Maj

Część maja już minęła, więc pora w końcu na kolejne propozycje filmowe, książkowe itd. Serdecznie zapraszam :)

Kraina Lodu. Złota księga bajek

Zobacz na empik.com

Jak widzicie, zdarza mi się czytać książki dla dzieci :P Kupiłam te bajki dla mojej chrześniaczki na urodziny. Jestem złą chrzestną i nie znam dobrze jej gustu ani zainteresowań (mniejsza o to, dlaczego tak jest), ale pamiętam, że kiedyś lubiła książki (dając jej tę książkę dowiedziałam się, że nadal lubi) i że bardzo lubi „Krainę Lodu”. W poszukiwaniu czegoś, co spełniałoby te dwa wymagania, udałam się do Empiku i znalazłam właśnie to. Póki co ta książka prawdopodobnie jest dostępna tylko w tej sieci, ponieważ nawet na stronie wydawnictwa premiera jest przewidziana dopiero w czerwcu.

No i jak już kupiłam tę książkę, stwierdziłam, że ją przejrzę, bo sama lubię tę bajkę ;) Przeczytanie ponad 300 stron zajęło mi godzinę, bo, jak to w książkach dla młodszych dzieci, na stronie mamy kilka linijek tekstu, a reszta jest zapełniona kolorowym obrazkiem. Jako dziecko uwielbiałam takie książki. Same historie są dość ciekawe, wciągnęły nawet mnie − dorosłego. Niestety pierwsza opowieść jest największym minusem tej księgi, bo opowiada historię znaną z animacji, ale niestety ta historia została tak potraktowana, że przypomina bardziej streszczenie… Na szczęście cała reszta jest znacznie ciekawsza.

Jeśli szukacie prezentu dla dziecka, a lubi ono książki z obrazkami i bajkę „Krainę Lodu”, polecam tę książkę. Nawet jeśli będziecie zmuszeni do czytania tej książki dziecku, nie powinniście się nudzić. Przynajmniej nie za pierwszym razem :) 7/10

Następnie przeczytałam ponownie książkę Eda Sheerana „Graficzna podróż”, opinię na jej temat pisałam już tutaj. Opinia jak najbardziej dalej aktualna, może z tym wyjątkiem, że teraz wystarczyło mi 1,5 godziny, żeby przeczytać książkę (bo skupiłam się tylko na tekście, a nie podziwianiu prac Phillipa). Sięgnęłam po tę książkę, bo musiałam podładować swoją motywację ;) Jej poziom trochę wzrósł ;)

Na początku kwietnia pisałam Wam o filmie „Amok”, który powstał na podstawie prawdziwej historii. Prawdę mówiąc temat trochę mnie zaciekawił i zaczęłam szukać paru informacji o Krystianie Bali, jego książce i tym morderstwie. Trafiłam na bardzo ciekawy artykuł z 2008 roku:
TRUE CRIME – A postmodern murder mystery. Jeśli jesteście trochę zainteresowani tym tematem, serdecznie polecam. Czyta się go naprawdę dobrze. Polecam to wszystkim, nie tylko osobom, które widziały film.

Drugi artykuł, który mnie zainteresował jest o czytelnictwie: A w dupę se wsadź to swoje czytanie! Przede wszystkim opowiada on o tym, jak rozmawiamy o czytelnictwie i skłania do refleksji, czy czasami nie zdarza mi się zachowywać, jak zostało to tam opisanie ;)

Strach (1996)

Zobacz na Filmweb.pl

Już dawno chciałam zobaczyć ten film, głównie ze względu na Reese Witherspoon. Sama fabuła mnie też zaciekawiła, szczególnie że kiedyś widziałam fragment, który mnie zainteresował. W końcu miałam okazję obejrzeć i co o nim myślę?

