Krąg

Trochę filmów obejrzałam, trochę poczytałam, pora podzielić się z Wami opiniami na różne tematy ;)

Właściwie mogłam to zrobić już jakiś czas temu, bo miałam już napisane te recenzje w szkicach. Tylko chciałam coś do nich dopisać, ale to zrobię następnym razem.

I cały czas pamiętam o relacji z castingów Mam Talent, napiszę to ;) Ale nie wiem czy nie opublikuję tego, jak już wyemitują to w tv :D

Dave Eggers „Krąg”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Opinia jest w dużej mierze porównaniem do filmu. Zawiera też spojlery.

Pisałam Wam ostatnio, jak bardzo zawiodłam się na filmie. Miałam nadzieję, że książka wyjaśni mi koniec filmu, co Ty i Mae ujawnili. Niestety… Książka a film to dwie różne rzeczy. Właściwie dziś doceniam pracę scenarzystów, że chociaż starali się wykorzystać pomysł zawarty w książce, ale i jednocześnie go udoskonalić. Oczywiście nie przedstawili wszystkich pomysłów autora i firmy The Circle, ale właściwie wyszło to filmowi na dobre. Wiecie, utopia, utopią, ale zbudowanie statku, by jeden z Mędrców (czyli założycieli firmy) mógł zbadać Rów Mariański i co więcej przywiózł stamtąd zwierzęta? Wymyślenie PastPerfect, by móc odszukać przodków wiele pokoleń wstecz, ba, wiele stuleci wstecz? I że udało się to osiągnąć, dowiedzieć się tak wiele o jednej rodzinie? Autor trochę zapędził się w swoich utopijnych pomysłach. Prawdę mówiąc wolę filmową historię.

Mae. Główna bohaterka, której oczami poznajemy firmę. W opinii o filmie pisałam, że po wypadku nie byłam w stanie jej zrozumieć. Nie wiedziałam, czy ona wierzy Mędrcom, czy tylko udaje, żeby zdemaskować firmę. Miałam nadzieję, że książka pomoże mi ją zrozumieć… Niestety nie pomogła. Znaczy się, w książce wiemy doskonale, po której stronie Mae stoi. To jest oczywiste, jasne, bo widzimy jak bardzo jest zaślepiona, zachwycona tym światem, wiele razy myślałam o niej: co za krótkowzroczna idiotka. Tam od początku do końca jest jasne, że ona uważa firmę za świętość i kiedy Ty próbuje jej otworzyć oczy, co ona robi? Udaje, że mu wierzy, że jest tak, jak on twierdzi, po czym leci do pozostałych Mędrców i mówi im, że Ty chce udaremnić „Domknięcie Kręgu”. Skutki jej zachowania zostały opisane w… dwóch zdaniach. Koniec książki. Najbardziej wstrząsające jest to, że nawet to, co się stało z Anne, przyjaciółką Mae, nie otwiera jej oczu, wręcz przeciwnie, wpada na kolejny, absurdalny, utopijny pomysł. Jestem wdzięczna twórcom filmu, że starali się wykreować mądrzejszą Mae. Na początku były podobnie naiwne, ale filmowej Mae po wypadku wyraźnie otwierały się oczy. Chociaż jak pisałam, trudno w tych scenach zrozumieć, co ona naprawdę myśli, to na końcu mamy 100% pewność, że dziewczynie otworzyły się oczy.

Chyba nie ma sensu pisać więcej o tej książce. Tu mamy dodatkowego bohatera Francisa, który był irytujący. Cieszę się, że nie było go w filmie. Mercer został też tak przedstawiony… że nie dało się polubić książkowej wersji. Jasne, chłopak był mądry, wiedział, do czego doprowadza firma Mae, ale filmowego Mercera lubiłam dużo bardziej.

Pomysł na książkę był świetny. Szkoda, że główna bohaterka była tak irytująca i ślepa (choć to ostatnie można jej wybaczyć – podejrzewam, że duża część ludzkości korzystająca z social media również byłaby tak ślepa), właściwie większość bohaterów była antypatyczna. Twórcy filmu starali się wycisnąć więcej z tej książki: Udało im się sprawić, że film jest znacznie lepszy od książki. Szkoda, że nie potrafili w pełni wykorzystać jej potencjału i nie wyjaśnili zakończenia. Jednak z „dwojga złego”, wybierzcie film. Oczywiście podtrzymuję moje zdanie, że nie warto wydawać kasy na bilet, ale jak kiedyś będzie w TV… Dziś oceniam książkę na 4/10

Wonder Woman (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Chyba zdradzam elementy fabuły i zakończenia. Jeśli nie chcecie sobie psuć seansu, zastanówcie się, czy nie przeczytać mojej opinii innym razem ;) 

Dzięki kinie polubiłam filmy o superbohaterach. Na film o Wonder Woman czekałam odkąd zobaczyłam dość przeciętny „Batman v. Superman”. Już wtedy ją polubiłam i miałam nadzieję, że jej historia zostanie lepiej przekazana.

