I-III/2017 cz. 2

W ostatnim poście koncentrowałam się na książkach i artykułach, teraz nadszedł czas na filmy oraz różne materiały do oglądania/słuchania :) A trochę się tego nazbierało…

W poście z 13 stycznia przybliżałam Wam już 5 filmów obejrzanych w tym roku, ale od połowy stycznia obejrzałam dość sporo filmów, w tym większość w kinie. Klikając na tytuł, przeniesiecie się do filmwebu :) Ewentualne spoilery, jak zwykle są napisane białą czcionką, więc wystarczy zaznaczyć tekst, żeby ją odczytać :)

Konwój (2017) – Za każdym razem, gdy wybieram się na polski film, nie mam pewności, czego się spodziewać. Na szczęście te o tematyce policyjnej nam wychodzą. „Konwój” jest ciekawy, trzymający w napięciu i stawia przed nami pytania, typu: Co my byśmy zrobili na miejscu bohaterów? 7/10

La La Land (2016) – Każdy z Was słyszał o tym filmie. 14 nominacji do Oskara, w tym  6 statuetek. Do tego mała pomyłka przy wręczaniu jednej statuetki… Czy naprawdę ten film jest tak super, że zasłużył aż na tyle statuetek? Sama historia jest dość ciekawa i interesująca, ale miejscami niestety się dłużyła. Uwaga spoiler: Zakończenie z początku mnie rozczarowało, bo chciałam, żeby Mia i Sebastian byli razem, ale gdy później o tym myślałam, doszłam do wniosku, że jest prawdziwsze. Nie każdy film musi się kończyć z happy endem i dobrze, że w końcu się trafia coś, to się nim nie kończy. Jednakże najbardziej kocham ten film, za: dobór aktorów – uwielbiam zarówno Emmę Stone, jak i mam słabość do Ryana Goslinga, a oboje świetnie sobie poradzili, jednak przede wszystkim kocham „La La Land” za muzykę, która jest genialna. Od tygodni nie mogę uwolnić się od soudtracku i gorąco trzymałam kciuki, żeby Oscar za muzykę i najlepszą piosenkę trafiła właśnie na konto tego filmu. I bardzo się cieszę, że tak się stało, w 100% zasłużenie. Normalnie dałabym samemu filmowi „tylko” 8, ale za muzykę otrzymuje 9/10

Kot Bob i ja (2016) – Wzruszająca opowieść (na podstawie prawdziwych wydarzeń) o uzależnionym od narkotyków chłopaku, któremu wyjść z nałogu pomógł… kot. Film wciągał i oglądało się go z zainteresowaniem oraz uświadamia, że warto pomagać ludziom: Chociaż wydaje się, że ktoś jest spisany na straty, czasami wystarczy mu pomóc, a może mu się udać wyjść na prostą. 8/10

Powidoki (2016) – Ostatni film Andrzeja Wajdy, na który poszłam przede wszystkim dla Bogusława Lindy. Sam film bardzo mi się spodobał, ale mam ochotę udusić osobę, która zdecydowała się zatrudnić Bronisławę Zamachowską. Rzadko się zdarza, żeby ktoś mnie aż tak irytował swoją grą w filmie. Mimo tego minusu – na szczęście reszta była dobra, a Bogusław bardzo dobry – oceniłam „Powidoki” na 9/10

Toni Erdmann (2016) – Niemiecka propozycja do Oscarów i chyba tylko dzięki nominacji film pojawił się w naszych kinach. Mimo że jest to bardzo długi film (ponad 2,5 godz.) i leciał o dość późnej porze (znaczy się, ja chodzę do kina w dzień lub popołudniu, więc dla mnie seans wieczorny jest późnym seansie) musiałam na niego iść, ponieważ chciałam w końcu zobaczyć coś po niemiecku w naszym kinie. To smutne, że w naszych kinach, a przynajmniej w Cinema City rzadko są wyświetlane niemieckojęzyczne produkcje… „Toni Erdmann” właściwie jest tylko częściowo po niemiecku, bo były również dialogi w języku angielskim. Poza tym jest dość nietypowym filmem, do tego stopnia, że zapada w pamięć. Jest też dość nierówny: są sceny, które naprawdę śmieszą, a i są momenty, w których trochę się dłuży. Jednak jedno wiem na pewno: długo nie zapomnę scen z końca filmu, czyli domówki Ines. To było tak dziwne, że tego nie da się zapomnieć. Jednocześnie to było tak zabawne, że popłakałam się ze śmiechu. Nawet jeśli w międzyczasie trochę Was znudzi historia Toniego, dla tych ostatnich scen warto obejrzeć to do końca. 8/10

