Filmy #28

Ostatni post poświęcony filmom opublikowałam miesiąc temu. Październik był miesiącem, w którym wiele rzeczy mi się po prostu nie chciało. Nawet nie chciało mi się chodzić do kina – zdarzyło mi się to chyba pierwszy raz odkąd mam Unlimited. Ciekawe, jak pod tym względzie minie mi listopad… ale już pod koniec przyszłego tygodnia wchodzi nowy „Pitbull”, na który KONIECZNIE muszę się wybrać, a tydzień później… „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, na które czekam jeszcze dłużej niż na „Pitbulla” :)

Sekretne życie zwierzaków domowych (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Od pierwszego momentu, w którym zobaczyłam zwiastun, wiedziałam, że to animacja, którą muszę zobaczyć. Zwiastun zapowiadał zabawną bajkę z uroczymi (w większości) zwierzakami i na szczęście się nie zawiodłam. To urocza opowieść o zwierzakach, głównie psach, ale pojawiają się tu również koty, kanarek, sokół (zabijcie mnie, ale nie pamiętam, czy to był właśnie ten gatunek ptaka, w każdym razie jakiś drapieżca) i wiele innych…

Podczas całej bajki pojawia się masa zabawnych scen i dialogów, podczas których pękałam ze śmiechu. Moje serce i tak najbardziej skradł pudel Leoś, który niestety pojawiał się tylko epizodycznie, ale za to sceny z nim najbardziej zapadły mi w pamięć (już w zwiastunie jest jedna z nich i chyba ona wyjaśnia, dlaczego tego pudla tak kocham. Nie dość, że mam słabość do pudli, to jeszcze gatunek muzyczny, jakiego słucha…), a ostatnia scena to po prostu mistrzostwo.

„Sekretne życie…” nie jest arcydziełem i na pewno nie zasługuje na miano „najlepszej bajki”. Nawet w tym roku były lepsze animacje. Głównymi zarzutami w stosunku do niej to dość przewidywalna fabuła (aczkolwiek były elementy, które mnie zaskoczyły) czy było kilka momentów, w których widz zaczynał odczuwać nudę. Mimo to polecam, jeśli ktoś lubi wesołe animacje ze zwierzętami w roli głównej, bo jest naprawdę urocza. Niestety też boleśnie przypomniała mi, jak bardzo chciałabym mieć psa (albo inne zwierzątko, które można przytulić, aczkolwiek pies jest najbliższy mojemu sercu) i przez kilka godzin nie mogłam przestać myśleć o moim byłym psie oraz tym, którego chciałabym mieć, a póki co nie mam na to szans.

Jeszcze przed premierą tej bajki w Polsce dowiedziałam się, że podobno już trwają prace nad kontynuacją. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej… boję się, że ona nie będzie dobra. już tutaj mamy nie do końca wykorzystany potencjał, więc czy twórcom uda się stworzyć coś równie dobrego? Czas pokaże. „Sekretne życie zwierzaków domowych” oceniłabym na 7, ale za Leosia dam jedną gwiazdkę więcej :) 8/10

Ostatnia rodzina (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Odkąd piszę opinie czy wcześniej recenzje nt. obejrzanych filmów, nigdy nie miałam takiego problemu z napisaniem kilku słów, jak w przypadku „Ostatniej rodziny”. Zabierałam się za pisanie kilka razy, ale nigdy nie potrafiłam spisać swoich myśli, prawdę mówiąc, wątpię, żeby udało mi się to teraz. Wszystko przez to, że nawet nie wiem, co mam o tym myśleć.

Film sam w sobie nawet mi się podobał. W ten sposób podana historia rodziny Beksińskich wciąga, przynajmniej z początku. Niestety gdzieś w drugiej połowie filmu zaczyna on nużyć. Postarano się, by wszystko wyglądało jak najbardziej realistycznie – nawet do archiwalnych nagrań wklejono twarze aktorów (i dzięki temu komuś takiemu jak ja, kto nigdy nie interesował się tą rodziną, nie oglądał archiwalnych nagrań itp. jest trudno stwierdzić, co zmanipulowano, a co nakręcono do filmu tak, by wyglądało na archiwalne nagranie). Laik jak ja mógł stwierdzić to na podstawie fragmentu programu „Wywiad z wampirem”. W kinie przez chwilę myślałam, że Dawid Ogrodnik naprawdę wygląda jak Tomasz Beksiński. Ale nie, nie wygląda. Wystarczy wyszukać w/w wywiad w YouTube.