Początek filmu zapowiada się na produkcję młodzieżową: nastoletnia dziewczyna trochę buntuje się przeciwko rodzicom (właściwie ojcu i macosze), ma szkołę, przyjaciół, z którymi czasami idzie do baru albo na imprezę i właśnie w tym miejscu spotyka chłopaka, który wpada jej w oko. Oczywiście on ją podrywa, zaczynają być razem, na pierwszy rzut oka David jest ideałem, ale dopiero potem odkrywamy (a wraz z widzem, a właściwie trochę później, odkrywa to również bohaterka), że z nim coś jest nie tak. I gdy Nicole próbuje się od niego uwolnić, dopiero wtedy pokazuje on swoją prawdziwą twarz.

Ogólnie oceniam ten film pozytywnie, szczególnie że David został świetnie zagrany (właściwie już od pierwszej sceny, jak widzimy jego wzrok, przeczuwamy, że to niebezpieczny typ), a i na Reese patrzyło się przyjemnie, chociaż Nicole czasami była głupią nastolatką. Z drugiej strony, czego wymagać od nastolatki? Jeśli ktoś ma ochotę na thriller, w którym nie leje się krew, nie ma jakichś bardzo strasznych scen, to mogę polecić „Strach” 7/10

Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street (2007)

Zobacz na Filmeb.pl

Zabawne jest to, że wybierając film, jaki obejrzę z Agą podczas naszego babskiego spotkania, nie zwróciłam uwagi, że to musical (a ona nie przepada za tym gatunkiem :)). Są takie musicale, które lubię, ale są takie, w których zastanawiam się, po co dodano do tego utwory, a nie zrobiono z tego zwykłego filmu. Ten zalicza się do tej drugiej kategorii. Chociaż utwory nie przeszkadzały mi tak bardzo, myślę, że lepiej by mi się go oglądało bez nich.

Całość odebrałam dość pozytywnie. Ciekawa historia, momentami zabawna (szczególnie zachowanie bohaterów podczas śpiewu), fajni aktorzy, których lubię m. in. Johny Depp, Helena Bonham Carter czy Alan Rickman, w sumie dobrze się bawiłam podczas jego oglądania :) 7/10

Wybawienie (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Czasami trochę głupio iść do kina na film, podczas gdy jest trzecią częścią. Nie, żebym o tym nie wiedziała – Karolina mnie uświadomiła, ale postanowiłam olać ten fakt. Okazało się, że żeby obejrzeć „Wybawienie” nie trzeba znać poprzednich części. Jedyne, co stanowiło dla mnie zagadkę, to zachowanie jednego z bohaterów, tzn. zastanawiałam się, co przeżył, że tak się trząsł, ale to nie był istotny fakt, nie wiadomo jak wpływający na całość. Film został zrealizowany tak, że każdy mógł się połapać w historii, nawet jeśli to jego pierwsze spotkanie z bohaterami.

Film wciągnął mnie od początku. Podobała mi się różnorodność bohaterów, w tym na plus były rozmowy Assada (muzułmanina) z Carlem (ateistą) na temat wiary. Daje do myślenia, szczególnie że w tym momencie w mediach muzułmanie są zazwyczaj przedstawiani jako terroryści. Poza tym sama historia wciągnęła: tajemniczy list. Ciekawym zabiegiem było pokazanie widzu częściowego życia mordercy, Pål świetnie zagrał psychopatę, ba, już od początku filmu wyczuwało się, że „coś jest z nim nie tak”. Co mogę więcej powiedzieć? Podoba mi się. Tak bardzo, że z chęcią zajrzę do książek oraz obejrzę poprzednie ekranizacje  8/10

Jutro będziemy szczęśliwi (2016)

Zobacz na Filmweb.pl

Gdy zobaczyłam zwiastun francuskiej komedii z Omarem Sy, byłam pewna, że na pewno na to pójdę. Tak bardzo uwielbiam komedie francuskie, które zazwyczaj są na bardzo wysokim poziomie, że niestety… „Jutro będziemy szczęśliwi” trochę mnie zawiodło.

