Podsumowanie roku 2016 – cz. 1

Mam wrażenie, że nie tak dawno temu witaliśmy rok 2016, a dziś właśnie go żegnamy. W ramach części pierwszej mojego podsumowania spróbuję sobie przypomnieć, jak przeżyłam ten rok i co mi przyniósł nowego. Postaram się w styczniu podsumować książki, które przeczytałam oraz filmy, które obejrzałam – oj, tu z pewnością będę miała o czym pisać :)

Prawdę mówiąc nie bardzo pamiętam, jakie miałam postanowienia na 2016 rok, poza tym, że źle się do nich zabrałam, więc w pewnym momencie je po prostu wyrzuciłam. W ogóle pod tym względem ten rok dal mi sporo do myślenia. Część moich przemyśleń opisałam w poście „Jak być szczęśliwym”. Jeśli nie czytaliście albo już nie pamiętacie, to ogólnie chodzi o to, że miałam manię robienia różnych planów, których nie byłam w stanie w 100% przestrzegać. I przez to się męczyłam, stresowałam i ogólnie traciłam radość życia. Post jest z początku października i od tamtej pory faktycznie przestałam tak bardzo się przejmować. Przestałam robić plany. Owszem, czasem mam rano myśl: chciałabym po pracy zrobić to albo to. Ale czy to zrobię, zależy od wielu czynników. Nie jestem też wściekła za każdym razem, gdy coś niespodziewanego wskakuje mi w dzień. Kiedyś złościło mnie to, bo rujnowało moje „doskonałe” plany. Teraz po prostu żyję chwilą i jest mi z tym dobrze. Aczkolwiek jeszcze są rzeczy, których muszę się nauczyć…

Moją przemyśleniowo-motywacyjną gadkę pozostawię na ostatnią albo przedostatnią część postu, ponieważ w tym momencie na chwilę chcę się skupić na przeszłości.

Co mi przyniósł 2016 rok?

Bardzo dużo. Naprawdę.

Było wiele złych chwil, stresujących – przede wszystkim w pracy. Mam wrażenie, że niepotrzebnie tak wszystko przeżywałam, ale wiadomo, to moja pierwsza praca, więc tego muszę się nauczyć, tzn. „nieprzeżywania” i „wrzucenia na luz”. W każdym razie już od marca miałam pewność, że jeśli chodzi o ten rok, nie musiałam się bać, że będę bezrobotna i miałam stałe dochody. To dla mnie coś nowego i właściwie coś cudownego. Natomiast 2017 jest na tym polu niewiadomą, ale mimo to patrzę pozytywnie w przyszłość.

