#49 i #50/2016

Ponieważ w zeszłym tygodniu opublikowałam tylko relację z koncertu, dziś zapraszam na „podsumowanie” dwóch ostatnich tygodni :)

Ciąg dalszy porządków w szkicach, w których czekała Ewa Farna :)

 Ewa Farna „Inna” (2015)

Zobacz na Wikipedii

Osobiście uważam, że Ewa jest jednym z najlepszych głosów na scenie muzycznej. Do dziś pamiętam koncert, na którym była chora, a i tak zaśpiewała świetnie, o wiele lepiej od piosenkarki, która wystąpiła po niej… Od kilku lat śledzę jej karierę i chociaż nie każdy jej utwór uwielbiam, jest wiele takich, od których nie mogę się wciąż uwolnić, nie ważne, jak stare już są…

Chociaż najbardziej czekam na naprawdę „rockowe” wcielenie Ewy (mam nadzieję, że się doczekam!), kiedy tylko dowiedziałam się, że zamierza wydać coś w „jazzowych” klimatach, byłam ciekawa, jak będą brzmieć nowe aranżacje jej utworów. Niestety trochę rozczarował mnie ich wybór. Początkowo byłam negatywnie nastawiona do „Śmiej się”. Na szczęście w „innej” wersji brzmi uroczo, nawet infantylny tekst tak nie razi jak w oryginale. Tak samo w przypadku „Znak”, ten utwór wiele zyskał w tej wersji. Aranżacja jest tak niesamowita, że wciąż do niego wracam i nie mogę się uwolnić. Również przynudnawe „Nie przegap” wiele zyskało i stało się jednym z najlepszych utworów na tej płycie. Niestety „Poradnika dla początkujących” nic nie jest w stanie uratować… I chociaż  to brzmi lepiej niż na „Winnej”, to wciąż zadaję sobie pytanie: Co to tutaj robi? Brrr.

Jak już wspomniałam, często wracam do „Znak”. Poza tym uwielbiam „inną” wersję „Cicho” – do tego stopnia, że trudno mi powiedzieć, która wersja utworu jest lepsza oraz „Bez łez” – to są absolutnie najlepsze utwory na tym krążku. Warto na niego poświęcić kilka minut życia.

„Tajna misja” jest lekka i przyjemna, ale nie odkrywcza. Ot tak, wlatuje jednym uchem, drugim wylatuje. „Ewakuacja” jest urocza, ale bardzo delikatna. Czasami myślę, że wręcz za delikatna i brakuje w niej „ognia”. „La la laj” niby jest fajne, ale to jedyny utwór z „Innej”, który wolę w oryginalnej wersji…

A co z nowymi utworami? Osobiście zakochałam się w motywującym „Tu”, które nucę sobie od miesięcy. „Na ostrzu” szybko wpada w ucho, a pozostałe dwie? Słucha się miło, ale na długo nie zostają w pamięci. 4+/5


W ciągu dwóch ostatnich tygodni niestety widziałam tylko 2 filmy. Jeden z nich to „Sully”, o którym już Wam wspomniałam. Tym razem zobaczyłam go w IMAXie i naprawdę lepiej się go ogląda na większym ekranie. A drugim jest…

Kubo i dwie struny (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Lubię oglądać bajki dla dzieci. Z listopadowych i grudniowych propozycji najciekawszą wydawał mi się Kubo, dlatego w końcu udało mi się na niego wybrać. Przedstawia on ciekawą historię jednookiego chłopca, który musi się ukrywać przed wrogami, a potem odnaleźć magiczną zbroję złożoną z 3 elementów, bo tylko ona zapewni mu przeżycie.

Historia jest ciekawa i ma naprawdę ogromny potencjał, jednak niestety nie do końca wykorzystany. Wrogowie, jakich Kubo musiał pokonać, by zdobyć zbroję nie byli zaciekawi, szczególnie ten „broniący” drugiego elementu. Jednakże duży plus za „brutalność”, która tak rzadko zdarza się w bajkach dla dzieci. Podczas jednej z pierwszych scen pokazano jak mama Kubo uderza głową w podwodną skałę i widać krew; chłopiec nie ma jednego oka, ponieważ ktoś mu je ukradł i chce ukraść również drugie. Pojawia się śmierć, umierają ważni dla Kubo ludzie. Sam fakt, kim jest główny wróg chłopca jest zaskakujący. Za to zakończenie, choć z jednej strony tak smutne, to jest jednocześnie wzruszające. Tak, ta historia, choć z niewykorzystanym potencjałem, jest godna uwagi.