Nie zrozumcie mnie źle: to nadal dobry film, który ogląda się z przyjemnością, bawi w wielu scenach, a przede wszystkim na końcu wzrusza.  Z uśmiechem oglądamy, jak główny bohater z lekkoducha staje się „najlepszym tatą na świecie”. Wkurzamy się na pojawiającą się matkę, która prawdopodobnie manipulowana jej aktualnym chłopakiem podejmuje takie, a nie inne kroki. Niestety mimo fali emocji, jakie wywołuje film, czegoś brakuje i po seansie pozostaje niedosyt. Po francuskiej komedii należy spodziewać się czegoś więcej, a tu się nie postarano, bo „Omar Sy wystąpi, to ludzie przylecą do kina”. Na pewno, tylko czy wyjdą zadowoleni?  7/10

Obcy: Przymierze (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

To takie przykre, kiedy czeka się na film kilka miesięcy, a on okazuje się porażką :( Na ogół nie przepadam za horrorami, ale kilka lat temu mama namówiła mnie na obejrzenie „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”. Właściwie to film, który łączy to, za czym szczególnie nie przepadam: horrory i science fiction. Ku mojemu zaskoczeniu… zakochałam się. Pokochałam „Obcego”, lubię nawet trzy kolejne części (chociaż na ich temat różni mają odmienne zdanie) – recenzje możecie przeczytać w e-booku „miResena„. Kiedy dowiedziałam się, że powstał nowy „Obcy” i co więcej, wyreżyserowany przez Ridleya Scotta, czyli gościa, który reżyserował pierwszą część, wiedziałam, że na to na 100% pójdę do kina.

No i poszłam. I jak już wiecie z pierwszego zdania, jestem rozczarowana. Bardzo.

Prawdę mówiąc, nie pamiętam dobrze jedynki, ale miałam wrażenie, że „Obcy: Przymierze” opiera się na tym samym pomyśle: Lecą w kosmosie, odbierają sygnał, lądują. Ktoś zostaje zarażony (tylko tu nie tak brutalnie), wyskakuje z niego obcy i atakuje resztę. Dalej trochę spoilerów: Oczywiście trwa walka o przetrwanie, wracają na statek, Obcy dostaje się razem z nimi. Na końcu niby sielanka, ale nagle niespodzianka: Wróg nadal jest na pokładzie. Oczywiście poraża nas głupota załogi, bo jak oni mogli wyjść na obcą planetę bez odpowiednich zabezpieczeń? Ach, zapomniałabym, gdyby je ubrali, obcy nie miałby żywiciela, by móc się „narodzić”. No dobrze, jeszcze jest wątek klonów. Może wiedziałabym, czego się spodziewać, gdybym obejrzała „Prometeusza”?

Film jest nudny, nie ma w nim nic odkrywczego, głupota załogi poraża, a strzelanka i litry krwi jakoś mnie nie kręcą. Główna bohaterka miała być „następczynią” Ripley (no, może nie do końca, wszak akcja tego filmu dzieje się przed przygodami Ripley, ale chyba wiecie, o co mi chodzi), jednakże Daniels jest tak irytująca i roztrzęsiona, że na pewno nie może się równać Ripley.

Jestem zawiedziona tym filmem i obawiam się, że za jakiś czas pojawi się kontynuacja – ostatnie sceny udowadniają, że ktoś ma ochotę naciągać ludzi na klasyce. Naprawdę lepiej kolejny raz obejrzeć „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” niż chociaż raz „Obcy: Przymierze” 5/10

Uciekaj (2017)

Zobacz na Filmweb,pl

Przed chwilą pisałam, że nie lubię horrorów, a tu kolejny film, który określono jako horror. Chociaż… czy naprawdę to można przypisać do tego gatunku? Patrząc na zwiastun: owszem. Trailer został zrobiony perfekcyjnie (ten, który pokazano w kinie, bo te, które są w Internecie są właściwie streszczeniem filmu), bałam się podczas jego oglądania i sama nie wierzyłam, że zdecydowałam się na seans, ale historia wydała mi się tak ciekawa…

Początkowo, jak większość horrorów (?), zaczyna się sielankowo. Chris jedzie razem z dziewczyną do jej rodziców. Obawia się, co oni powiedzą na to, że on jest czarny. Wydaje się, ze zarówno oni, jak i wszyscy znajomi akceptują czarnych, główny bohater wyczuwa, że coś jest nie tak. W końcu, w pewnym momencie odkrywa zaskakującą prawdę…

