2016/2017

Od długiego czasu zbieram się napisanie tego postu… Wiecie, miało być tygodniowe podsumowanie, ale właściwie nie ma co podsumowywać tygodnia 51, bo nic nie czytałam, nic nie oglądałam, nuda. Za to ostatni tydzień roku… oj, było wiele filmów, ale jakoś nie mogłam się zebrać do spisania swoich myśli. No cóż, spróbuję w tej chwili :) I nie tylko o filmach, oczywiście.

filmyjaskier

Ale to właśnie od filmów zacznę. Jak już wspomniałam w przedostatnim tygodniu roku, a więc bezpośrednio przed świętami nie oglądałam filmów. Byłam zajęta porządkami i pewnie innymi duperelami i jakoś tak się złożyło, że nic nie obejrzałam. Za to w Wigilię zaczęłam rajd filmowy, jak co roku. Tradycyjnie obejrzałam Kevin sam w domu (10/10  ), który jest jednym z moich ulubionych filmów w ogóle i mogę go oglądać bez końca. Dla mnie nie ma świąt bez Kevina i podejrzewam, że do końca życia będę go oglądać podczas świąt. Niestety jakoś się złożyło, że drugiej części nie obejrzałam :( W święta oczywiście mamy pełen wybór jeśli chodzi o świąteczne filmy, jednakże z takich „typowo świątecznych” przypomniałam sobie Zawód Święty Mikołaj (6/10). No cóż, nie należy to do najlepszych filmów świątecznych, pewnie dlatego nie widziałam tego wiele lat, ale że lubię Whoopi Goldberg i dawno nic z nią nie oglądałam… Jednakże jeśli nie darzycie jej albo innego aktora grającego którąś z głównych ról szczególną sympatią, nie polecam tego filmu. Może dzieciom się spodoba, ja już chyba jestem na te filmy za stara.

W drugie święto w końcu obejrzałam Frozen (8/10). Tak, celowo piszę tytuł oryginalny, ponieważ film widziałam w oryginale. To było wyzwanie z mojej strony, ponieważ mój poziom angielskiego jest jaki jest, a nie potrafiłam go znaleźć z napisami, więc obejrzałam bez. Ku mojemu zdziwieniu i ogromnej radości językowo zrozumiałam prawie wszystko (w piosenkach miewałam miejscami problemy) i oglądanie tej bajki sprawiło mi przyjemność. W ogóle spodobała mi się przedstawiona historia i jestem pewna, że jeszcze do niej wrócę. Również w święta przypomniałam sobie Służące (9/10), o których już pisałam tu tu. To jest tak dobry film, że warto do niego wrócić.

Po świętach wybrałam się znów do kina, tym razem na Ukryte piękno (8/10). Jestem oczarowana tą historią, wzruszyłam się, a i pewne elementy mnie zaskoczyły, szczególnie pod koniec. Elementy były tak zaskakujące, że z chęcią obejrzę to jeszcze raz. Polecam. Następnego dnia obejrzałam w końcu Kung Fu Panda (6/10). No cóż, to nie będzie moja ulubiona bajka i nie wiem, czy do niej wrócę (może kiedyś), ale obejrzenie jej nie uważam za czas stracony. Wręcz przeciwnie: ma naprawdę fajne przesłanie, więc chociaż dla niego warto ją raz obejrzeć. I spodobała mi się jedna z wypowiedzi: „Wczoraj to przeszłość, jutro to tajemnica, a dziś to dar losu.”

Ostatnie dwa filmy w 2016 obejrzałam znów w kinie: Dusigrosz (8/10) – zabawna, francuska komedia, która poza tym, że bawi (scena w restauracja jest moim numerem jeden!), również wzrusza. Naprawdę polecam! Francuskie kino w 2016 było naprawdę na wysokim poziomie! W sylwestra wybrałam się na 7 minut po północy (8/10), z jednej strony opowieść dla trochę starszych dzieci, z drugiej również dorosły znajdzie wiele dla siebie. W każdym razie w sali kinowej byłam najmłodszym widzem (w sumie było jakieś kilkanaście osób). Ciekawie połączono rzeczywistość z tym, co widział chłopiec, związek bohaterów z potworem, a i dodatkiem, który jest największą zaletą filmu, są opowieści. Nie tylko zostały interesująco przedstawione, ale i skłaniały do myślenia.