Niestety mam wrażenie, że większość tego, co twórca chciał przekazać widzowi została przekazana w dialogach za pomocą słów. Miałam wrażenie, że w wypowiedziach bohaterów było za dużo patosu. Uwierzcie mi: prawie nigdy na to nie narzekam, bo ja lubię tego typu wypowiedzi, sentencje itp. itd. Tutaj nawet dla mnie było tego za dużo.

Grafika również mnie nie przekonała. Jest specyficzna – po seansie dowiedziałam się, że film zrealizowano za pomocą kukiełek, tak jak kiedyś powstawało wiele bajek. Niestety chyba za bardzo przyzwyczaiłam się do nowoczesnej animacji, by w pełni docenić tę w Kubo.

I na koniec jedna zaleta: Bardzo podobają mi się elementy kultury japońskiej. Budynki, ubrania, wygląd bohaterów i sam fakt występowania samurajów sprawiło, że przyjemniej oglądało się tę bajkę, ale i tak dużo brakuje, bym mogła się zachwycić. 6/10


Twilight

Podejrzewam, że nie każdy wierzy w zapewnienia naukowców i lekarzy, że światło z ekranu komputera czy innych urządzeń utrudnia nam zasypianie, dlatego zaleca się, żeby z nich nie korzystać min. godzinę przed pójściem spać. Sama w to nie wierzyłam, gdybym sama nie zauważyła negatywnego wpływu tego światła na mój organizm… Aplikacja, bez której nie potrafię żyć minimalizuje ten negatywny wpływ. Ale to nie jest głównym powodem dla mojej miłości – znacie ten ból wieczornego/nocnego korzystania z tabletu albo smartfona, kiedy ekran nas wręcz oślepia i powoduje ból oczu, a zmniejszenie jasności do minimum nie wiele pomaga? Twilight świetnie rozwiązuje i ten problem!

Za pomocą tej aplikacji możemy jeszcze bardziej zaciemnić ekran oraz, co ważniejsze, nałożyć czerwony filtr, dzięki któremu ekran staje się łagodniejszy dla naszych oczu (i podobno minimalizuje negatywny wpływ światła na sen). Sami możemy ustawić odcień i intensywność koloru, a dzięki ustawieniu swoich współrzędnych geograficznych, aplikacja sama stopniowo wieczorem nakłada filtr, w takim stopniu, że jest to ledwie zauważalne. Oczywiście godziny działania filtru można ustawić ręcznie, ale nigdy nie czułam takiej potrzeby.

Przez pierwsze kilka dni może przeszkadzać to czerwone zabarwienie ekranu, ale potem nie zwraca się na to uwagi. Wręcz brakowałoby mi tego wieczorem. Kocham tę aplikację i dziś nie wyobrażam sobie korzystania z urządzenia mobilnego, na którym by jej nie było. Zdecydowanie poprawiła komfort korzystania z telefonu czy tabletu i mogę Wam ją tylko polecić :)

Edit: Podobne aplikacje można znaleźć również na komputer, jedną z najpopularniejszych (z której i ja korzystam) jest f.lux :) Została stworzona zarówno na Linuxa, jak i na Windowsa :)

Czy macie czasami ochotę posłuchać audiobooka np. po angielsku w ramach treningu językowego? Dzięki „Przygodom Sherlocka Holmesa z angielskim” dowiedziałam się o stronie librivox.org z której możecie pobrać darmowo audiobooki w różnych językach. Nie sprawdzałam dokładniej oferty audiobooków, ponieważ interesował mnie tylko Sherlock Holmes – i jeśli chodzi o niego odnalazłam aż 4 wersje audiobooka! Dlatego myślę, że warto tam zajrzeć :)