Lego Batman Film (2017) – Czekałam na ten film kilka miesięcy, odkąd pierwszy raz zobaczyłam zwiastun. Wpisywał się on w kategorię umrę, jeśli nie zobaczę. Uwielbiam Batmana, więc to było oczywiste, że musiałam go zobaczyć w wersji Lego. Od samego początku mnie wciągnął i bawił. Jest to naprawdę udana parodia i świetnie się bawiłam go oglądając. Chociaż znajdzie się w nim wiele podtekstów, to żeby się świetnie bawić, najlepiej nie zwracać na nie uwagi =) Jest to jeden z moich ulubionych tegorocznych filmów i na pewno kiedyś do niego wrócę. 9/10 

Lekarstwo na życie (2017) – Ktoś opisał ten film jako „horror” i przez to, o mało co, nie poszłabym na to do kina. Nie przepadam za horrorami. Jednakże jedną z głównych ról zagrał tu Jason Isaacs i stwierdziłam, że dla Jasona jestem gotowa pójść nawet na horror. I ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to nie wiele ma wspólnego z typowym horrorem. Właściwie to mieszanka gatunków (trochę thrillera, trochę kryminału, trochę fantastyki) tworząca całość trudną do zakwalifikowania. Chociaż słabo znam „Czarodziejską górę” Thomasa Manna (czytałam tylko fragmenty), opis filmu od razu przypomniał mi tę książkę. Niestety dziś nie jestem w stanie wskazać, jakimi elementami powieści inspirowali się twórcy i co chcieli przez to przekazać, ale moje skojarzenie na 99,9% nie jest mylne: jeden z bohaterów czyta tę powieść i została ona tak pokazana, żeby szło bez problemu odczytać tytuł (o ile ktoś zna niemiecki). Kolejnymi atutami filmu (dla mnie) były fragmenty po niemiecku (niestety nie wiele ich było) oraz… „Augen Auf” Oomph!. Jestem zachwycona, że wykorzystano tę piosenkę i jestem pewna, że wybór nie był przypadkowy. Jednak w pierwszym momencie myślałam, że nie wyłączyłam telefonu, a ktoś do mnie zadzwonił… :) Potteromaniacy również mogą się świetnie bawić doszukując się symboliki z Harry’ego Pottera (oczywiście tu z przymrużonym okiem): Jason Isaacs (czyli Lucjusz Malfoy, tylko w czarnych włosach) pracuje w ośrodku, którego symbolem są… węgorze, a one przypominają oczywiście węże Slytherinu. Do tego głównym bohaterem, który staje się ofiarą bohatera Jasona, jest młody mężczyzna nazywający się… Lockhart. Jak on się przedstawił, moją pierwszą myślą było: serio?  Do tego dodajmy czystość krwi, maskę, tajemnicze mikstury…
A tak na serio (o ile chciało się Wam doczytać do tego fragmentu): nie każdemu się ten film spodoba. Mnie się podobała gra aktorów, wciągająca, tajemnicza historia, trzymająca w napięciu, atmosfera poczucia zagrożenia… Niestety końcówka jest największym minusem, bo tworzy się z tego jakaś parodia, ale mimo to na pewno kiedyś zobaczę go jeszcze raz i przeczytam „Czarodziejską górę” (nie sądziłam, że cokolwiek, kiedykolwiek mnie zachęci do tej książki) i postaram się porównać obie historie. Może wyczytam z tego filmu coś jeszcze? Ale nawet i bez tego daję mu 9/10

Sztuka kochania (2017) – Ja jestem z pokolenia, które nie kojarzy Michaliny Wisłockiej ani jej książki. Dlatego też starano się z jednej strony zrobić biografię, żeby przybliżyć postać znanej lekarki, a z drugiej strony taki film o seksie, żeby przybliżyć książkę (i zapewne zachęcić do kupna nowego wydania). Mimo to film pozostawia pozytywne wrażenie, ogląda się go bardzo dobrze, a szczególności Magdalenę Boczarską, która świetnie poradziła sobie z główną rolą. 8/10