Podobno pieniądze szczęścia nie dają, ale z nimi łatwiej je znaleźć. Dzięki tej pracy mogłam kupić wiele rzeczy, które mnie uszczęśliwiały albo nadal uszczęśliwiają. Kupiłam kilka rzeczy, o których marzyłam od dłuższego czasu, ale nie było mnie na nie stać.
W ciągu całego roku wyjechałam 3 razy za granicę i te wyjazdy będę długo wspominać, a przede wszystkim 1,5 tygodnia na Cyprze oraz kilka dni na Węgrzech. Chciałabym tam kiedyś wrócić. Chociaż dzień w Wiedniu był „na wariata”, bo spędziłam tam zaledwie kilka godzin, ale to były wspaniałe godziny. I teraz mam ochotę na więcej! Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się gdzieś wyrwać do jakiegoś wspaniałego, ciepłego kraju na min. kilka dni :)
Nie mówiąc o koncertach, na których byłam. Do dziś pamiętam Kamila Bednarka w kwietniu i że popłakałam się podczas jego koncertu. Niesamowity koncert w wyjątkowym dla mnie dniu. W październiku usłyszałam niesamowitą Batushkę oraz Behemotha, a także interesująco zapowiadającego się Bölzera. I nie mogłam wymarzyć sobie lepszego zakończenia roku, niż grudniowy koncert Davida Garretta. Do dziś nie wierzę, że go widziałam i słyszałam. Właściwie mogę ten rok uznać jako „rozgrzewkę” na rok 2017: Green Day, mój ulubiony zespół Panik (i to połączony z wyjazdem do Hamburga na weekend!) oraz Marilyn Manson… A kto wie, co jeszcze przyniesie ten rok, kogo jeszcze usłyszę?
W końcu zrobiłam swój tatuaż. Miałam takie blade „paskudztwo” na nadgarstku, ale w końcu nie muszę dłużej na nie patrzeć, tylko na małe „dzieło sztuki”, od którego nie mogę oderwać wzroku. I chociaż niektórzy nazywają mnie szaloną, jestem cholernie dumna, że go zrobiłam i cieszę się za każdym razem, gdy na niego patrzę.
Oraz moja nowa pasja: kino. Gdyby nie karta Unlimited w Cinema City, o której dość często piszę, nie widziałabym tyle filmów w kinie. A w tym roku obejrzałam ich kilka razy więcej niż w ciągu reszty mojego życia. Pokochałam kino i cieszę się,  że w 2017 roku również będę mogła je „odwiedzać” bez limitów.
I to wszystko powyżej mnie uszczęśliwia. Tak, nadal uszczęśliwia, bo wspominając którykolwiek występ czy koncert uśmiecham się. Tak samo jak cieszę się na wspomnienie tylu wspaniałych filmów, które widziałam i myśl, ile wspaniałych filmów mogę obejrzeć w przyszłym roku. „Nie miałabym” czy też nie przeżyłabym tego wszystkiego, gdyby nie pieniądze. Samo posiadanie pieniędzy nie uszczęśliwia: Nie uśmiecham się na widok kwoty, którą mam na koncie oszczędnościowym (nie będę pisać, że jest ona wysoka: dla kogoś mogą to być śmiesznie małe pieniądze, dla kogoś innego ogromna kwota), ale uśmiecham się na myśl, co za to mogę mieć. Gdzie mogę wyjechać? Na jaki koncert pójść? Oraz ta świadomość, że mogę zrobić coś spontanicznie nie martwiąc się, póki co, czym za to zapłacę.

Właściwie mogłabym o tym roku napisać więcej. O spotkaniach z przyjaciółmi, poznaniu nowych  wspaniałych ludzi i wielu innych dobrych chwilach. Mogłabym również napisać o złych chwilach, problemach itp., ale właściwie nie mam na to ochoty. Bo chociaż nie wszystko było idealne, to uważam 2016 rok za… dobry rok. Powiem więcej… to jeden z najlepszych w moim życiu.

Droga czy cel?

Ostatnio zaczęłam zastanawiać się, dlaczego pewne rzeczy sprawiają mi większą przyjemność, a inne mniej. Dlaczego „tracę serce” albo „wypalam się” robiąc coś, co kocham. W tym roku miałam pod górkę z pisaniem. Planowałam, że w końcu napiszę książkę. Nie napisałam. Co więcej: ledwo ją zaczęłam. Planowałam, że co tydzień będę publikować rozdział mojego FanFiction Isabelli Potter. I co? Nie wyszło. Do tego stopnia, że straciłam radość z pisania, które nie tylko było moim ulubionym hobby (bądź jednym z nich) i kochałam tak bardzo, że chciałam uczynić z niego sposób na życie. Chciałam być pisarką. Dziś nie wiem, czy naprawdę się do tego nadaję.

To tylko jeden przykład, bo miałam problem z kilkoma rzeczami. I wiąże się to również z planami, których nie jest się w stanie zrealizować, ale nie tylko. Zastanówcie się nad jednym: Dlaczego zaczynacie robić pewne rzeczy? Żeby je skończyć? I oczami wyobraźni widzicie ten moment, kiedy właśnie kończycie tę rzecz i kiedy jesteście szczęśliwi, że ją skończyliście…? Jeśli tak – chyba macie problem. Jeśli nie – chyba wam zazdroszczę.

Być może zapytacie się, dlaczego. To nie cel jest ważny, tylko droga do niego. I to na niej powinniśmy się skoncentrować. Nie ważne, jak długo ona potrwa. Niestety uświadomiłam sobie to niedawno, do tego stopnia, że nie zdążyłam wprowadzać tego w życie. Mam nadzieję, że uda mi się tak nastawić do wielu rzeczy w roku 2017.

