#14-15/2017

A jednak udało mi się napisać świąteczny post :) Chociaż te święta (jak zwykle) są krótkie i miną szybko (zdecydowanie za szybko), życzę Wam żeby te dni były wesołe, a żarcie smaczne i żeby nie odłożyło Wam się na boczkach :) Chyba, że jesteście kobietami, to żeby Wam w cycki poszło ;]

Ponieważ ostatnio więcej czytam (w końcu!) mam Wam do przedstawienia kilka kolejnych pozycji z moją opinią, czy warto w ogóle do nich zaglądać :)

Joanna Chmielewska „Wszyscy jesteśmy podejrzani”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Jeśli chodzi o mnie, prawie nie znam twórczości Joanny Chmielewskiej, a mimo to w jakiś sposób ją uwielbiam. Nie wiem czy wynika to z faktu, że naprawdę lubię jej humorystyczne podejście do kryminału czy też przejęłam zachwyt od mojej mamy… „Wszyscy jesteśmy podejrzani” są moim trzecim spotkaniem z twórczością autorki. Również tutaj mamy kryminał przeplatany zabawnymi dialogami czy komicznymi sytuacjami. Nie raz śmiałam się na głos, co jest zdecydowanym plusem tej książki, a z drugiej strony mamy ciekawą zagadkę kryminalną, ponieważ jest mnóstwo podejrzanych i zarówno autorka jak i policja próbują dociec, kim jest morderca. Jednym z ciekawych zabiegów autorki było wplecenie w powieść ogromnej liczby bohaterów, co wymagało trochę skupienia, a i tak mi się mylili, mimo że na samym początku mamy krótką ściągawkę, kto jest kim.
Jednakże podsumowując, to naprawdę sympatyczna powieść, polecam fanom kryminałów, którzy chcą trochę odpocząć od mrocznych śledztw i, chociaż to zabrzmi dziwnie, chcą trochę się pośmiać ze śledztwa, w którym poszukiwany jest morderca. 7/10

Głupie pomysły zawsze się mszczą.

Carl-Johan Forssén Ehrlin „O króliku, który chce zasnąć”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Od dłuższego czasu chciałam zajrzeć do tej książki, która za granicą szybko stała się hitem, ponieważ ta książka powinna ułatwić rodzicom usypianie ich pociech. Słyszałam również mnóstwo opinii, że ona również usypia… rodziców. Byłam ciekawa zarówno historii o króliku, jak i chciałam zobaczyć w jaki sposób ona ma usypiać.
Dzięki Karolinie mogłam posłuchać audiobooka. Słuchając tej krótkiej opowieści (całość trwa ok. pół godziny) miałam… napad ziewania. Nie zasnęłam tylko dlatego, że jednocześnie kolorowałam i starałam się nie zasypiać :) Podczas słuchania miałam kilkukrotnie myśli, żeby resztę posłuchać innym razem i iść spać :)
Więc z jednej strony to działa, ale muszę wypróbować ją w dniu, kiedy naprawdę będę mieć problem z zaśnięciem. Ok, raz już próbowałam, ale byłam tak rozbudzona i nie mogłam się skupić na Króliku, ponieważ ciągle myślałam o innej książce, więc po 3-4 rozdziałach po prostu zapaliłam lampkę i czytałam dalej tę inną książkę, Ale mimo tego jednego „niepowodzenia” spróbuję ponownie podczas jakiejś bezsennej nocy. Dam Wam znać, jakie będą tego efekty, a póki co ode mnie 8/10

