♫ Relacja z koncertu Evanescence

Na ten dzień czekałam od kilku miesięcy. Jak tylko ogłosili ten koncert i bilety weszły do sprzedaży, od razu zakupiłam jeden. Tym razem na płytę (przyznaję, że głównie dlatego, że były najtańsze), ale nie żałuję decyzji.

Właściwie powiem od razu: Cieszę się, że byłam na tym koncercie. Było warto.

Każdy z Was na pewno zna Evanescence. „Bring me to life” jest najbardziej znanym kawałkiem i był grany WSZĘDZIE. Nadal często można go usłyszeć. Niestety mimo tak długiego istnienia zespołu, do tej pory wydali 3 studyjne krążki (z czego ostatni 6 lat temu) i w Polsce pojawili się dopiero… pierwszy raz.

Nie wiem, jak została ustalona data koncertu, ale zastanawiam się, czy NAPRAWDĘ NIE MOŻNA BYŁO USTALIĆ INNEJ DATY? W ten sposób zespół został trochę pokrzywdzony, przede wszystkim dlatego, że tego samego wieczoru Guns n’ Roses. Jestem pewna, że znalazłaby się spora grupa ludzi, którzy byli na Gunsach, którzy poszliby na Evanescence, gdyby oba wydarzenia nie były jednego dnia… Ludzi w Warszawie trochę się zebrało, ale było sporo miejsca. Zarówno na płycie, jak na Golden Circle, a trybuny zostały wyprzedane zaledwie w połowie. Do tego ochrona podobno nie pozwalała wstawać ludziom w trakcie koncertu (na trybunach) co jest… dziwne.

Przed koncertem

Również tym razem wybrałam się autobusem, z firmą, która organizowała wyjazd na koncert i powrót do Katowic. Niestety inną, niż tą, z którą jechałam na Davida Garretta, ale też dojechałam. Jedynie trochę nie podobało mi się, że wyjazd był wcześnie i na miejscu byłam już o 14, ale dzięki innym fanom ten czas zleciał dość przyjemnie.

Wiecie, dlaczego lubię jechać z takimi firmami? Już nie chodzi o to, że nie muszę się martwić o transport, ale można poznać fajnych ludzi. Tym razem jeszcze przed odjazdem poznałam Łukasza i Sandrę, z którymi przegadałam większość trasy do Warszawy (wzięłam ze sobą książkę, żeby zabić czas podczas podróży – ani razu jej nie otworzyłam). Na miejscu okazało się, że Łukasz należy do grupy na Facebooku Evanescence PL, więc „zaciągnął” nas do innych ludzi z tej grupy. Dziewczyny miały flagę, na której podpisywali się fani, ale niestety nikt nie wie, czy dotarła do zespołu. Prawie cały czas, który pozostał do koncertu, spędziłam z nimi, a z czasem grupa „pod drzewem” się rozrastała. Żeby było zabawniej, przyszedł nawet fotograf z Prestige MJM i załapałam się na grupową fotkę – ja, taki „niedzielny fan Evanescence” :)

Oczywiście musiałam gdzieś spojrzeć czy przymknąć oczy i wyszłam jak wyszłam -.- (Jeśli ktoś z Was nie wie, jak wyglądam: ja to druga od lewej). Podpisów na tym zdjęciu mało, ale z czasem ich przybywało ;)

I tak jakoś zleciało do 18:30, kiedy otworzyli bramy. Na szczęście zrobili to 15 minut wcześniej, niż planowano, bo zbierały się chmury i po koncercie się dowiedziałam, że o ok. 19 padało. Na szczęście jak już byłam w środku…

Strażacy

Udało mi się załapać fajne miejsce. Na samym środku, przy barierkach (oczywiście tych na środku areny, bo miałam zwykłą płytę, a nie Golden Circle), jednak nie było aż tak daleko (pewnie dzięki temu, ze na GC nie wyprzedało się tak dużo biletów) i widoczność była niezła. Do tego po supporcie i całym koncercie można było liczyć na kubeczek wody od ochroniarzy ;)

Krótko przed 19:30 na scenę weszli Strażacy. Nie szukałam ich w Internecie, a Ci, co próbowali, powiedzieli, że właściwie trudno ich gdziekolwiek znaleźć. Ponieważ wygrali Antyfest, miałam nadzieję, że to będzie coś fajnego, co rozrusza nas przed gwiazdą wieczoru.

Zaczęli dość nieźle. Instrumentalna, ciekawa muzyka, w której rosło stopniowo napięcie. Byłam zaintrygowana i tym bardziej miałam nadzieję, że to będzie coś fajnego. Niestety rozczarowania bywają bolesne. Gdy wokalista wszedł na mikrofon (właściwie bardziej raper, bo chyba więcej rapował niż śpiewał) całe pozytywne wrażenie prysło jak bańka mydlana. Być może to też wina nagłośnienia, ale nie potrafiłam zrozumieć słów. Koleżanka rozpoznała coś w stylu „Zjadłem wielki ser, łokciami rozpycham się” a ja z Łukaszem refren z jednej piosenek: „wielki cyc wokół mnie” i tak powtarzane kilkanaście razy. Zastanawiam się, kto wpadł na tak inteligentny pomysł, by tego rodzaju zespół wrzucić przed Evanescence. Naprawdę, nie ma innych zespołów, bliższych klimatowi? Naprawdę nie było Prestige stać na kogoś innego?