W międzyczasie obejrzałam wszystkie filmy z serii Harry Potter, ale o tym nie będę się rozpisywać. Jeśli jeszcze jakiś mugol ich nie obejrzał, niech to zrobi jak najprędzej! Albo najlepiej niech przeczyta książki :)

Porady na zdrady (2017) – Polakom czasami uda się zrobić dobrą komedię romantyczną. Czasami. Niestety „Porady na zdrady” się do nich nie zalicza. O ile historia zaczyna się dość ciekawie, niestety całość jest przewidywalna, konstrukcja filmu taka sama jak w wielu komediach romantycznych. Czasami były zabawne sceny, ale wiele z nich było sucharami. NIby śmieszne, a nie śmieszne. Na pewno wiecie, o co mi chodzi. No i te reklamy. Właściwie połowa filmu to reklamy różnych produktów. Jeśli chodzi o zalety, to Antek był ciekawą postacią (w tej roli Krzysztof Czeczot) oraz Tymek (Tomasz Karolak) był chyba najzabawniejszą postacią. O ile lubię komedie romantyczne, na których nie trzeba myśleć, a można popatrzeć na przystojnego faceta (na Mikołaja Roznerskiego dość fajnie się patrzyło), to jednak ten film trochę mnie zawiódł. W kategorii „komedie romantyczne” wypada przeciętnie. 6/10

Był sobie pies (2017) – W ostatnim poście wspominałam Wam o książce. Mnie osobiście bardziej film przypadł do gustu, więc jeśli macie wolne popołudnie albo wieczór oraz ochotę na coś nie wymagającego, mogę Wam polecić tego psa ;) To również dobry film, żeby obejrzeć razem z dziećmi. 7/10

Moonlight (2016) – Gdyby nie Oskar w kategorii „najlepszy film”, większość kin w ogóle nie miałaby go w repertuarze. „Moonlight” nie należy do łatwych filmów, ale mimo to historia wciąga od początku i obserwujemy życie dręczonego Chirona, poznając jego problemy i to, jak praktycznie sam musi sobie z nimi poradzić. Najbardziej w pamięci pozostała mi scena, która bardzo na niego wpływa i która świetnie ukazuje, że każdy człowiek ma granicę i gdy czara zostanie przelana, może on wybuchnąć. Scena z krzesłem zdecydowanie jest jedną z najlepszych w całym filmie. Ogółem polecam, myślę, że warto go zobaczyć, choć ja przyznałabym Oskara w tej kategorii innemu filmowi. 8/10

Chata (2017) – Są historie, które zapadają w pamięć. Kilka lat temu czytałam książkę Williama P. Younga „Chata” i jedyne, co tak naprawdę z niej zapamiętałam, to: chatę, w której zrozpaczony ojciec poznaje Boga, który objawił mu się jako kobieta. Nie pamiętałam żadnych szczegółów, ale pamiętałam, że bardzo mnie poruszyła. Kiedy zobaczyłam zwiastun filmu od razu skojarzyłam  to z książką i po jej odszukaniu upewniłam się, że chodzi o to samo. I musiałam to obejrzeć.
Nie mogę porównać filmu do książki, zbyt słabo ją pamiętam. Ale sam film wciąga, opowiada smutną historię, która wzrusza jak diabli – trudno zliczyć, ile razy miałam łzy w oczach. Nie ważne czy ktoś jest wierzący czy nie, jest to interesujące spojrzenie na wiarę i Boga oraz jego stosunek do ludzi. To, czego uczy się główny bohater, jest uniwersalne, nie odnosi się to tylko i wyłącznie do religii. Piękny film, który Wam szczerze polecam i jestem pewna, że będzie się liczył w moim rankingu „najlepszych filmów 2017” 9/10