Nie ma tam scen, podczas których należy się bać. Właściwie to w dwóch trzy trzech zastosowano taką „tanią” sztuczkę – wyskakujący jeleń na drogę, biegnący murzyn z dziwnym wyrazem twarzy, które mają przestraszyć widza. Jednak reszta skupia się przede wszystkim na opowiedzeniu fabuły, a im robi się „groźniej” dla głównego bohatera, tym bardziej film zamienia się w komedię, którą nazwałabym parodią horrorów. Naprawdę, ostatnia scena jest świetnym podsumowaniem: Sama w sobie jest tak dziwna, teoretycznie żart nie jest na bardzo wysokim poziomie, ale mnie rozbawił i najbardziej zapamiętałam to z całego filmu. On właśnie pokazuje, jakie podejście do filmu mieli twórcy i chyba tym chcieli powiedzieć: drogi widzu, nie bierz tego na poważnie.

Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale mnie się spodobało i polecam. A sama pewnie do niego kiedyś wrócę :) 8/10

The Circe. Krąg (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Tom Hanks i Emma Watson w jednym filmie? Pozycja obowiązkowa! Do tego ciekawy zwiastun, bez problemu znalazłam osobę, która zechciała mi towarzyszyć w kinie. Niestety… ten film to rozczarowanie.

Cała historia zapowiadałaby się ciekawie: czy da się stworzyć utopijny świat, co by się stało, gdyby ludzi odrzeć z ich prywatności i byli cały czas obserwowani… i jeszcze kilka innych spraw, które w tym momencie nie potrafię ująć słowami. No właśnie, zapowiadałaby. Niestety film na tym polu rozczarowuje: chcąc tu zmieścić zbyt wiele spraw, stał się przegadany. Scenariusz jest słaby. Nie można zrozumieć postaci, a przede wszystkim Mae: Na początku jest zachwycona The Circle – ok, pewnie sama byłabym zachwycona. Pewne rzeczy ją przerażają czy dziwią – to też normalne i ją rozumiem. Niestety po jej „wypadku” nagle przestaję rozumieć główną bohaterkę. Nie mam pojęcia, czy ona nadal wierzy w te utopijne wartości czy może podejmuje grę, żeby zdemaskować firmę i pokazać: ludzie, obudźcie się, to jest złe! Z jednej strony mówi coś czy robi, co wskazuje na tę pierwszą opcję, a później na tę drugą. To jest tak niejasne, że nie mam pojęcia, jak to interpretować, dlatego jestem w trakcie czytania książki, z nadzieją, że w końcu zrozumiem.

Dobry film powinien zainteresować widza tak, by chciał on przeczytać książkę, ale nie powinien zostawiać takich niejasności, by widz musiał przeczytać książkę, żeby zrozumieć, o co chodzi. Drugą niewyjaśnioną sprawą jest już sam koniec, gdy (prawdopodobnie) Ty mówi: „Za to powinni postawić Mercerowi pomnik” czy coś w tym stylu. Szkoda, że nie powiedziano za co? Co dokładnie było w tych danych, że Mercer był tak ważny? Nawet, gdy pokazano w filmie ich ujawnienie, tak naprawdę nie powiedziano, co w nich jest, a sądzę, że to dość kluczowe w tym filmie, że widz spodziewa się, że w końcu dowie się, o co naprawdę chodzi w The Circle. Film nie odpowiada na to pytanie, mam nadzieję, że twórcy stwierdzili: po co o tym mówić? Niech sobie przeczytają książkę.