Podobno są ludzie, którym się podobało, ale dla zdecydowanej większości, w tym i mnie, to było coś okropnego. Naprawdę, do tej pory nie trafiłam na gorszy support. Muzycznie byłoby ok, szczególnie perkusista był dobry, ale wokal niszczył to wszystko. Naprawdę byłam tak zmęczona po ich 40-minutowym koncercie, że tylko czekałam aż Evanescence bring me to life. Chłopcy próbowali też żartować, ale, czaicie, Strażacy spalili suchar. Jestem zaskoczona, że oni twierdzą, że to ich najlepszy koncert, jaki zagrali i że są w szoku, że zostali przyjęci tak ciepło. Chyba ludzie bezpośrednio pod sceną byli świetnymi aktorami, albo… zazwyczaj podoba się tylko kilku osobom.

W każdym razie support można podsumować jednym zdaniem: Strażacy ugasili publiczność.

Evanescence

Na szczęście Amy Lee i spółka już na samym początku mnie zaskoczyli. To niesamowite uczucie, kiedy nawet nie masz odwagi pomyśleć: mogliby zagrać tę piosenkę i w ogóle jej się nie spodziewasz, a zespół otwiera nią koncert! W tym przypadku chodzi o „Everybody’s fool”.

Podczas tej piosenki fani wrzucili róże na scenę (akcja zorganizowana przez Prestige MJM) i Amy Lee w połowie koncertu mówiła, że nigdy nie śpiewała w otoczeniu róż i nigdy tego nie zapomni :) Mam nadzieję, że to ją zachęci do ponownego odwiedzenia naszego kraju.

Ogólnie Amy Lee mało mówiła. Zastanawiam się czy ona zawsze jest tak małomówna na koncertach, czy tylko u nas? Właściwie to nieistotne. Na scenę 2 albo 3 razy wjechał fortepian, na którym zagrała kilka piosenek, w tym „My immortal” – i to był najbardziej magiczny moment w trakcie całego występu. Niesamowite! Do mnie dopiero teraz dociera, że słyszałam tę piosenkę na żywo.

O, i właśnie najważniejsze: Chcecie się dowiedzieć, jak Amy Lee śpiewa na żywo? Włączcie płytę. Mówię poważnie. Byłam zaskoczona, że przez większość koncertów jej głos na żywo  brzmiał tak jak na płycie. Oczywiście było słychać, że śpiewa na żywo, że to nie playback, ale śpiewała pięknie, czysto, nawet jeśli latała po scenie i machała głową. Nadal jestem pod wrażeniem, tak rzadko się zdarza, żeby ktoś potrafił zaśpiewać tak dobrze, wręcz idealnie, swoje utwory. Wow.

Niestety po koncercie pozostał jakiś niedosyt. Chociaż grali ok. 1,5 godziny, zleciało to bardzo szybko i miałam taką myśl: co? już koniec? Może też mam niedosyt dlatego, że mogliby zagrać więcej moich ulubionych utworów ;) Czasami też nie wiedziałam, co grają, ale to wynika z faktu, że nie lubię ich trzeciej płyty (z wyjątkiem 3 utworów) i jej nie pamiętam, więc jak coś z niej grali, to ja nie wiedziałam, co to właściwie jest ;) Na bis wyszli też tylko z jednym utworem, szkoda, że nie był trochę dłuższy.

Później ze sceny rzucali różne rzeczy (takie „talerze” z autografami, pałeczki perkusisty, kostki gitarowe…). Mimo że fani mogli wykupić Meet & Greet (które chyba odbyło się przed koncertem), jakąś godzinę po zakończeniu koncertu Amy Lee wyszła do grupki fanów, która czekała gdzieś przy jakieś bramie, co też mnie pozytywnie zaskoczyło (chociaż mnie tam nie było :P)

Podsumowując… Chociaż nie nazwę koncertu Evanescence najlepszym koncertem mojego życia, trochę mu daleko do wydarzeń, które mnie oczarowały w 100%, nie żałuję, że na niego poszłam. Nawet jeśli przepłaciłam, bo kupiłam bilet, a już nawet miesiąc przed koncertem był on tańszy o ponad 50 zł, później znów obniżono cenę… Co prawda szkoda, że ten koncert nie odbył się kilka lat temu, kiedy miałam ogromną fazę na ich muzykę, wtedy na pewno jarałabym się tym koncertem o wiele bardziej niż teraz. Ale mimo że faza na nich mi przeszła, było warto i jeśli Evanescence wrócą do Polski, z chęcią pójdę ich posłuchać ponownie.

PS: Tutaj znajdziecie zdjęcie setlisty ;)

Reklamy

3 thoughts on “♫ Relacja z koncertu Evanescence

  1. Zuza

    Bardzo ci zazdroszczę tego koncertu. Nie jestem już ich fanką, ale zobaczyć na żywo zespół swojego „dzieciństwa” to jednak jest COŚ.
    Co ciekawe ja w Wawie byłam dzień wcześniej, ale na zupełnie innym koncercie.
    Gdybym w stolicy mieszkała, pewnie bym się wybrała. Tym bardziej, jak piszesz, ceny wejściówek poszły w dół. Niby fajnie i zachęcająco, ale dla tych, co kupili wcześniej, niemiła niespodzianka. ostatnio przeżyłam podobną. Weszłam o ułamki sekund za późno na stronę, na której bukowało się darmowe wejściówki na Gorillaz w Katowicach i zabrakło jednej dla mnie, a w dniu koncertu się dowiaduję, że wpuszczali ludzi z ulicy. No kurde -.-

    Nowy wpis na http://the-rockferry.blog.onet.pl/

    Odpowiedz
  2. Isabelle :)

    Hahaha, no to widzę, że Ci Strażacy wykonują bardzo ambitną muzykę… Ten tekst o jedzeniu sera… Hahaha :D

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s