Piękna i Bestia (2017) – Również w przypadku tej klasyki nie pamiętam oryginału. Nie wiem nawet, czy tak bardzo by mnie zainteresowała filmowa wersja, gdyby nie Emma Watson w roli Belli. Specjalnie dla niej wybrałam się na wersję z napisami, żeby móc jej również posłuchać. Ok, właściwie byłam 2 razy na tym filmie, raz na wersji z napisami, a raz na wersji z dubbingiem.
Mniejsza o różnice między jednym a drugim, mniejsza o to, dlaczego ten film jest również w 3D, jak tam prawie nic nie ma, co mogłoby pokazać jakieś efekty (o dziwo okazało się, że chyba jednak widzę takie efekty, w każdym razie na 2 scenach autentycznie je zauważyłam o.O). Film zrealizowano bardzo fajnie, przyjemnie się patrzyło na scenografię, aktorów, efekty specjalne („ożywienie postaci”) również wyszło bardzo fajnie, dlatego ogólnie film wywołuje pozytywne wrażenie :) 8/10

Power Rangers (2017) – Jako dziecko nie oglądałam Power Rangers i moja wiedza na ich temat ograniczała się do tego, że to piątka 5 kolorowych ludzi, którzy tworzą drużynę i zapewne walczą z jakimś wrogiem. Jednak mimo to zwiastun mnie zaciekawił: Film ukazuje powstanie Power Rangers, a właściwie „drugiej generacji”. Poznajemy 4 młodych ludzi, nastolatków, każde z nich musi się z czymś zmagać w swoim życiu. Bardzo spodobało mi się ukazanie ich życia, życiowych błędów i konsekwencji, jakie za to ponoszą. Ta część filmu była ok. Również część, w której znajdują monety, zyskują siłę, starają się zostać drużyną… to wszystko też jest ok. Niestety… kiedy już udaje im się przeobrazić w Power Rangers zaczyna się najgorsza część filmu, a z minuty na minutę jest coraz gorzej. Walka z czarnym charakterem (ehm, w tym przypadku z zielonym) jest tak… mało oryginalna, wręcz absurdalna, że niestety nie wiadomo czy to parodia czy może ktoś to jednak robił na serio. Antagonistka bardziej wzbudza śmiech niż grozę. Gdyby ją wyciąć z tego filmu + wyciąć walkę naszych bohaterów, byłby to naprawdę przyzwoity film. 6/10

Amok (2017) – Kolejny polski film z cyklu „policjanci i mordercy” – ja sobie tak nazywam te filmy o tej tematyce i zazwyczaj one przypadają mi do gustu. „Amok” opowiada zbrodni sprzed lat (chyba wychowałam się w lesie, bo o tym nie słyszałam, albo mam taką sklerozę, że nie pamiętam), a przede wszystkim o książce, w której pisarz opisał szczegóły zbrodni, które były znane tylko mordercy.  Film opiera się prawdziwej historii i Ci, którzy znają sprawę, wiedzą jak się kończy. Właściwie i bez tego łatwo się domyślić.
Jednym z najlepszych „elementów” filmu jest aktor Łukasz Simlat, który świetnie zagrał policjanta prowadzącego śledztwo. Prawdę mówiąc lubię każdą jego rolę, w której go widziałam. Mateusz Kościuszkiewicz świetnie sobie poradził w roli Krystiana Bali i naprawdę trudno wyrzucić jego postać z głowy. Podejrzewam, że przez długi czas będę go kojarzyła przede wszystkim z „Amoku”. Film jest dość mroczny, ale mnie wciągnął i dał dość do myślenia. Jeśli lubicie tę tematykę, polecam. Tylko ostrzegam, jeśli nie przepadacie za krwią, lepiej nie jedzcie nic na początku seansu :) 8/10

Trochę się tych filmów nazbierało, dlatego te, które obejrzałam już w kwietniu zostawię na następny post :)

Ostatnio były artykuły, które mnie zainteresowały, dziś podzielę się Wami z filmami z YouTube, które bardzo mi się spodobały:

Przez jakiś czas słuchałam dużo materiałów Jacka Bilczyńskiego, którego możecie kojarzyć z Internetu czy nawet telewizji jako trenera. W każdym razie bez wątpienia ma ogromną wiedzę, z której czerpałam planując moją dietę, na której jestem. Poza tym, że z materiałów Jacka co nie co się dowiedziałam, to jeszcze mnie motywuje do aktywnego trybu życia. W międzyczasie zapisałam sobie 3 materiały, żeby Wam je polecić:
1. Śmieciowe jedzenie (IIFYM) czy czysta dieta?
2. Cukier i Tłuszcz – Niebezpieczne połączenie
3.  Tendencyjna Fit-rzeczywistość
Oczywiście wartościowych materiałów jest tam mnóstwo, więc polecam przejrzeć jego kanał i obejrzeć, co Was najbardziej interesuje :)