W tym „dziale” póki co piszę tylko o Benedictcie Cumberbatchu, więc poniekąd zostaję w temacie, ale też nie do końca. Jak pewnie większość z Was wie, Benedict jest znany przede wszystkim z serialu „Sherlock”. Mam go dopiero w planach, ale widziałam i polecam Wam „Sherlock Parody” stworzoną przez Hillywood Show. Od lat lubię Hannah i Hilly Hindi, które tworzą Hillywood Show. Moje serce skradły za sprawą „Twilight Parody„, do której lubię czasem wracać, pamiętam jak byłam nią oczarowana, jaka wydawała mi się porządnie zrobiona i pomysłowa. Ale jeśli porównać parodię „Zmierzchu” do parodii „Sherlocka” to ta pierwsza wydaje się taka amatorska… To wspaniałe dla mnie, widza, obserwować jak dziewczyny rozwijają się przez lata, są bardziej profesjonalne, a ich najnowsze dzieła są zrobione na naprawdę wysokim poziomie. „Sherlock Parody” ogląda się z taką przyjemnością, że w sumie widziałam to już kilka razy i pewnie nie raz do tego wrócę. Polecam również making of, siostry są tak zabawne, że godzina szybko zlatuje :) i gdyby nie making of nie wiedziałabym, że jedną z ról zagrał Chris Rankin, znany przede wszystkim z roli Percy’ego Weasleya :)

Przez najbliższy czas pewnie będę tu pisać przede wszystkim o skokach narciarskich. Niestety w sobotę 10.12 nie mogłam oglądać, ponieważ byłam w drodze na koncert Davida Garretta. Śledziłam na bieżąco wyniki w internecie oraz relację na onecie, ale to nie wystarczyło, żeby naszym przynieść szczęście. Natomiast w niedzielę już widziałam i… Kamil Stoch wygrał konkurs pierwszy raz od miesięcy, a Maciej Kot zajął 2 miejsce – to był jego pierwszy raz na podium! Tylko kilka razy w historii polskich skoków narciarskich zdarzyło się, że dwóch Polaków było jednocześnie na podium! Po prostu muszę oglądać skoki, szczególnie jeśli dodać fakt, że wszyscy polscy skoczkowie dostali się do drugiej serii i Aleksander Zniszczoł zdobył swoje pierwsze punkty. Niestety Piotr Żyła został zdyskwalifikowany, ale spuśćmy na to kurtynę milczenia…

To było Lillehammer, a co z Engelberg? W sobotę znów nie oglądałam – tym razem wycieczka do Wiednia… Niestety po powrocie do Polski aż bolało oglądanie wyników, właściwie wolę o nich nie pamiętać. Na szczęście mogłam w niedzielę zobaczyć i przynajmniej udało się Kamilowi skoczyć na drugie miejsce :) Nawet pobił rekord, szkoda tylko, że kilka minut później nowy rekord ustanowił Domen Prevc… a później i Daniel Tande miał na to szanse, ale biedak się nie utrzymał po lądowaniu. I tak jestem pełna podziwu, że tylko się podparł, a tyłka nie potrzaskał…

W każdym razie podsumowując… oba weekendy pokazały to, co pisałam ostatnio: Kiedy oglądam skoki, przynoszę szczęście naszym zawodnikom. Co prawda niekoniecznie wszystkim, ale przynajmniej jednemu… :) A teraz długie oczekiwanie do Turnieju Czterech Skoczni… Może uda się drugi raz w historii wygrać Polakowi? :)

No i mój tatuaż w końcu jest gotowy :) Jeszcze pół roku temu miałam takie nieudane coś. Po jednym laserowym zabiegu usuwania, który nieznacznie rozjaśnił tusz, nadszedł czas na coverowanie. Postanowiłam zaszaleć i od razu zrobić całe przedramię. Póki co mam 5 róż: 4 czerwone i 1 czarną, w sumie chciałabym mieć ich 26. We wstędze pojawia się napis inspirowany utworem LaFee „Ring Frei”:

Ich werde nie aufgeben
es ist noch nicht vorbei
jetzt kannst du was erleben

Pl. Nigdy się nie poddam
to jeszcze nie koniec
jeszcze możesz coś przeżyć.