Przeczytał to ktoś? No cóż, to by było na tyle, jeśli chodzi o rok 2016. Ale przecież mamy prawie połowę stycznia, w tym roku też zdążyłam co nie co obejrzeć :) Mój filmowy rok zaczęłam od To właśnie miłość (7/10), na który miałam ogromną chrapkę od dłuższego czasu, szczególnie gdy obejrzałam  scenę na YouTube. To nadal moja ulubiona scena z całości, ale i tak wszystkie historie oglądało się z przyjemnością, niektóre z poczuciem humoru… No i nie mogę uwierzyć, że to już rok, jak Alan Rickman odszedł… :( Jako pierwszy film w kinie obejrzałam Paterson (7/10). Jeśli Was znudzi część pierwsza: „poniedziałek”, darujcie sobie resztę. Mnie wbrew pozorom wciągnęło. Nie sądziłam, że film o zwykłym, codziennym życiu, historia praktycznie o niczym konkretnym, która nie wzbudza wielu uczuć u widza (nie ma wybuchów śmiechu ani łez) może aż tak bardzo oczarować. Naprawdę, jestem oczarowana i chyba postaram się patrzeć na swoje życie tak, jak na życie Patersona: Jest tak wiele chwil, których nie doceniamy. Jedyną wadą była partnerka głównego bohatera, ona mnie trochę irytowała, ale reszta postaci była naprawdę interesująca.

W końcu obejrzałam Julie & Julia (8/10), film, który łączy w sobie dwie prawdziwe historie: Pierwszą jest historia Julie Child, jednej z najbardziej znanych amerykańskich mistrzyń kulinarnych. Mam jej książkę Gotuj z Julią i chociaż nie wiele przepisów wypróbowałam, jest ona cennym źródłem, kiedy chcę coś przygotować, a brakuje mi jakiejś podstawowej wiedzy: a ta książka to właśnie taki „elementarz kulinarny”. I chyba dlatego tak bardzo lubię Julię, chociaż słabo znam ją, jej przepisy, jej program i jej życie. Nie wiem na ile prawdziwa historia została pokazana w filmie, ale oglądało się ją z przyjemnością, a Meryl Streep świetnie wypadła w tej roli. Drugą historią jest Julie Powell, która podjęła się wyzwania przygotowania wszystkich posiłków z jednej książki Julii w 365 dni. Historię również oglądało się z zainteresowaniem i aż chwilowo sama nabrałam ochoty, żeby się podjąć jakiegoś wyzwania. Nie zrobiłam tego, bo… obawiam się, że poniosę porażkę, ale… może jednak to nie jest taki głupi pomysł? O ile rozsądniej podejdzie się do tematu niż zrobiła to Julie? Hmm…

Chcielibyście, żebym podjęła się jakiegoś wyzwania i opisywała swoje zmagania? Nawet miałabym kilka pomysłów, hmm… Dajcie znać w komentarzach :)

I dwa ostatnie filmy, które obejrzałam w tym roku, to dwie nowości kinowe: Po prostu przyjaźń (8/10), który z jednej strony zapowiadał się interesująco (np. w zwiastunach), z drugiej budził obawy, że to będzie kolejna nieudana polska produkcja. Na szczęście jest to przyjemny film o przyjaźni i jej różnych formach. Było trochę zabawnych scen, było kilka wzruszających, a były i takie, które dały do myślenia. Lekki, przyjemny, idealny na wieczór spędzony w gronie przyjaciół. Natomiast Sing (7/10) trochę mnie rozczarowało. Spodziewałam się czegoś lepszego, ale to nie zmienia faktu, że ogólnie rzecz biorąc jest to dobra bajka z kilkoma fajnymi bohaterami, muzyką, która wpada w ucho (i którą w większości utworów wszyscy znają) i która może motywować do działania. Póki co obejrzałam wersję z napisami (jestem w szoku, że taka się pojawiła w kinach, ale bardzo się z tego cieszę), może i uda mi się wybrać na dubbing. W każdym razie zobaczę go tak czy siak, czy to w kinie, czy kiedyś w tv…

