Filmy #29

Znów zaczęłam pochłaniać filmy, prawie jeden po drugim, a weny żeby napisać opinie jakoś brak. W końcu się zebrałam i przedstawiam Wam 4 filmy, które obejrzałam na przełomie października i listopada :) Kolejne opinie, w tym o „Pitbullu” czy „Fantastycznych zwierzętach” – dwóch premierach, na które czekałam tyle czasu, już wkrótce. Mam nadzieję ;)

Osobliwy dom Pani Peregrine (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Na najnowsze dzieło Tima Burtona czekałam kilka czy kilkanaście tygodni, a kiedy w końcu weszło do kin zwlekałam chyba 2 czy 3 tygodnie, zanim ostatecznie wybrałam się na seans. Wszystko przez to, że w październiku nie miałam ochoty ruszać się z domu. Na szczęście w końcu udało mi się wybrać na „Osobliwy dom Pani Peregrine”.

Film nie jest arcydziełem, ale przedstawia ciekawą opowieść. Dla mnie jego oglądanie było przyjemnością, z pięknymi zdjęciami (tu myślę głównie do tytułowym domu) oraz szczególnie spodobały mi się polskie akcenty, które z pewnością każdy widz zauważy (nawet jeśli ogląda film z dubbingiem, jednak prawdziwą gratkę stanowi fakt, że w oryginale dziadek głównego bohatera nazywa go „tygrysku” – tak, wymawia to słowo po polsku).

Oczywiście można się przyczepić do wielu rzeczy, nie do końca podobał mi się wątek ze złymi bohaterami, a właściwie ich wygląd czy ogólne przedstawienie tych postaci. Za to jestem zachwycona Evą Green, od której nie mogłam oderwać wzroku. Bardzo polubiłam również postać, którą zagrał Asa Butterfield – pewnie również dzięki temu, że bardzo lubię tego aktora (nigdy nie zapomnę jego roli w „Przygodach Merlina” :)).

Ogólnie mówiąc, jeśli ktoś lubi bajkowe, fantastyczne klimaty, polecam „Osobliwy dom Pani Peregrine” :)  7/10

Czarownica (2014)

Zobacz na Filmweb.pl

Pamiętam, jak ten film wchodził do kin, bo dużo rozpisywano się o Angelinie Jolie i przede wszystkim widziałam zdjęcia promocyjne. Jednak wtedy jeszcze nie byłam taką kinomaniaczką, jak dziś, więc „Czarownicę” obejrzałam dopiero teraz.

Osobiście jestem zachwycona tą opowieścią. To naprawdę ciekawe, inne spojrzenie na to, kim naprawdę była czarownica ze „Śpiącej królewny”, co nią kierowało i jakie wydarzenia ją zmieniały. Niesamowita postać, niesamowita historia i świetne zakończenie. Szczególnie spodobała mi się scena z pocałunkiem „prawdziwej miłości”.

Kto jeszcze nie widział, powinien to nadrobić. Pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, ale ja jestem zachwycona. 8/10

Doktor Strange (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Być może niektórzy z Was wiedzą, że jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu moim ulubionym superbohaterem – i co najważniejsze: jedynym którego lubiłam – był Batman. Dzięki Cinema City Unlimited i IMAX zdecydowałam się pójść na „Deadpoola”, który otworzył mnie na inne komiksowe postacie. Ponieważ „Doktor Strange” zapowiadał się interesująco i zagrała w nim Tilda Swinton – musiałam to zobaczyć.

I zobaczyłam. Dwa razy. A wiecie, dlaczego (ci, którzy mnie śledzą na Twitterze, wiedzą)? Bo po obejrzeniu doktorka złapałam fazę na Benedicta Cumberbatcha (fragment wywiadu, w którym mowa jest o programie dokumentalnym, w którym Benedict miał problemy z powiedzeniem „penguin” obejrzałam chyba 10 razy. Sami zobaczcie, padniecie ze śmiechu: i zobaczcie do końca! Tutaj). A że „Dr Strange” to połączenie dwóch z moich ulubionych filmowych/serialowych motywów: dr House’a (znaczy się… medycyny) i magii, nie mogłam powstrzymać się przed ponowną wizytą w kinie (właściwie dlaczego miałabym się powstrzymywać? :))

