Koncert Green Day – 21.01.2017 Kraków

6 lat temu (dokładnie 18.01.2011) założyłam bloga Resena, który prowadziłam razem z moimi przyjaciółkami. Jak sama nazwa wskazuje, był to blog z recenzjami (tylko że po hiszpańsku ładniej to brzmi :)). To był czas, w którym jeszcze bardziej zainteresowałam się muzyką i wchłonęła mnie na kilkanaście miesięcy. To był piękny czas… ale dlaczego o tym wspominam? Właśnie dzięki Resenie i jednej z czytelniczek postanowiłam bliżej zapoznać się z Green Dayem. Poznałam ich wszystkie (wtedy) wydane płyty, które przypadły mi do gustu, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że kiedykolwiek mogłabym być na ich koncercie.

We wrześniu, po tym jak dowiedziałam się o koncercie grupy oraz weszły bilety do sprzedaży, miałam fazę na ich utwory i miałam ogromną ochotę na ich koncert. Żeby z czasem się nie rozmyślić, już wtedy zakupiłam bilet. Dlatego zeszłą sobotę spędziłam w Krakowie.

Support The Interrupters mnie nie porwał. Z góry widziałam publiczność pod sceną, która się bawiła podczas ich dość krótkiego występu, ale mnie ich muzyka nie zachwyciła. Ot, dało się posłuchać, ale czegoś mi brakowało. Jednakże duży plus za punktualność i powtarzanie, że nasza publiczność jest najlepsza (mniejsza z tym, czy mówili prawdę), co było bardzo miłe.

Green Day też chyba zaczął punktualnie (prawdę mówiąc nie kontrolowałam czasu), przed samym występem puszczono „Bohemian Rapsody” Queen, co właściwie można uznać za początek koncertu – dzięki reakcji publiki, która śpiewała ten utwór. Następnie na scenie pojawił się Bunny, który kręcił się tam kilka minut, co było zabawne (jak już zniknął ze sceny wszedł między publiczność i tam się z nimi bawił, a po koncercie robił zdjęcia i selfie z każdym, kto go o to poprosił – ja niestety nie mam, bo uznałam że moim telefonem i tak wyszłoby jakieś g…). Świetny pomysł z tym Bunnym, który naprawdę rozkręcał ludzi na płycie – często spoglądałam na niego z góry, szczególnie że często brano go na falę :)

Co do samego zespołu i ich występu – jestem oczarowana, zachwycona, to było coś wspaniałego! W sumie grali ok. 2,5 godz., grając utwory z różnych etapów ich kariery. Na żywo wypadają świetnie, zarówno Billie Joe wokalnie, jak i wszyscy instrumentalnie. Słuchanie ich było prawdziwą przyjemnością, a ich energia na scenie (szczególnie Billie Joe „kradł” całą moją uwagę) sprawiała, że trudno było mi oderwać wzrok od sceny, żeby tylko czegoś nie przegapić. Patrzyłam zafascynowana, jak Billie wybrał 3 osoby na scenę – dwie śpiewały, z czego dziewczyna tak się wczuła, jakby była wokalistką zespołu, że aż w pewnym momencie rozbawiła Armstronga (i wszystkich zebranych):

Innym razem wziął chłopaka, żeby zagrał z nimi na gitarze. Nieźle mu poszło, widać było jak cieszył się z tej chwili i możliwości przybicia piątki z wszystkimi z zespołu, a na koniec Billie Joe poinformował go, że może zatrzymać gitarę:

Podczas koncertu nie wiedziałam, że to w miarę „stały” element show zespołu, dowiedziałam się po. Ale cieszę, że nie wiedziałam, dzięki temu ogarnęły mnie tak pozytywne uczucia, jakich rzadko doświadczam i które trudno opisać słowami. Prawdę mówiąc cały koncert wzbudził we mnie masę pozytywnych emocji. Poza tym że podczas „Boulevard of Broken Dreams” miałam łzy wzruszenia w oczach, przez resztę koncertu, prawie cały czas uśmiechałam się, bo ich show wzbudziło we mnie takie uczucie szczęścia, fun, jakiego nie doświadczyłam do tej pory na żadnym innym koncercie. Chociażby dlatego było warto się wybrać. Muszę jeszcze wspomnieć o wybuchach, ogniu i innych „fajewerkach”, które świetnie urozmaicały show, fajny był pomysł ze zmieniającym się tłem…

Cóż mogę więcej powiedzieć? Koncert był świetny i cieszę się, że byłam w Tauron Arenie w Krakowie (chociaż sama arena nie wzbudziła mojej sympatii, moim zdaniem została beznadziejnie zaprojektowana – nie mówiąc o tym, że jak można kazać ludziom, którzy skakali przez 3 godziny na płycie, stać w kolejce do szatni NA DWORZE?! Czy ten, kto to wymyślił, jest zdrowy na umyśle? Wątpię w  to).

Doszłam również do wniosku, że bez sensu jest zastanawianie się, który koncert jest najlepszy w moim życiu. Nie da się tego wybrać. Mądrzejsze jest stworzenie listy z najlepszymi koncertami (bez wyboru tego „naj”), która w moim przypadku składa się z Behemotha, Kamila Bednarka, Davida Garreta i teraz również Green Day. Myślę, że jeśli zespół wróci do Polski z kolejnym koncertem, z chęcią się wybiorę :)

I tak w ostatniej chwili przypomniał mi się jeden istotny punkt koncertu, kiedy Billie Joe dużo mówił o miłości. To było tak wspaniałe, np.:

„This is beautiful. This is what’s I’m talking about. This is passion…This is love, joy, love, a little bit of happiness…. as all we all deserve. Happiness, everybody, equality… No more hate, no more racism, no more fascism, no more sexism. As women, as men,we are all one. Call us gay, call us men, call us boys, call us women, call us girls, call us…But make sure you call us one thing. We’re united.”

Cytat ukradłam z Twittera LastWildHeart :)

Coś wspaniałego. Oczywiście podczas koncertu było wiele wspaniałych momentów, jeszcze więcej, niż opisałam, ale nie da się opisać wszystkiego. To trzeba było przeżyć :)

Reklamy

3 thoughts on “Koncert Green Day – 21.01.2017 Kraków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s