpuścić w tym czasie, ale wydaje mi się, że nie wszystkim udało się wejść na czas. A co za problemem było wpuszczać ludzi wcześniej? Co za różnica, czy oni są już w klubie czy czekają na zewnątrz? W każdym razie nazwanie występu Batushki „koncertem” to spore niedopowiedzenie. To był spektakl. Muzyka zespołu jest utrzymana w otoczce prawosławia. Na scenie to jeszcze bardziej pokazali: wszystkie świece, obrazy itp. itd. Oni nie przejmowali się publiką, tylko robili swoje. Podejrzewam, że brakowałoby mi tego kontaktu ze słuchaczami, ale patrząc na zamaskowanych członków zespołu (tak właściwie nie wiadomo, kto gra w tym zespole) w długich szatach (przypominające kościelne czy klasztorne), którzy odgrywali ten cały spektakl, czułam się, jakbym oglądała przedstawienie w teatrze i nie brakowało mi tej interakcji. No i jakiś szczęśliwiec wyszedł z koncertu z czymś, co rzucił wokalista zespołu. Nie wiem, co to było, z daleka przypominało różaniec :)

Po przerwie trwającej ok. pół godziny na scenę wyszedł szwajcarski zespół Bölzer. Czytałam, że już zdobyli sławę w metalowym świecie, chociaż jeszcze nie wydali swojej płyty (jest zaplanowana na listopad tego roku). Byłam ciekawa zespołu, który wydał ledwie demo i dwie EP, a już wyruszył w trasę koncertową z Behemothem. Zdumiało mnie, że w zespole są zaledwie dwie osoby: na scenie był tylko perkusista oraz wokalista, który również grał na gitarze. Co prawda nie dorównali ani Batushce ani Behemothowi, ale dali radę. Było to na pewno ciekawe przeżycie i dobrze słuchało się ich muzyki. Do tego stopnia, że jeśli nie zapomnę, to przesłucham ich studyjny album, jak już zostanie wydany.

Potem znów nastąpiło pół godziny przerwy i na scenę wyszedł Behemoth. I tutaj muszę uzupełnić mój wstęp: Dlaczego ten koncert po tych targach książki nie był dobrym pomysłem? Byłam tak zmęczona, że jak już Behemoth był na scenie i zaczynał swoje show, nie miałam sił na nic innego niż stanie na balkonie, przyglądanie się temu, co się dzieje na scenie i właściwie nawet nie byłam w stanie się poruszać. Chyba wpadłam w jakiś trans i nawet nie bardzo ruszało mnie to, jak Nergal czy Orion patrzyli w moją stronę (znaczy się w moją i ludzi wokół mnie). Szczególnie ten pierwszy rzucał trochę więcej spojrzeń. Chyba wyglądałam tak, jakby mi się koncert nie podobał, a był świetny. Nie zabrakło ognia, dymu, czarnego konfetti czy sztucznej krwi… To taki standard na ich koncercie :)

Batushka zrobiła na mnie większe wrażenie, bo na Behemocie już praktycznie spałam. No i Behemoth nie zagrał mojej ulubionej piosenki „Lucifer” :( Ale zagrali kilka starszych utworów. I teraz w Internecie krążą dwa filmiki z koncertów Behemotha, na których mnie widać: z 2013 roku z „Lucifera” właśnie, jak wymachiwałam moimi długimi włosami w rytm muzyki. I z tego roku, jak stoję na balkonie jak w transie i nie jestem w stanie się poruszyć:

Fuckin' a Katowice!!!🎶👿👍🏿

A post shared by Adam Nergal Darski (@nergal69) on

Ja to ta z tymi zwisającymi rękami :)

Dzięki temu koncertowi poznałam wspaniały zespół Batushka oraz Bölzer, któremu warto dać szansę. Cieszę się, że w tym roku były fajne supporty, bo te 3 lata temu raczej nie przypadły mi do gustu (nawet nie pamiętam już, kto wtedy występował). Koncert Behemotha to niesamowite przeżycie i jestem pewna, że pójdę na niego, jak tylko będę mieć okazję i możliwość. Jeśli spodobała Wam się ich muzyka, polecam ich na żywo.

A ja mam małą nauczkę, żeby w dniu koncertu przede wszystkim się wyspać i oszczędzać siły na wieczór :)

Reklamy

One thought on “Batushka, Bölzer, Behemoth – relacja z koncertu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s