Elementy literek R i g oraz w całości F były inspirowane znakiem rozpoznawczym LF. Jak Wam się podoba to dzieło? Ja jestem nim zachwycona i mega szczęśliwa, że znalazłam świetną tatuażystkę, która zrobiła mi to małe arcydzieło. Teraz jeszcze musi się zagoić, a wierzcie mi: swędzenie, gdy schodzi skóra z tatuażu jest o wiele gorsze niż ból podczas tatuowania. W każdym razie to moje osobiste odczucie, bo jestem dość odporna na ból, do tego stopnia, że gdy tatuażystka nakładała kolory tusz na moją rękę, ja kolorowałam kolorowankę, którą przypadkiem miałam ze sobą :)

Reklamy

6 thoughts on “#49 i #50/2016

  1. Rbl fleur (Rblfleur)

    Nie lubię Ewy… bo wielu ludzi uważa, że jestem z wyglądu do niej podobna. No chyba raczej ona do mnie, bo to ja pierwsza się urodziłam :D Co do tej bajki – oglądałam, z ciekawości, bo widziałam gdzieś tam trailer. Parę momentów śmiesznych było. I pomimo tej kultury japońskiej, którą także bardzo lubię, nie zrobiła na mnie wrażenia.
    Tatuaż fajny, chociaż ja bym sobie nigdy takiego nie zrobiła. Nie jest w moim typie, nie lubię kwiatów i kolorowych wzorów. Ważne, że TOBIE SIĘ PODOBA i jesteś zadowolona. Zgodzę się z tobą w jednym – swędzenie jest o wiele gorsze niż ból! Chociaż jak ja sobie robiłam to nie czułam żadnego bólu. Aż sam tatuażysta był zdziwiony xD.
    Wesołych świąt :)

    Odpowiedz
  2. Ania

    Przepiękny tatuaż! Wspaniałe kolory i super znaczenie.
    Dzięki za apkę. Naprawdę się przyda bo zawsze siedzę do późna przed kompem/telefonem.

    Pozdrawiam, Namuzowani

    Odpowiedz
  3. Isabelle :)

    Librivox odkryłam niedawno, dzięki niemu szybciej zleciała mi jedna z podróży do Krakowa, kiedy w słuchawkach zapuściłam pobraną wcześniej „Moralność Pani Dulskiej” :) Czytać w trasie za bardzo nie mogę, więc audiobooki to w takiej sytuacji wręcz wybawienie. Chociaż jakość tych nagrań była różna i czasem ledwo mogłam zrozumieć, co mi się czyta.
    26?! Czy Ciebie Bóg opuścił? Ty się chcesz od pięt do czubków uszu wytatuować czy jak?! O.o

    Odpowiedz
    1. Inna_odInnych Autor wpisu

      Jakość jest różna, bo z tego, co widziałam, to jest to dla „amatorów”. Więc nawet ja mogłabym przeczytać książkę i tam wrzucić. Jeden Sherlock był tragiczny (słuchałam fragmenty wszystkich 4 wersji), ale pozostałe wydają się dość ok. W końcu wybrałam jeden, ale jeszcze nie przesłuchałam nawet pierwszego opowiadania. W grudniu coś mi nie szło zaglądanie do Sherlocka czy w ogóle języków obcych.
      Bez przesady :P Ale chcę ręce, na plecach, klatce piersiowej… :P póki co nóg nie planuję, ale może i też coś tam walnę :D

      Odpowiedz
  4. Rbl fleur (Rblfleur)

    Szlag! wchodzę, patrzę i nie ma mojego komentarza! a tyle w nim napisałam, że masakra. no cóż… niestety w tym dam jego wersję skróconą.
    Nie lubię Farny, bo wszyscy mi mówią, że jestem do niej podobna. Fakt jest taki, że to ja pierwsza się urodziłam i to raczej ona jest podobna do mnie.
    Bajkę oglądałam. Jest parę momentów zabawnych, jednak nic ciekawego w niej nie ma.
    Co do tatuażu – mi się osobiście nie podoba, ale nie zwracaj na to uwagi. Nie lubię kwiatów, to po pierwsze a po drugie nie przepadam za kolorowymi tatuażami. Ważne, że ty jesteś zadowolona. I rzeczywiście, swędzenie jest gorsze niż robienie tatuażu. Chociaż, kiedy ja robiłam swój, to mnie nie bolało. aż sam tatuażysta się zdziwił. :D

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s