Chociaż nie brakuje tu luk, pewnych absurdów i innych wad, film ogląda się z przyjemnością. Najpierw rozkoszujemy się cudownymi kolorami wyspy, na której wychowuje się Diana, aż chciałoby się tam spędzić wakacje :) Ta żywa kolorystyka świetnie kontrastuje się z ciemnymi kolorami „poza wyspą”, które mają  pokazywać smutek, grozę, zło wojny. Sama Diana jest strasznie naiwna, ale z drugiej strony nie trudno się jej dziwić, skoro została wychowana tak, by niczego nie wiedzieć. I ta naiwność jej matki: Jeśli Diana nie będzie potrafiła walczyć, jeśli nie będzie znać prawdy, Ares nie znajdzie jej tak szybko. A tu, ups, poznaje Aresa praktycznie po tym jak przybywa do świata ludzi, chociaż o tym nie wie, ale przecież Bóg Wojny nie jest taki głupi, by nie rozpoznać Amazonki. Logika matki mnie rozwala, no, ale przecież, gdyby wszystko powiedziała Dianie, nie byłoby kluczowego momentu, w którym dziewczyna dowiaduje się, kim jest naprawdę i odkrywa swoje moce. Mam wrażenie, że gdzieś to już widziałam. Sama walka na końcu też jest taka… nudna. Najpierw Ares ma znaczną przewagę, ale uświadamia Dianie, kim ona jest i ona nagle odkrywa swoje moce, a miłość i poświęcenie, które odkrywa (jakie to słodkie!) sprawia, że jest niezwyciężona. Niestety ta decydująca walka była najnudniejsza ze wszystkich, ale przynajmniej fajnego aktora dobrali: (Remus Lupin umarł w walce, by narodzić się jako Bóg Wojny, haha).

Akcja dzieje się podczas pierwszej wojny światowej, ale została ona często przedstawiona jako… druga. Serio, wiele razy miałam wrażenie, że ci źli Niemcy to Naziści i nawet zaśmiałam się podczas filmu, że Aresem pewnie jest Hitler, ale… ups, to nie ta wojna. Z różnych opinii wiem, że nie tylko ja miałam takie wrażenie.

Dobra, tyle o wadach. Ogólnie film oglądało się z przyjemnością. Gal Gadot mi się podobała w tej roli, na ładną kobietę dobrze się patrzy, nawet jeśli nie jest genialną aktorką. Miała fajny strój, aczkolwiek czasami też mnie bawił. Poza tym lubię patrzeć na kobietę z super mocami, która potrafi walczyć i świetnie daje sobie radę z mężczyznami (w walce!), a tam takich scen nie brakowało… Dodatkowo było kilka zabawnych momentów. To jeden z lepszych filmów o superbohaterach, być może zobaczę go jeszcze raz :) 7/10

Mamy2mamy (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Zabawny zwiastun sprawił, że film mnie zainteresował, a że to francuska komedia, pomyślałam, że może być zabawna. Czy tak było? Tak. Muszę przyznać, że dość dobrze się bawiłam na tym filmie, lekko się rozerwałam i na pewno będę go miło wspominać. Niestety czegoś mi brakowało, żeby pokochać ten film. Nie wiem czy to kwestia moich wysokich oczekiwań, co do francuskich produkcji (poprzeczka jest postawiona dość wysoko), czy może kwestia bohaterek, że mimo wszystko mogły być lepiej przedstawione… Czy może żarty, część była dobrze znana z innych filmów, Internetu, memów… Trudno mi jednoznacznie powiedzieć. Jeśli macie ochotę na lekką komedię, co do której nie macie wysokich oczekiwań, spokojnie mogę polecić „Mamy2mamy”, bo mimo niedosytu, podobał mi się i mogłabym do niego wrócić :) 7+/10

Baywatch. Słoneczny patrol (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Nie będę ukrywać, dlaczego poszłam na ten film: Żeby popatrzeć na klatę Zaca Efrona. Serio. Z tego powodu chodzę na odmóżdżające amerykańskie, w których gra. A z nimi bywa rożnie, raz bywają słabe i wręcz żenujące („Co Ty powiesz o swoim dziadku”), innym razem w miarę przyzwoite (jak na ten gatunek, np. „Randka na weselu”). Idąc na seans spodziewałam się niskiego poziomu żartów, że wyjdę z seansu zdegustowana i zażenowana, ale… faceta nie mam, to chociaż na Efrona mogę się popatrzeć.