A jak to odkryłam? Zauważyłam, że na ogół pisanie bloga sprawia mi przyjemność. Tutaj nie ma żadnego celu, do którego musiałabym gnać. Po prostu jest czymś ciągłym, nie kończącym się i o ile nie uprzykrzę sobie prowadzenia bloga terminami postów czy czymś innym, nie mam celu, który by cokolwiek zakończył. Dlatego mogę się skupić na samej przyjemności z jego prowadzenia (co oczywiście nie oznacza, że zawsze mi się chce :)). To samo mam z kolorowaniem, ponieważ mając kilka kolorowanek po prostu nie przejmuję się, kiedy ja je skończę, kiedy skończę dany obrazek… rozkoszuję się chwilą, w której powiedzmy, wyżywam się artystycznie :) Jednak zagubiłam się i straciłam to w innych sprawach… Podczas pisania nie skupiałam się na przyjemności, którą mi ono dawało, tylko cały czas myślałam, jak bardzo chcę skończyć stronę, rozdział czy nawet całą część, „książkę”. Podczas nauki nie czerpałam tak bardzo przyjemności z samej nauki, tylko myślałam o tym, że fajnie by było przerobić całą książkę. Nawet podczas czytania książek myślałam w dużej części o tym, że chciałabym przeczytać min. 52 książki w tym roku… I dopiero teraz, kiedy już to napisałam, tak jakbym „powiedziała to na głos” widzę, jak żałosne to jest. Beznadziejne. Bezsensowne. WTF?! Ale niestety często bywa tak, że te najoczywistsze rzeczy najtrudniej dostrzec.

Postanowienia

Jak już wspominałam, nie pamiętam dokładnie, jakie miałam postanowienia na ten rok. Na pewno chciałam regularnie ćwiczyć (nie wyszło) i dużo jeździć na rolkach (też nie wyszło). Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się spiąć moje cztery literki i rozpocząć regularne treningi, w których nic mi nie przeszkodzi.

Poza tym chciałabym oczywiście pisać i odzyskać tę radość z pisania, jaką miałam kilka lat temu (do dziś przed oczami mam radość Davida Garretta podczas jego gry na skrzypcach). Wyjątkowo nie mam planu, co napiszę, ile napiszę, ale chciałabym pisać jak najwięcej.

Poza tym chciałabym dużo czasu poświęcić nauce języków obcych, bo nadal muszę się wielu rzeczy nauczyć.

To są takie moje 3 główne priorytety. Oczywiście chciałabym często czytać – dużo, dużo książek oraz w końcu być na bieżąco z interesującymi mnie blogami itp. Mam nadzieję, że nadal będę miała ochotę na kino, uda mi się w miarę często pisać posty na blogu, a i może w końcu wezmę się za blog po niemiecku, bo jakoś nie umiem skończyć drugiego postu… A przede wszystkim to chciałabym się cieszyć życiem i żeby 2017 był lepszy od 2016, albo przynajmniej równie udany :)

I Wam wszystkim życzę Wszystkiego Najlepszego W Nowym Roku. Oby udało się Wam spełnić Wasze cele i marzenia i żebyście za rok mogli powiedzieć: „2017 rok był fajny”.

Reklamy

One thought on “Podsumowanie roku 2016 – cz. 1

  1. Rbl fleur (Rblfleur)

    Odpowiadając na twój komentarz: No nie wiem, czy przestanę się przejmować tym porównaniem. Zawsze jak ktoś mi to mówi to zaciskam zęby ze złości xD. A co do tatuażu… mam taki sam jaki ma Rihanna na ręce, ten pierwszy zanim wytatuowała sobie całą łapę. http://data.whicdn.com/images/59795829/original.png Ostatnio zauważyłam, że bardzo lubię tatuaże na dłoniach. chciałabym sobie zrobić ich więcej, ale na razie niestety sytuacja mi na to nie pozwala :/.
    Co do twojego postu: Super, że 2016 był dla ciebie dobrym rokiem i tyle fajnego przeżyłaś. Próbowałaś napisać książkę? High5! bo ja też :D. ale w pewnym momencie zaprzestałam, bo wyjechałam do UK i jakoś było nie po drodze… mam nadzieję, że w tym wezmę się w końcu za nią i nabiorę nowych inspiracji. Postanowienia… Hmmm… ja wolę niczego nie postanawiać i nie planować, bo u mnie nigdy to nie wychodzi. ale tak jak ty chcę wreszcie wziąć się za siebie i zacząć ćwiczyć. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s