Mimo sympatii do Toma Hanksa i Emmy Watson, mimo to że kilku aktorów dobrze zagrało swoje role, nawet jeśli one było kiepsko napisane, mimo że dość przyjemnie oglądało mi się cały film (lubię patrzeć na Emmę, pewnie dlatego), mimo że skłania do refleksji i dyskusji na ten temat, nie polecam. No dobra, może zobaczcie go kiedyś, w tv, ale nie warto płacić na bilet do kina. Jeśli chodzi o książkę, wypowiem się za jakiś czas, jak ją skończę, na razie zbyt daleko nie zaszłam :) 6/10

Ostatnio oglądam głównie filmiki na YouTube (mam taki „mały” challenge: obejrzeć wszystkie filmy dodane do 1 maja w 1,5 miesiąca), więc znalazło się kilka, które chciałabym wam polecić:
1. 10 Shocking Differences Between the Harry Potter Movies and Books – dla Potteromaniaków. Prawdę mówiąc, ja nadal nie wybaczyłam zmiany jednej z ostatnich scen, tj. jak w filmie Harry przełamuje Czarną Różdżkę na pół.
2. Jak ćwiczyć brzuch? – Centralna stabilizacja – Jeden z ciekawszych materiałów Jacka Bilczyńskiego. Myślę, że warto obejrzeć i zrobić sobie „test”. Niestety go oblałam, więc biorę się ostro do treningów ;]
3. Eddie Redmayne Plays ‚Heads Up!’ with Ellen – Eddie udający zwierzęta, hahaha, kocham ten filmik :) Jeśli chcecie się pośmiać i macie 2 minuty czasu, polecam :)
4. Sherlock Parody Hillywood side-by-side comparison – Pod koniec grudnia polecałam Wam Hillywood Show i ich parodię serialu „Sherlock”. Jeśli nie widzieliście, nadal polecam. Natomiast dziś podrzucam Wam filmik (przede wszystkim dla osób, które widziały parodię, ale w sumie nie tylko), jak dziewczyny się postarały, budując parodię na scenach z serialu oraz teledysku Macklemore. Robi wrażenie.
5. Nie pozwól, by definiowały cię rzeczy materialne: Kamil Bednarek i Mateusz Grzesiak – Mateusz ogólnie ma wiele ciekawych treści na swoim kanale, ale i przeprowadza wiele ciekawych wywiadów, z których możemy się czegoś „nauczyć”. Bardzo spodobał mi się wywiad z Kamilem, nie tylko dlatego, że lubię Kamila, ale przede wszystkim to ciekawa rozmowa, z której możemy coś „wynieść”. Właściwie uważam, że to jeden z najlepszych wywiadów przeprowadzonych przez Mateusza.
6. Lzzy Hale (Halestorm) performs „Dear Daughter” in bed – Muzyczna propozycja. Bardzo lubię balladę „Dear Daughter”, a to wykonanie jest tak piękne, że niezależnie od tego, czy znacie oryginał, czy nie, polecam posłuchać :)
7. Ed Sheeran – Dive (Music Video) – ciekawy i uroczy teledysk :) PS: To nie jest oficjalny klip ;)

Tym razem nie będzie żadnej recenzji, ale chciałam Wam przedstawić, czego w maju słuchałam najwięcej (dane wg last.fm, które nie obejmuje mojej mp3), szczególnie dlatego, że jest coś, co chciałabym Wam polecić, a pisanie recenzji albumów od dłuższego czasu mi nie idzie.

Albumy

1. Sarah Connor „Muttersprache”

2. Tokio Hotel „Schrei so laut du kannst”

3. Sunstroke Project „Hey Mamma”

Pozycja trzecia to właściwie singiel, a tak mało różnych albumów słuchałam w maju, że tą jedną piosenką dotarli do tego zestawienia. Tokio Hotel na miejscu drugim mogę łatwo wytłumaczyć (nie żebym zamierzała się tłumaczyć ze słuchania Tokio Hotel ;)) – być może wiecie, teraz staram się jak najwięcej pracować nad moją książką, a najczęściej podczas pracy słucham właśnie Tokio Hotel, które przywołują wspomnienia z czasów, które opisuję. Poza tym lubię ten album.