Nicola Kraus, Emma McLaughlin „Reality show”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Kiedy moja przyjaciółka Iza miała kilka książek na zbycie z chęcią je przygarnęłam (albo część z nich). Wśród nich było „Reality show”, które szczególnie mnie zainteresowało z dwóch powodów: Po pierwsze ze względu na samą historię, a lubię młodzieżówkę o ciekawych tematach; po drugie czytałam kiedyś książkę autorek „Niania w Nowym Jorku” i pamiętam, że jako powieść przypadła mi do gustu.
Powieść jest na pewno interesującym spojrzeniem na kulisy programów typu „Reality show”. Że chociaż coś się promuje jako „dokument” i „prawdziwe życie” wcale nie jest to takie prawdziwe. Nie mówiąc o tym, że uczestnicy wpadają w pułapkę producentów, którzy zrobią wszystko (w tym oszukują), żeby zdobyć jak największą oglądalność. Całość czyta się szybko i wciąga, oraz sprawia coś, co na ogół rzadko dzieje się w książkach: W trakcie czytania zmieniamy zdanie o bohaterach. O ile Jesse z początku wydaje się być poukładaną dziewczyną z głową na karku, do której od razu czujemy sympatię, tak pod koniec już miałam mieszane uczucia co do niej. Jasne, jest nastolatką, może popełniać błędy, to też czyni ją bardziej ludzką postacią, co zdecydowanie jest plusem, ale czasem miałam ochotę nią mocno potrząsnąć. Również im bliżej poznajemy innych bohaterów, tym bardziej zmieniamy o nich zdanie. Na szczęście większość głównych bohaterów została pokazana z dwóch stron: możemy wymienić ich zalety, jak i wady.
Jeśli lubicie lekkie młodzieżówki, które jednak dają do myślenia, polecam 7/10

— A czy ty w ogóle się czymkolwiek przejmujesz? (…)
— Jasne — odpowiada Mel.  — Ale nie pozwalam, żeby mi to pokrzyżowało moje plany.

Jeśli chcecie przeczytać „Reality show”, piszcie. Z chęcią wymienię za inną książkę albo sprzedam, bo choć uważam, że jest to fajna młodzieżówka, to wątpię żebym kiedykolwiek do niej miała wrócić :) Inne książki, które mam na zbyciu znajdziecie tutaj.

Cora Carmack „Coś do stracenia”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Tak złej książki dawno nie czytałam. Spodziewałam się rozluźniającej, a jednocześnie wciągającej i interesującej historii. O ile początek jeszcze zapowiadał się dość ciekawie albo tak mi się wydawało, bo nigdy nie skreślam książki na samym początku, to potem było coraz gorzej. Przetrwałam tę książkę, bo w miarę szybko się ją czytało (i dopadł mnie taki dzień, że nie byłam w stanie nic zrobić, więc leżałam i czytałam), ale niestety więcej zalet trudno się doszukać. Główna bohaterka była trochę irytująca, z resztą nie tylko ona. Tekst został tak napisany, że poważnie się zastanawiam czy nie podesłać tego tytułu Pawłowi Opydo do jego cyklu „Złe książki” :) 3/10

I chociaż miałam również drugą część (e-book), to daruję sobie i nie będę jej czytać.

Ostatnio zabrałam się za czytanie artykułów na Pockecie i stwierdziłam, że trzy z nich mogę Wam polecić :)

1. Nabici w butelkę – śmierdzące fakty i kłamstwa, tym razem o „naturalnym norweskim TRANIE” – artykuł o tym, jak „zdrowy” jest tran w aptekach. Chociaż z jednej strony wydaje się to nieprawdopodobne, z drugiej wcale nie byłabym zaskoczona, gdyby ten tekst był w 100% prawdą. Być może nią jest, ale żeby być tego pewnym, trzeba by przeprowadzić „śledztwo” na własną rękę :)

2. Cel sylwetkowy prawie każdej kobiety… Jak ujędrnić ciało? – Kilka słów o tym, co pomoże ujędrnić ciało, a co nie. Zdecydowanie warto przeczytać :)

3. Rodzic-hipokryta, czyli jak zły przykład rujnuje wychowanie dzieci – Bardzo dobry tekst o hipokryzji rodziców. Jeśli masz dzieci, koniecznie przeczytaj. Jeśli ich nie masz, też przeczytaj i porównaj do swoich relacji z rodzicami. Dzięki temu uświadomiłam sobie (co właściwie wiedziałam podświadomie, ale nigdy się nad tym nie zastanawiałam), dlaczego pewne rzeczy robię tak, a nie inaczej.