No i jeśli chodzi o ostatnio obejrzane filmy, to tyle. I chyba powinnam w tym momencie skończyć ten post, ale… dowalę Wam jeszcze książkę, którą ostatnio przeczytałam…

ksiazkijaskier

W tym roku przeczytałam dopiero jedną książkę. Początek może nie powalający, ale… to dopiero początek :) Mój wybór padł na Srebrną zatokę Jojo Moyes. Jakiś czas temu pisałam o jej innej książce Razem będzie lepiej, która bardzo mi przypadła do gustu. Niestety Srebrna zatoka nie dorównuje tej książce. Przez pierwsze pół książki zastanawiałam się, o czym właściwie jest ta powieść. Autorka na siłę starała się być tajemnicza w pewnej sprawie, co normalnie trzyma napięcie, tu irytowało. A kiedy poznajemy historię z przeszłości bohaterki, od razu domyślamy się pewnej rzeczy, która teoretycznie ma nas zaskoczyć na samiutkim końcu. Podejrzewam, że osoby z jaśniejszym umysłem domyśliłyby się tego „zaskoczenia” jeszcze wcześniej (może i ja bym była do tego zdolna, gdybym dobrze się czuła czytając tę książkę). Niestety… chociaż kończy się dość fajnie, było kilka fajnych scen i właściwie cała historia jest dość przyjemna w lekturze, to jednak… książka nudzi i rozczarowuje. W żadnym przypadku nie zaczynajcie zapoznawania się z autorką właśnie od tej książki! A nawet jeśli ją znacie i lubicie, możecie sobie odpuścić tę pozycję. 6/10

Czasem można zniszczyć coś pięknego, gdy podejdziesz zbyt blisko.

sportjaskier

I na zakończenie sport, ponieważ nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o Turnieju Czterech Skoczni. Jak zapewne słyszeliście (nawet jeśli nie interesujecie się skokami narciarskimi), w tym niezwykle ważnym wydarzeniu Kamil Stoch zajął pierwsze miejsce (jako drugi Polak w historii turnieju – pierwszym oczywiście był Adam Małysz), a Piotr Żyła wskoczył na miejsce drugie! Nigdy się nie zdarzyło, że było dwóch polskich skoczków na podium turnieju, ale przed ostatnim konkursem liczyliśmy na to, że Piotr zdobędzie trzecie miejsce. Nikt nie spodziewał się, że Danielowi Andre Tande z powodu problemu z wiązaniem nie uda się ostatni skok i w konsekwencji nawet Piotr go wyprzedzi w kwalifikacje. Norweg miał szanse na zwycięstwo (i trochę mi go żal, tj. że nie zajął 2 miejsca, bo wygląda na sympatycznego chłopaka i bardzo go lubię). Nie możemy zapomnieć o Maćku Kocie, który turniej zakończył na czwartym miejscu! Duży sukces i może za rok, jak utrzyma lub też poprawi swoją formę i on zdobędzie podium :)

A tu taka mała sytuacja z podium: prawda, że to urocze? :) I jak tu nie lubić Daniela? :)

Reklamy

3 thoughts on “2016/2017

  1. Isabelle :)

    Jak zwykle, kiedy wręcz na siłę szukam czegoś do porobienia w internetach: jak z nieba spada mi Twój nowy post, masz wyczucie :P A co do wyzwań: dajesz! xD
    A „Ukryte piękno” muszę kiedyś obejrzeć :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s