W zeszłe lato, dzięki mojej przyjaciółce Izie, poznałam Pawła Opydo i jego cykl „Złe książki”. Jeśli chodzi o ten cykl, polecam, bo dzięki temu będziecie wiedzieć, o czym są nierzadko popularne pozycje, których jednak lepiej nie czytać, odkryjecie, dlaczego lepiej ich nie czytać i przede wszystkim pośmiejecie się z absurdalnych fragmentów i celnych komentarzy Pawła. Naprawdę, kiedy mam zły dzień, wystarczą mi „Złe książki”, żeby mi się nastrój poprawił. Wrzucam linki do dwóch propozycji, ale najlepiej obejrzyjcie wszystkie :)
1. ZŁE KSIĄŻKI: „Ciemniejsza strona Greya” #1
2. ZŁE KSIĄŻKI: „Guru Kultu…ry” (Kołcz Majk) #1
Poza tym cyklem na kanale Pawła znajdziemy jeszcze inne materiały, których warto posłuchać, np.:
1. Bez paniki, z POKOLENIEM Y wszystko w porządku
2. Nie lubię TAŃCZYĆ
3. Co to jest GENDER?

Jednym z YouTuberów, których regularnie oglądam jest Mateusz Grzesiak – jego również możecie kojarzyć nie tylko z internetu, ale i telewizji czy nawet księgarni (ma na swoim koncie jakieś książki, ale do tej pory nie miałam okazji ich przeczytać). Niektórzy się śmieją z coachingu, ale czasami jak posłucham np. materiałów Mateusza czuję przypływ motywacji. Tym razem jednak chciałabym polecić Wam materiał o nauce języków obcych, który mam nadzieję kiedyś wypróbować ucząc się np. hiszpańskiego :)
Jak zacząłem uczyć się języków obcych? – Live #1

I ostatni materiał, który Wam dziś polecę jest niemieckojęzyczny. Ale jeśli tylko znacie ten język (wystarczy poziom średnio-zaawansowany), polecam posłuchać. Wykład jest trochę zabawny, dobrze się słucha i naprowadza na kilka ciekawych technik bądź pomysłów, jak być bardziej kreatywnym. Jest on trochę długi, ale prawdę mówiąc, kiedy go słuchałam (i jednocześnie kolorowałam), nawet nie wiem, kiedy minął mi ten czas :)
Plötzlich macht es klick! Wie kommen wir auf gute Ideen?

Post wyszedł dość długi, więc na dziś tyle. Mam nadzieję, że kogoś zainteresowałam do któregoś z filmów bądź materiałów z YouTube :) Ponieważ prawdopodobnie przed świętami nie pojawi się nowy post, już dziś wam życzę Smacznego Jajka :)

Reklamy

3 thoughts on “I-III/2017 cz. 2

  1. Rbl fleur (Rblfleur)

    Ja La La Land nie znoszę. Nic mi się w nim nie podoba. Nawet za aktorami nie przepadam, no ale cóż.. xd Piękną i Bestię, nie ukrywam, oglądnęłam tylko i wyłącznie dlatego, że Emma tam wystąpiła. Niestety trochę się rozczarowałam tym filmem. Nic specjalnego. Po Power Rangers mam zamiar sięgnąć, chociaż to kompletnie nie moje klimaty xD.

    Odpowiedz
  2. Isabelle :)

    Awww, wspomniałaś o mnie :3
    „Kota Boba…” mam od lat na liście ‚chcę przeczytać’. Jest też druga część :) „Był sobie pies” też bym chętnie przeczytała. Wiesz, że ja to z filmami na bakier xD

    Odpowiedz
  3. Zuza

    Zainteresował mnie film „Amok”.
    Planuję kiedyś zobaczyć „La la land”, choć mam z tyłu glowy myśl, że ten film był zbyt rozreklamowany.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s