Dalida. Skazana na miłość

Zobacz na Filmweb.pl

Być może wstyd się do tego przyznać, ale do tej pory nie znałam Dalidy. Wiadomo, już prędzej moi rodzice czy dziadkowie ją pamiętają. Mimo to zdecydowałam się pójść na film o jej życiu.  Całość ogląda się z autentycznym zainteresowaniem. Utwory wykorzystane w filmie uzupełniają historię artystki, nie raz mówiąc więcej niż same sceny. Poza tym to bardzo smutna historia, nie raz zaskakująca oraz nie mówi o wszystkim. Sama znam słabo biografię artystki, ale szkoda, że nie pokazano ani nie wspomniano o tym, że była Miss Egiptu, szczególnie w kontekście scen, retrospekcji z dzieciństwa.
Film mnie wciągnął i mnie poruszył. Jeśli lubicie biografie i filmy ukazujące, że sława to nie wszystko i mimo ogromnego sukcesu można być nieszczęśliwym, polecam. 7/10

Azyl

Zobacz na Filmweb.pl

Azyl opowiada historię Żabińskich, właścicieli warszawskiego zoo, którzy w trakcie wojny uratowali, jak podaje film, 300 Żydów szmuglowanych z warszawskiego getta. Całość jest pokazana przede wszystkim z punktu widzenia jego żony, która dbała o gości chowających się w piwnicach ich willi. Miło obejrzeć film (i to zagraniczny) o dobrych Polakach, którzy ryzykowali własnym życiem, by ocalić jak największą liczbę osób i to praktycznie pod samym nosem hitlerowców, Sam film zrealizowano tak, że wciągał od początku aż do samego końca, Chociaż nie pokazano zbyt wiele okrucieństw wojny – Antonina przede wszystkim spędzała czas w willi – to można zauważyć kontrast w wyglądzie zoo (i kolorach) w scenach „przed” i „po” wybuchu wojny. Do tego kilka scen z getta, a ta z Ulą najbardziej wpada w pamięć. Tematyka wojenna nie jest moją ulubioną jeśli chodzi o filmy czy literaturę, jednak zdarza mi się coś z niej zapoznać. „Azyl” bardzo mi przypadł do gustu, nawet jeśli może być trochę przekoloryzowany. Cieszę się, że za granicą widzowie mogą obejrzeć właśnie taki film. A ja osobiście stawiam go na półeczkę obok innych moich ulubionych filmów z czasu II Wojny Światowej (lub po), takich jak np. „Pianista” czy „Jeniec. Tak daleko jak nogi poniosą”. 9/10

BrzydUla

Zobacz na Filmweb.pl

Każdy z nas kojarzy tę historię Brzyduli, a pewnie wielu z Was pamięta telenowelę „Yo soy Betty, la fea”.  Kiedy byłam dzieckiem oglądałam ją po powrocie ze szkoły i z chęcią wróciłabym do niej. Na jej podstawie powstało mnóstwo seriali, również i nasza telewizja pokusiła się o własną wersję,
TVN-owska „BrzydUla” ma zarówno zwolenników jak i przeciwników. Ja osobiście zaliczam się do tych pierwszych. Bardzo lubię historię naszej Ulki i Marka, lubię ich oglądać. Dużą część serialu skradają inni bohaterowie, dużą zasługą są dobrani aktorzy, którzy pokazali się tu z pozytywnej strony: Małgorzata Socha w roli Violetty (jak tu nie kochać Violi?), Maja Hirsch jako Paula, Mariusz Zaniewski jako Alex, Łukasz Simlat jako Adam czy Jacek Braciak jako Pshemko. Uwielbiam ich, naprawdę!
Oglądanie „BrzydUli” sprawiało mi dużą przyjemność i chociaż zajęło mi to sporo czasu (ponad 2 lata), to miałam tak, że albo oglądałam kilka odcinków na raz albo przez dłuższy czas nic, bo nie miałam na to czasu :( Zawsze z radością wracałam do oglądania, często historia czy teksty mnie śmieszyły albo wywoływały również inne uczucia. Na samym końcu serialu nawet się wzruszyłam :)
Serial jest daleki od doskonałości, nawet ja zauważam w nim wady, ale nie zmienia to faktu, że to jeden z moich ulubionych seriali. Podejrzewam, że kiedyś może nadejść czas na jego ponowne obejrzenie :) I wiem, że trochę zawyżam ocenę, ale niestety tak czasami już mam, kiedy coś naprawdę bardzo lubię, dlatego dziś ode mnie: 9/10 