Jednakże dodałam tu ten ranking, bo chciałam Wam gorąco polecić album Sary Connor. Jestem pewna, że ją znacie, chociażby z utworu „From Sarah with love”, która u nas też była hitem. Znałam kilka innych jej utworów i większość przypadła mi do gustu, jednak nie zabrałam się za żaden album w całości. Dzięki Spotify i składance utworzonej dla mnie na podstawie tego, czego słucham (zabawne jest to, że 99% utworów proponują mi po niemiecku ;)), w której od czasu do czasu pojawiał się niemieckojęzyczny utwór Sary, skusiłam się na cały album. Pierwsze, to w ogóle szok, że nagrała coś po niemiecku. Dziś uważam, że to najlepsze, co mogła zrobić.

Album jest cudowny. Są to spokojne, popowe utwory, ale z ciekawymi, fajnymi tekstami (na tyle, na ile się wsłuchiwałam). Dobre do posłuchania, do podśpiewywania, jak i do puszczenia sobie w tle. Jestem zachwycona „Muttersprache” (prawie 300 odsłuchań samo się nie nabiło ;)) i jeśli tylko lubicie język niemiecki i pop (przede wszystkim popowe ballady), polecam.

Moje ulubione utwory: Anorak , Wie schön du bist, Bedingungslos , Augen Auf, Das Leben ist schön

Przesłuchaj album na Spotify

Utwory

1. Sunstroke Project „Hey Mamma”

2. Pápai Joci „Origo”

3. Sarah Connor „Wie schön du bist”

No cóż… Po moim wpisie o Eurowizji, jak widać, miałam niezłą fazę na dwa utwory, a szczególnie na „Hey Mamma”. Byłam zdruzgotana, gdy usunięto go ze Spotify, ale na szczęście po kilku dniach powrócił… No i Sarah, ten utwór ma najwięcej odsłuchań, bo najczęściej pojawiał się w tej przygotowanej dla mnie składance ;) No i bardzo go lubię.

Właściwie mogłabym to wrzucić do „Książki”… :) Jakiś czas temu udało mi się skończyć drugą część mojego potterowskiego Fan Fiction, a we wtorek opublikowałam ostatni rozdział. Jestem taka szczęśliwa, że mi się udało! Jeśli lubicie czytać tego typu opowiadania, a jeszcze nie znacie „Isabelli Potter”, serdecznie zapraszam do przeczytania. Na podstronie „Książki” znajdziecie zakładkę z cyklem, gdzie możecie pobrać e-book pdf albo możecie zajrzeć na mojego bloga Isabella Potter, gdzie również są dostępne wszystkie rozdziały, a wkrótce zaczną się ukazywać nowe, z części trzeciej ;) A jeśli macie konto na Wattpadzie i wygodniej Wam się tam czyta, zapraszam na mój profil ;)

Mam nadzieję, że „Isabella Potter 3” napiszę szybciej – marzy mi się, by ją napisać w 3 miesiące, że praca nad książką też będzie się posuwać coraz szybciej (ostatnio zmieniłam koncepcję, że z pięcioksięgu zrobię trylogię, co wymaga zmianę tytułu roboczego i więcej pracy nad pierwszym tomem), a do tego w ramach odpoczynku piszę sobie na spokojnie fanfiction o skokach narciarskich. Mam nadzieję kiedyś je opublikować, ale rozdział pierwszy ukaże się nie prędzej, niż nie skończę całości ;)

Reklamy

7 thoughts on “Maj

  1. Isabelle :)

    Och, a ja chciałam się wybrać na „Krąg” do kina :/
    Też oblałam ten test, nawet mnie to nie dziwi xD
    Aaa, uwielbiam „Thrift Shop” ^^ A ta wersja na skrzypcach, awww :3
    Swego czasu słuchałam „From Sarah With Love” :)