Ponieważ nie znam historii Beksińskich, nie wiem, jacy byli, a w każdym razie jak różne źródła ich opisują, trudno mi się odnieść do przedstawienia postaci. Właściwie one zostały tak przedstawione, szczególnie Tomasz i Zdzisław, że film wydaje mi się niewiarygodny. I chyba ten przymiotnik najlepiej opisuje całość, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Jednak mimo to dobrze się ogląda. 7/10

Dziewczyna z pociągu (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Czekałam na ten film od jakiegoś czasu. Każdy z Was pewnie słyszał o książce (albo ekranizacji) i prawdopodobnie wie, że budzi ona różne opinie. Niektórzy są zachwyceni książką (ja się do tych osób zaliczam, wkrótce opublikuję moją opinię), ale wielu ludzi uważa, że to rozreklamowany gniot. I kto ma rację? No cóż, pewnie wiele zależy od gustu czytelnika.

Z filmem jest podobnie. Pojawiają się opinie, że jest beznadziejny. Wiele osób pisze, że właściwie nie jest zły i jest znacznie lepszy od książki. Mnie osobiście książka bardziej się podobała. Głównie dlatego, że bardziej mnie zaciekawiła, a podczas filmu był moment, w którym zaczęłam się nudzić (tuż przed nastąpieniem scen, w których wszystko się wyjaśnia i które zdecydowanie są najciekawsze – ale to się tyczy zarówno książki jak i filmu :)). Kilka rzeczy pozmieniano. O ile zmiana wątku pobocznego z Marthą wypadła na korzyść (świetnie to przedstawiono, żałowałam, że w książce tego tak nie rozegrano), to jednak zmiana wątku np. z rudym mężczyzną mnie rozczarowała.

Jeśli chodzi o główne bohaterki, Rachel lubię w obu wersjach. Spodobała mi się Emily Blunt w tej roli. Szczególnie w pamięci zapadła mi scena, kiedy pijana kobieta rozmawia z obcą kobietą o dziecku. Anna lepiej „wypadła” w filmie, tu ją nawet polubiłam, chociaż w książkowej wersji jej nie znosiłam. Natomiast Megan została jakoś „spłaszczona”. Teoretycznie to najważniejsza postać, tuż za Rachel, ale w filmie tego nie odczuwamy. Poza tym była jakaś taka… irytująca.

„Dziewczyna z pociągu” nie jest złym filmem. W każdym razie ta historia, jak na taką zawierającą zagadkę kryminalną, jest dość nietypowa: alkoholiczka bawiąca się w detektywa. Warto to zobaczyć chociażby dla Emily, która świetnie poradziła sobie z tą rolą. Nawet jeśli nadal jest za chuda ;) No i rozbawiła mnie jedna scena, podczas której Rachel miała problem z pomalowaniem ust szminką, ponieważ tak bardzo trzęsły jej się ręce, ale… na oczach miała namalowane idealnie równe kreski :) 7/10

Prosta historia o morderstwie (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Chociaż z początku historia wydaje się być skomplikowana, ostatecznie okazuje się, że jest całkiem prosta. Młody policjant próbuje uratować swoją matkę i braci przed despotycznym ojcem – również funkcjonariuszem – zamieszanym w nielegalne interesy. Niestety matka nie ułatwia mu tego zadania, a jakiś czas później jego rodzice zostają zamordowani we własnym domu.

Z początku film wydawał mi się chaotyczny, ponieważ zostały ukazane dwie osie czasowe. Na samym początku mamy scenę, podczas której syn wchodzi do domu rodziców, kilka godzin po ich śmierci, w którym jest już wielu policjantów. Później mamy przeskok w przeszłość o jakieś kilka tygodni czy miesięcy, gdzie widzimy, że młody dopiero zaczyna pracę w policji. Całość najbardziej skupia się na czasie, który trwał od rozpoczęcia pracy jako policjant, aż do śmierci rodziców. Widz poznaje całą rodzinę i ich problemy, i tylko on wie, jak to się skończy. Między tymi scenami oczywiście pokazano, co się działo po morderstwie, ale aż do samego końca film nie zdradza, kto był podejrzanym policjantów, ani przede wszystkim: kto zabił. W każdym razie to przeplatanie dwóch osi początkowo wydawało mi się chaotyczne, jednak z czasem nie tyle przyzwyczaiłam się do tego, co uważam, że to świetny sposób pokazania tej historii.

„Prosta historia o morderstwie” zawiera kilka zaskakujących elementów, jednak najbardziej zaskoczyło mnie rozwiązanie. W życiu bym nie odgadła, jak doszło do tego morderstwa i kto tak naprawdę jest sprawcą. Tutaj wielkie gratulacje dla twórców. Poza tym było też kilka zabawnych scen, a całość wciągała. Mnie osobiście film bardzo przypadł do gustu i jeśli lubicie zagadki kryminalne czy thrillery, to zdecydowanie Wam polecam. 7/10

Reklamy

3 thoughts on “Filmy #28

    1. Rbl fleur (Rblfleur)

      Tak coś właśie czytam o tobie 101 about me i widzę, że mamy sporo wspólnego xD Ja też słuchałam TH – oczywiście miałam pokój cały w ich plakatach i wzdychałam także do Billa, Lafee i Oomph! jak byłam małolatą xD

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s