David Garrett „Encore” (2008)

Zobacz na Wikipedii, Posłuchaj na Spotify

Uwielbiam Davida Garretta – dla wielu z Was na pewno nie jest to zaskoczeniem. Nie tak dawno, pod koniec zeszłego roku, pisałam relację z jego pierwszego koncertu w Polsce. Jakiś czas temu postanowiłam zrobić porządek z muzyką na komputerze (co na pewno zajmie mi duuuuuużo czasu) oraz jednocześnie napisać opinie o niej (o niektórych albumach będę pewnie pisać drugi czy trzeci raz). Zaczęłam od Davida Garretta, ponieważ jest najczęściej słuchanym przeze mnie artystą wg last.fm. Ponad 3500 odtworzeń wynika z dwóch rzeczy: Po pierwsze lubię go słuchać, a po drugie jeśli pracuję nad jakimś opowiadaniem, słucham przeważnie muzyki instrumentalnej i w tej kategorii David jest częstym wyborem :)

Album „Encore” składa się z 16 utworów (są dwie wersje tracklisty, które różnią się ostatnim utworem, co odkryłam dopiero teraz: Do tej pory znałam „Zorba’s Dance” jako ostatni utwór, a na Spotify jest nim „Little Wing”). Wśród nich znajdują się dwa moje ulubione utwory Davida: „Smooth Criminal” – cover dobrze znanego utworu Michaela Jacksona oraz „He’s a Pirate” – motyw przewodni „Piratów z Karaibów”. Właściwie większość utworów na „Encore” jest świetna i słucha się ich z prawdziwą przyjemnością. Niestety wyjątkiem jest jeden utwór: „Ain’t no sunshine”, ta wersja jest taka… bez polotu, że za nią nie przepadam. Poza tym naprawdę posłuchać tego albumu, zarówno żeby się wsłuchać w każdy utwór i wspaniałą grę Davida, jak i włączyć go sobie jako tło, kiedy chcemy się na czymś skupić, a nie chcemy ciszy wokół siebie.

Ten album Davida jest jednym z albumów, który odniósł największe sukcesy w Niemczech: 114 tygodni na listach przebojów i ponad 500 tys. sprzedanych egzemplarzy (pięciokrotna złota płyta). I jeśli mam być szczera, cieszy mnie, że został doceniony w Niemczech czy również Austrii. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że kiedyś i Polscy słuchacze docenią Davida na tyle, by przyznać mu chociaż jedną „złotą płytę”. 5-/5

Ulubione utwory: Smooth Criminal, He’s a Pirate

Jeśli spodobała Wam się muzyka Davida, możecie go posłuchać na żywo: 25.10.2017 zagra w Krakowie, 26.10. w Waszawie, 27.10. w Gdańsku. Bilety dostępne na Eventim.pl.