Benedict, Rachel McAdams i Tilda spisali się świetnie. Z wszystkich bohaterów tych zagranych przez tę trójkę lubię najbardziej, chociaż nie są oni idealni (no dobra, zbyt wielu wad Catherine raczej nie poznaliśmy. O ile jakąkolwiek?). Jak dla mnie to głównie oni tworzą dla mnie ten film, a reszta jest tylko tłem. Czarne charaktery są takie „pospolite”, fabuła to standardowo walka dobra ze złem, ale poza dobrymi aktorami „Doktor Strange” ma więcej zalet. Do nich przede wszystkim zaliczają się efekty specjalne (w każdym razie większość z nich) i elementy humorystyczne, których jest mnóstwo. A moja ulubiona scena, jak płaszcz ociera łzy doktorowi podobno została wymyślona przez Benedicta (w ogóle kocham ten płaszcz, jest genialny).

Podsumowując: chociaż fabuła nie powala swoją genialnością i ma mnóstwo elementów „wtórnych”, film ma mnóstwo zalet, które zwiększają jego atrakcyjność, dzięki czemu oglądanie go jest przyjemnością i nie nudzi. Poza tym powinny go obejrzeć (przynajmniej pierwsze kilkanaście minut) osoby, które piszą sms-y czy przeglądają coś na telefonie w trakcie prowadzenia samochodu – powinni to pokazywać na kursie prawa jazdy! No i jeśli chodzi o mnie, „Doktor Strange” zachęcił mnie do zapoznania się z komiksami o superbohaterach (chociaż wiem, nigdy nie będę jak Benedict Cumberbatch (:: 9/10

Za niebieskimi drzwiami (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

„Za niebieskimi drzwiami” jest filmem dla dzieci. Wybrałam się głównie dlatego, że chwalono go za efekty specjalne. Jak na polską kinematografię, faktycznie, postarano się. Niestety jeśli go porównać z zagranicznymi produkcjami (nie koniecznie z Hollywood), nadal mu do nich daleko. Ogólnie te efekty były… dziwne i nie jestem pewna, czy mi się podobały. Kolorowa łąka nie bardzo przypadła mi do gustu, jedynie las wyglądał naprawdę interesująco.

Sama historia niestety również nie jest tak świetna, jak się zapowiada. Film z pewnością ma walory edukacyjne, uświadamia co nie co w kwestii śpiączki, na której film się koncentruje. Dodatkowo „wspomniany” został rak (właściwie nie dosłownie uwaga spojler: w jednej z ostatnich scen widzimy łysą ciotkę Łukasza, a później otrzymujemy informację, że ona dawno umarła, więc na tej podstawie możemy przyjąć, że właśnie na raka.). To z pewnością plus całej historii, niestety nie została ona napisana tak ciekawie, jak mogłaby być i dłuży się. Szkoda, bo film naprawdę miał ogromny potencjał, niestety nie został on wykorzystany.

Jeśli chodzi o „dorosłą” obsadę, spodobała mi się Ewa Błaszczyk jako ciotka Łukasza czy Magdalena Nieć w roli matki. Z pewnym sentymentem patrzyłam na Teresę Lipowską (gdzie te czasy, kiedy oglądałam „M jak miłość”? :)) i szkoda, że tak właściwie nie mogłam się nacieszyć Michałem Żebrowskim – chyba dopiero po obejrzeniu filmu dowiedziałam się, że to on grał jedną z postaci (na plakacie możecie zobaczyć, dlaczego nie da się go rozpoznać :)). Niestety jeśli chodzi o dzieci Dominik w roli Łukasza w drugiej połowie filmu zaczął mnie męczyć i irytować, reszta dzieciaków też mnie nie zachwyciła, a właściwie całość opiera się głównie na nich. 6/10

Reklamy

2 thoughts on “Filmy #29

  1. Ania

    Osobliwy dom Pani Peregrine obejrzę z przyzwyczajenia do oglądania wszystkiego, co wypuszcza Tim Burton. Może nie do końca, bo wydaje mi się, że przedstawiona historia jest na tyle ciekawa, że broni się sama i nie potrzebuje do tego nazwiska Burtona. No zobaczymy ;)

    Czarownicę uwielbiam, Angelinę Jolie uwielbiam i piosenkę Lany, która pojawia się w filmie też uwielbiam :D

    Pozdrawiam, Namuzowani

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s