    Odpowiedz
    1. Inna_odInnych Autor wpisu

      Ehh „Krąg” w ogóle jest zły. Znaczy się, miał potencjał, ale niewykorzystany. Przeczytałam ponad połowę książki i w książce ta bohaterka jest jeszcze głupsza niż w filmie. Z dwojga złego wolę ten film (wątpię, żebym pod koniec książki zmieniła zdanie, chociaż, kto wie…), ale szkoda kasy na bilet do kina.
      Jaki test?
      Ja nie znałam „Thrift Shop” :D Ba, oglądając tę parodię, nie miałam zielonego pojęcia, jaką piosenkę one wykorzystały :D Sam utwór jest fajny, a przeróbka sióstr Hilly jest genialna. I tu masz rację, te skrzypce, mmm….
      Wydaje mi się, że wielu ludzi słuchało tej piosenki :P Przesłuchaj tej płyty Sarah, myślę, że może Ci się spodobać :)

      Odpowiedz
      1. Isabelle :)

        No ten test z brzuchem :D
        Jejku, Thrift Shop to mój hymn jak po ciucholandach biegam xD
        Ale ja ją nawet nagrałam na kasetę :P
        Ee, ja ostatnio mam fazę na vocaloidy i The Jet Set, ewentualnie Lindsey :D

        BTW, Ty już mi 2 i 3 rozdział swojej książki wysłałaś na pocztę, a ja jeszcze pierwszego nie poprawiłam xD Na dniach się za to wszystko wezmę, muszę tylko skończyć pisanie eseju, bo termin mnie goni :/

        Odpowiedz
        1. Inna_odInnych Autor wpisu

          Aaa ten. Zapomniałam o nim :D Ale ćwiczenie jest fajne, tylko trochę nudne. Myślę, że będzie idealnie nadawało się do wieczornej sesji relaksacji i rozciągania, potem chyba łatwiej zasnę :D
          Ja mam fazę na Sarę :P The Jet Set? Kiedyś lubiłam ich piosenkę, ale dawno nie słuchałam ;)

          Mówiłam, że nie musisz się spieszyć. I tak będę przeglądać te poprawki i poprawiać tekst dopiero jak 1) zredaguję resztę tego, co mam napisane, czyli jeszcze jakieś 4-5 rozdziałów (mam nadzieję uporać się z tym w tym tygodniu, ale zobaczymy jak wyjdzie), 2) dopiszę drugą połowę książki, które wstępnie miało być drugą częścią, ale stwierdziłam, że połączę to w jedno :)

          Odpowiedz
          1. Isabelle :)

            Do ćwiczenia nie doszłam, chciałam tylko sprawdzić, co to za test :P
            Niech zgadnę, Just Call Me? :P U mnie zaczęło się od tego, wstałam lewą nogą z myślą ‚Just kill me’, a to brzmiało podobnie xD Wkręciłam się zwłaszcza w ‚Tell Me Why’, ‚Hard 2C’ i ‚The Beat Of Your Heart’. I mam ból tyłka, że nie wszystkie utwory z ich pierwszej i jedynej płyty są w sieci, a przynajmniej ja nie znalazłam :/ A weź to kup po tylu latach xD Wersja deluxe koło stówki kosztuje…
            Tak czy siak spróbuję to w tym tygodniu ruszyć :D

            Odpowiedz
            1. Inna_odInnych Autor wpisu

              Hehe,
              Nie, nie, moją pierwszą myślą zawsze jest „How Many People” :D Pamiętam, jak to leciało na Vivie. Hmm… właśnie słucham tego po latach i wiem, czemu mi się tak podobało, przypomina Black Eyed Peas, które lubię xD Nie no, ale fajnie się tego słucha. Kojarzę też „Time to Party”, ale „Just Call Me” albo w ogóle nie znałam, albo przez lata zapomniałam. I tak HMP najlepsze.
              Sprawdzałam na spotify, niestety też nie maja :(
              :)

              Odpowiedz
              1. Isabelle :)

                Też kiedyś słuchałam Black Eyed Peas xD Let’s Get It Started i Shut Up zwłaszcza :D
                To widzisz, ja X lat temu nagrałam na płytę Just Call Me i How Many People, ale to ta pierwsza podobała mi się bardziej :D A z Time to Party wiem, że byli na Eurowizji, ale nie kojarzyłam tego wcale, dopóki teraz nie zaczęłam zgłębiać ich twórczości :D

                Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s