Do tej pory, jeśli mnie pamięć nie myli, poleciłam Wam dwie świetne aplikacje: Twilight oraz Pocket. Jeśli chodzi o pierwszą z nich, dodałam w tamtym poście mały edit. Chodzi o to, że na komputery jest podobna aplikacja minimalizująca negatywny wpływ światła z monitora na nasz organizm: f.lux, a nie widzę sensu polecania tej aplikacji „osobno”. Jeśli macie ochotę ją wypróbować, bez problemu znajdziecie ją w Internecie (jest ona darmowa) zarówno na Linuxa jak i Windowsa.
A dziś nadszedł czas na kolejną stronę/aplikację, z której korzystam prawie 2 lata:

Habitica

Na Habiticę trafiłam podobnie, jak na wiele ciekawych aplikacji: dzięki artykułom, które zarekomendował mi Pocket, a ja zdecydowałam się je przeczytać.

Habitica jest… dość nietypowa. Z jednej strony jest to gra, w której zbiera się doświadczenie oraz pieniądze, czasami dostajemy jajka, eliksiry i jedzenie, Po 10 poziomie wybiera się jedną z czterech postaci, którą się chce być. Pieniądze możemy wydawać na zbroję albo „zaczarowaną szafę”, w której możemy znaleźć różne rzeczy, jak np. zbroję, doświadczenie, jedzenie… Z jajek i eliksirów wykluwamy zwierzątka – chowańce, a jeśli je nakarmimy, stają się wierzchowcami. Jeśli zbierzemy wszystkie, stajemy się Władcą Chowańców i Władcą Wierzchowców. Jeśli już zbierzemy wszystkie, możemy je wypuścić i zbierać od nowa (ja już tak raz zrobiłam). Jeśli dojdziemy w grze do 100 poziomu, możemy wykorzystać Kulę Odrodzenia – która sprawi, że znów będziemy na 1 poziomie, ale cała nasza historia zostanie zachowana, dlatego można w to grać na okrągło. Nie mówiąc o tym, że nie jest tak łatwo dojść na 100 poziom. Swoje konto założyłam po studiach, pod koniec czerwca 2015 roku, a dziś jestem „dopiero” na 99 poziomie. Pewnie już kilka tygodni czy miesięcy temu mogłabym dobić do 100, ale w międzyczasie miałam niestety przerwy od tej gry. Oczywiście nie musimy grać w tę grę sami – jest możliwość założenia (lub dołączenia do istniejącej) drużyny i wspólnie ze znajomymi brać udział w misjach.

To tyle, jeśli chodzi o to, co możemy zrobić w tej grze. Zasadniczym pytaniem, na które właśnie odpowiem, jest: Jak się właściwie w to gra? I właśnie ten punkt najbardziej zachęcił mnie, żeby zacząć w to grać: To my ustalamy, co robimy, żeby zdobyć doświadczenie. Mamy 4 kolumny, do jednej wprowadzamy nasze nawyki: zarówno te dobre jak i złe. Może to być cokolwiek, co tylko zechcemy: Jednymi z moich nawyków są np. utrzymywanie porządku w pokoju czy podlanie roślin. Możecie wpisać, co tylko Wam się podoba oraz ustalić poziom trudności. Im trudniejsze, tym więcej zdobędziemy doświadczenia i złota za wykonanie pozytywnego nawyku. Jeśli jednak zrobimy coś z nawyku, którego chcemy się pozbyć, po wciśnięciu minusa ubędzie nam trochę życia. Drugą kolumną są zadania codzienne. Tu również wpisujecie, co chcecie, ustalacie poziom trudności, a nawet możecie podzielić zadania na mniejsze, żeby pamiętać co dokładnie trzeba zrobić. Tę opcję wykorzystuję trochę inaczej, bo moje „codzienne” to kategorie zadań (np. mam zadanie „Czytanie” i w miejscu, gdzie teoretycznie mogę podzielić zadanie, po prostu wpisałam, co zalicza się do tego „czytania”, np. książka/e-book, Pocket, WattPad… Jeśli przeczytałam coś, co się do tego wpasowało po prostu odhaczam całą kategorię jako wykonane zadanie i zyskuję doświadczenie, złoto oraz ewentualne dodatkowe nagrody). Do tego możemy ustalić w tych zadaniach codziennych, w jakie dni tygodnia mamy je wykonywać (np. sprzątanie w każdą sobotę) albo co ile dni (np. mycie klatki co 14 dni). Zadania które są przewidziane na konkretny dzień są aktywne czyli kolorowe i dzięki temu wiemy, co jeszcze musimy zrobić, w przeciwnym razie utracimy trochę życia, a jeśli jesteśmy w trakcie misji – walki z bossem, może to też zranić każdego z naszej drużyny. Nieaktywne są zaznaczone na szaro i jeśli ich nie zrobimy w ten dzień, nic się nie stanie.  Oczywiście możemy ustawić zadania tak, że są one cały czas nieaktywne (przyznaję się, większość moich „codziennych” tak właśnie wygląda, ale chyba coś wkrótce zmienię), ale oczywiście spokojnie możemy je wypełniać i otrzymać doświadczenie itd. W trzeciej kolumnie są zadania „do zrobienia”. Takie jednorazowe, które również możemy podzielić na części, a także ustalić datę, do kiedy mamy wykonać dane zadanie. W ostatniej są nagrody, czyli „zaczarowana szafa”, zbroja, eliksir uzdrawiający, możemy dodać również własne nagrody. Wykupujemy je oczywiście za zebrane złoto.