I wiecie co? Kocham takie momenty! Nie, nie mówię teraz o klacie (aczkolwiek było na co popatrzeć, Dwayne Johnson też ma się czym pochwalić), po prostu… film mnie zaskoczył. Spodziewałam się dna, a dostałam zabawną komedię, na której naprawdę dobrze się bawiłam, z ciekawą fabułą i wątkiem kryminalnym – co z tego, że przewidywalnym. Ważne jest to, że naprawdę wciągnęłam się w film, polubiłam bohaterów i chociaż nie wszystkie sytuacje były zabawne, dużo się śmiałam i wyszłam z sali w wyśmienitym nastroju. A, i pojawienie się Davida Hasselhoffa oraz Pameli Anderson też naprawdę mnie rozbawiło :)

Jeśli szukacie typowego odmóżdżacza, mogę Wam polecić „Słoneczny patrol”. Jestem pewna, że jak będę mieć ochotę na głupią komedię z Efronem, to najprawdopodobniej włączę tę :) 8/10

Ponad wszystko (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Odkąd zobaczyłam zwiastun, byłam zainteresowana tym filmem. Historia zapowiadała się ciekawie i nie miałam problemu z namówieniem przyjaciółki na seans (ba, z chęcią się wybrała). Jakie były moje odczucia po seansie? Niestety film był nierówny… Miejscami był naprawdę ciekawy i wciągający, ale miejscami przynudnawy. Ocena stale się wahała między 6 a 8. Sama historia była interesująca, może się wydawać nierealna, ale nie takie rzeczy się dzieją na świecie… I teoretycznie zaskakująca. Dlaczego teoretycznie? Bo jakimś dziwnym przypadkiem (może moja intuicja?) czułam, jak się skończy, o co naprawdę chodzi z chorobą głównej bohaterki… Nie wiem, czy po prostu coś w filmie dało mi „znak”, że to może właśnie to, czy skąd się wzięła ta myśl, ale trafiłam. Na pewno nie z książki, bo jej nie czytałam. Z pewnością pomógł mi fakt, że o tej chorobie już nie raz słyszałam i czytałam, aczkolwiek nie potrafiłabym przypomnieć sobie jej nazwy… Czy polecam? Hmm… jeśli lubicie filmy o miłości młodzieży, której na drodze stoi choroba to tak. To nie jest zły film, po prostu spodziewałam się czegoś lepszego.  7/10

Gru, Dru i Minionki (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Prawdę mówiąc, nie wiem, co ludzie widzą w Minionkach. No dobra, nie widziałam żadnego filmu z nimi, więc dla mnie są tylko zabawnymi stworzeniami. Ale zwiastun nowej odsłony mnie zainteresował, przede wszystkim dlatego, że był zabawny. Więc jak tylko były pokazy przedpremierowe, zabrałam Agę, która czekała na ten film od miesięcy i… udało nam się dorwać dwa ostatnie miejsca. Serio. CAŁA SALA KINOWA BYŁA ZAPEŁNIONA. Odkąd chodzę do kina, a przecież Unlimited mam od 1,5 roku, nie zdarzyła mi się taka sytuacja, żeby nie było ani jednego miejsca wolnego. Oczywiście wśród widowni masa dzieciaków (za mną siedziała rodzinka z dziewczynką nie starszą niż 3-4 lata. Oczywiście rozpłakała się w połowie seansu… Naprawdę nie rozumiem, dlaczego ludzie biorą takie dzieci do kina. I to nie tak, że „nie było z kim jej zostawić”. Jedno z rodziców mogło pójść do kina ze starszym synem, a drugie zająć się dzieckiem poza kinem. Szczególnie że matka nie wyglądała na zainteresowaną tym, co się działo na ekranie).

Koniec narzekań na tłum. Jaki był film? Bardzo nierówny. Miejscami był zabawny: szczególnie początek, kiedy czarny charakter tańczył do piosenki Michaela Jacksona (to też można zobaczyć na zwiastunie, to było super!), ale kiedy już bardziej zaczęła się cała akcja… Wiało nudą. Oczywiście nie było też śmiesznie. Próbowano wkleić sceny, które miałyby rozbawić widzów, ale bezskutecznie. Od czasu do czasu pojawiał się jakiś zabawny fragmencik, ale to stanowczo za mało. Do tego irytujący głos Dru, brrr…

Osobiście jestem zawiedziona. Spodziewałam się zabawnej bajki, a przez połowę sensu miałam uczucie nudy, chociaż starałam się skupić jak najbardziej na akcji. Aga też była zawiedziona, bo w tych Minionkach było bardzo mało Minionków. One stanowiły tylko tło dla tego filmu. Prawdę mówiąc, szkoda czasu na ten film. No, może te sceny na statku na samym początku warto zobaczyć, ale resztę można sobie darować. 6/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s