Tak prezentuje się część mojego profilu – w lewym górnym rogu jest mój awatar z chowańcem i wierzchowcem, na prawo od pasków ze zdrowiem, doświadczeniem i maną jest moja drużyna. Poniżej przykładowe zadania – do każdego można jeszcze dopisać notatkę, która wyświetla się w chmurce :)  Po kliknięciu w obrazek otworzy się w nowej karcie w oryginalnym rozmiarze :)

I to jest właśnie w tym najlepsze: Do grania wykorzystujemy własne życie. Dzięki temu że za każde zadanie jesteśmy wynagradzani doświadczeniem i złotem, motywuje to nas do zrobienia jak największej ilości zadań. Również sami ustalamy poziom trudności gry, zależnie od wprowadzonych zadań. Nikt poza nami nie ma wglądu do naszych zadań, więc możemy wpisywać, co tylko chcemy :) Masz ochotę wpisać „mycie zębów”, „kawa” bądź „spacer z psem” – nie ma sprawy! To od Ciebie zależy, za co chcesz siebie nagradzać (i ewentualnie „karać”).

Polecam Wam gorąco tę grę. Chociaż może wydawać się to nieprawdopodobne (jak mnie z początku) ona naprawdę motywuje do bycia produktywnym. Na co dzień nie zajmuje też zbyt wiele czasu, bo wystarczy tylko odhaczyć zadania, a tylko od czasu do czasu nakarmić chowańce i wykluć nowe :) Poza wersją na komputer, którą zaprezentowałam powyżej, jest również dostępna aplikacja na telefon i tablety. Większość treści, zarówno na www, jak i w aplikacji, została przetłumaczona na język polski. W grze ułatwia nam Wiki Habitiki, która opisuje szczegółowo wiele rzeczy z gry.

Gra jest darmowa i spokojnie można z niej korzystać nie wydając ani złotówki. Jednak jeśli chcemy wspomóc twórców, wtedy możemy zakupić klejnoty, za które możemy kupić dodatkowe przedmioty, stylizacje awatara czy misje, które są dostępne tylko i wyłącznie za te klejnoty. Ale to naprawdę tylko dodatek, bez nich można świetnie grać i być produktywnym!

Jeśli ktoś z Was zdecyduje się na założenie konta na Habitice, dajcie znać, a z chęcią dodam Was do mojej drużyny (a właściwie drużyny, w której jestem, bo właściwie nie ja jestem jej przywódcą :)) – im więcej osób w drużynie tym lepiej, a póki co w „silnych i niezależnych” jest nas tylko trójka…

Oj, rozpisałam się o.O To chyba najlepszy dowód na to, że uwielbiam Habiticę i powiem szczerze: trudno wyobrazić sobie życie bez niej. Jeśli jesteście zainteresowani (a mam nadzieję, że tak!), zapraszam:
Habitica   Google Play

Trochę się rozpisałam :) Mam nadzieję, że zainteresowało Was coś w tym poście. Mam nadzieję, że teraz łatwiej będzie mi się zmotywować do częstego pisania bloga: W końcu, 10 lat po tym, jak zaczęłam o tym marzyć, kupiłam sobie laptopa. Właściwie jest to tani sprzęt, z małą pamięcią i większość osób zdecydowanie narzekałaby na niego. Ja chciałam laptopa do pisania, czyli właściwie taką nowoczesną „maszynę do pisania”. Czasami zdarzyło się tak, że miałam ochotę popracować (np. pisać), ale komputer był zajęty, była burza (wtedy odłączam od prądu wszystko, co tylko się da, tak bardzo się boję) albo w ogóle prądu nie było… Wiem, zazwyczaj to wymówki, jednak tym razem tej wymówki nie ma, bo dostęp do Worda będę mieć zawsze, chyba że bateria mi padnie w laptopie, ale już ją wytestowałam – i trzyma naprawdę długo, spokojnie mogę pracować przez min. pół dnia bez ładowania, a ponieważ używam przyciemnionego ekranu, pokazuje mi czas pracy 8-10 godzin :)
Najważniejsze to: klawiatura, na której bardzo dobrze się pisze (większość tego postu napisałam na laptopie), dobrze działające LibreOffice, dostęp do Internetu i Spotify… i czego chcieć więcej od sprzętu, który ma przede wszystkim służyć do pisania?  A jak dodam do tego motywacyjną tapetę, którą sobie zrobiłam ze słowami Agaty Zając (autorki bloga Fitness-All-Day), czyli:

Wszystko siedzi w głowie. Można sobie wmówić zmęczenie, chorobę i zepsuć samopoczucie.
Możliwe jest też zrobić coś odwrotnego. Jeśli zajmujesz się czymś co Cię nakręca
to zawsze będziesz płynąć z falą.

to już w ogóle jestem przeszczęśliwa :) Jedyne nad czym się zastanawiam, to… dlaczego nie kupiłam sobie jakiegoś laptopa jakiś… rok temu?

W każdym razie dziś są święta, dziś niedziela, więc poza dokończeniem tego postu robię sobie wolne, a od jutra (jako że nigdzie się nie wybieram) zaczynam pracę nad… szukaniem pracy i pisaniem, co odkładam już od 3 tygodni :)

Jeszcze raz życzę Wam smacznego jajka, a jeśli zdecydowaliście się na dołączenie do Habitiki i chcecie dołączyć do mojej drużyny, dajcie znać! :)

Reklamy

3 thoughts on “#14-15/2017

  1. Zuza

    Też pierwszy raz usłyszałam o Dalidzie przy okazji premiery tego filmu. Niezbyt biografie mnie interesują, ale tę kiedyś obejrzę. Trafiłam kilka dni temu na jednej ze stacji radiowych na kilka jej piosenek puszczonych z okazji tego, że film jest w kinie. Miała piękny, dojrzały głos.

    Dwie nowe recenzje na http://the-rockferry.blog.onet.pl/

    Odpowiedz
  2. Rbl fleur (Rblfleur)

    Ja do czytania nie mam ani chęci ani czasu. A wielka szkoda… Nawet Wiedźmina nie mogę dokończyć :D A co dopiero przesłuchać nowe płyty… Dobrze, że dużo piszesz, ja tam lubię czytać twoje posty. I przynajmniej wiem, które książki warto przeczytać.
    12… jak to szybko minęło. Ja się też poczułam staro jak doszedł do mnie ten fakt na koncercie. Masakra haha. Ja w Polsce, w domu wciąż mam ich plakaty i wywiady w segregatorze. I nie mam zamiaru nigdy ich wyrzucać :D

    http://www.Rebelle-K.blog.pl

    Odpowiedz
  3. Pingback: Rozdział 2. Syriusz | Isabella Potter

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s